środa, 8 stycznia 2020

CZYTELNICZE PODSUMOWANIE 2019 ROKU



Cześć Moi Drodzy!

W ostatnim poście 2019 roku wspominałam Wam, że przygotuję wpis poświęcony czytelniczemu podsumowaniu tegoż roku. A że wszystkie książki jakie przeczytałam w 2019 zapisywałam w notatniku dziś z łatwością mogę podzielić się z Wami ich tytułami ( ale rymy mi wyszły ;D ). Pod koniec 2018 postawiłam sobie wyzwanie czytelnicze „  przeczytam 50 książek przez calutki  2019 rok”. Jak je wspominam? Czy żałuję ? A może było to całkiem przyjemne wyzwanie? Dowiecie się tego czytają tego posta. Dodam, że było to moje pierwsze tego typu zadanie do wykonania przez cały rok. Od razu piszę, że łatwo nie było ale jak tak dzisiaj patrzę na te poszczególne miesiące ubiegłego roku i zapisane pod ich nazwami tytuły książek czuję dumę, że dałam radę.

Skąd wziął się u mnie pomysł na takie książkowe postanowienie? W 2018 roku odpuściłam sobie nieco czytanie, na rzecz mniej istotnych spraw. Przeczytałam wtedy tylko 21 książek ( podgoniłam ten wynik przez ostatnie miesiące roku). 2019 był dla mnie motywacją do chętniejszego sięgania po książki. Takie postanowienie było dla mnie świetnym doświadczeniem, poznałam wiele wspaniałych autorów, o których nie miałam nawet pojęcia. Przeczytałam niezliczoną liczbę stron, niektóre pozycje miały ich nawet 600. Zadziwia mnie fakt, że potrafiłam czytać w tak szybkim tempie, a dziś umiem nawet opowiedzieć o tych które czytałam np. na początku stycznia. Wryły się one w moje serce- tego jestem pewna. Niektóre bardzo mnie poruszyły, a były i takie które nie dały o sobie zapomnieć. Tak było w przypadku książki Nicholasa Sparksa „ We dwoje” rozmyślałam o niej grubo ponad 2 miesiące. Były też i takie które już po pierwszej stronie mnie do siebie zniechęcały, dlatego najzwyczajniej w świecie je sobie odpuściłam.  W dzisiejszym poście pokażę Wam 50 książek które przeczytałam w 2019 roku. Bez ściemy, udawania i bez ogródek. Od razu mówię, że nikt nie zmuszał mnie do czytania takiej ilości książek. Sama sobie to wymyśliłam, postanowiłam i tego dokonałam. Nie robiłam też tego by komuś imponować, zrobiłam to dla siebie. W ten sposób chciałam poznać nowych autorów i książki o jakich dotąd nie miałam pojęcia.

Styczeń


Pierwszy miesiąc 2019 roku zapisał się jako jeden z tych kiedy przeczytałam więcej niż 3 książki. Czytać zaczęłam już 1 dnia Nowego Roku. Na pierwszy ogień poszła „Uwierz w miłość Calineczko” Natalii Sońskiej. Kocham książki tej autorki i ich okładki – są takie słodkie i urocze. Czytało mi się ją bardzo przyjemnie i dość szybko. Ale powiem Wam, że ciężko jest się przystosować do czytania aż tak dużej ilości książek. Wymagało to ode mnie nie lada samozaparcia. Na początku owszem bywało ciężko, ale szybko się przestawiłam i potem już jakby automatycznie sięgałam po kolejne pozycje. Drugą książką był „ Tylko jeden wieczór” Krystyny Mirek. Ta książka jakoś mnie nie porwała, czegoś mi brakowało. Raczej drugi raz jej nie przeczytam. Trzecie miejsce zajmuje „ 7 życzeń” zbiór opowiadań polskich autorów. Ta książka zaczarowała mnie bez dwóch zdań. Długo nie mogłam o niej zapomnieć a przeczytałam ją praktycznie w jeden dzień.  Czwartą książką był „ Wieczór taki jak ten” Gabrieli Gargaś. Tę także przeczytałam w jeden dzień. I to od niej zaczęła się moja przygoda z książkami tej autorki. Ostatnią przeczytaną w styczniu było „ Garść pierników szczypta miłości” Natalii Sońskiej. Podsumowując w styczniu przeczytałam 5 książek.

Luty


Miesiąc miłości ( teraz sobie nieco polemizuję, bo nie lubię Walentynek) należał do książek o tejże tematyce.  Na początku Lutego przeczytałam „ Mniej złości więcej miłości” Natalii Sońskiej – jest to drugi tom „ Garść pierników szczypta miłości”. Końcówka tej książki nieco mnie rozczarowała, mimo to mile wspominam jej lekturę. Potem przyszła kolej na „ Obca w świecie singli” autorstwa Krystyny Mirek. Książki Pani Krysi to miód na moje serce. Bardzo przyjemnie mi się je czyta, są mądre, lekkie i ciekawe. Nic więc dziwnego, że autorka nazywana jest „mistrzynią lekkiego pióra”. W połowie Lutego porwała mnie 3 tomowa, miłosna seria książek Shari L. Tapscott. Było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką. Nigdy wcześniej nie czytałam jej książek. „ Odrobina brokatu” a po niej „ Odrobina blasku” były strzałem w dziesiątkę choć są one książkami typowo młodzieżowymi. A takimi niezwykle ekscytowałam się gdy byłam nastolatką. Teraz jako 21-letnia kobieta czytająca same romansidła, lubię czasami dać sobie upust i sięgnąć po coś lekkiego. Takie właśnie były te dwie książki. A ostatnią przeczytaną w Lutym było „ Obudź się Kopciuszku” oczywiście autorstwa Natalii Sońskiej. Reasumując w Lutym przeczytałam 5 książek.

Marzec


Czyli wiosna tuż tuż. Marzec nie należał do miesięcy kiedy przeczytałam więcej niż 3 książki, bo było ich właśnie tylko trzy. Tak jakoś nie starczyło mi czasu, a jedną z nich czytałam o wiele za długo niż powinnam. Pierwszą jaką przeczytałam było „ Lato utkane z marzeń” Gabrieli Gargaś. Jest to kontynuacja „ Wieczór taki jak ten”. Książki pani Gabrysi czytam w ekspresowym tempie tak było i z tą – wystarczył jeden dzień. Potem przyszła kolej na zbiór opowiadań polskich autorów „ Pierwsza miłość”. Dostałam go na Walentynki, zawierał naprawdę piękne, miłosne historie. Czasami i łezka się zakręciła w oku, ale Wiecie jaka ja jestem jeśli chodzi o romanse ;D Marzec zakończyłam książką „ Tylko dobre wiadomości” autorstwa Agnieszki Krawczyk. Była to moja pierwsza i chyba raczej ostania książka tej autorki. Mimo, że dość dobrze mi się ją czytało nie porwała mnie jakoś wybitnie i nie wywołała u mnie wielkich emocji na które bardzo liczyłam. Ten miesiąc skończyłam na 3 książkach.

Kwiecień



Wiosna w rozkwicie, a ja w książkach. Ale wyszło mi to na dobre. Nie żebym siedziała z nosem w nich przez cały czas. O co to to nie.Jednak w kwietniu padł rekord i przeczytałam ich aż 6. Pierwszą była „ Kropla zazdrości morze miłości” – trzecia i ostatnia część serii książek Natalii Sońskiej. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, może jeszcze kiedyś po nią sięgnę.  Drugą było „Światło o poranku”- kontynuacja „Światło w Cichą Noc” autorstwa Krysi Mirek. Potem w swojej domowej biblioteczce natknęłam się na nietypową książkę pt. „ E-mail od Pana Boga do kobiet”. Był to swego rodzaju przekaz duchowy przeznaczony właśnie do kobiet. Po jego przeczytaniu poczułam się jakaś taka lżejsza, ważniejsza i pełna energii. Cieszę się, że natrafiłam na tę książkę. Była dla mnie świetną odmianą. Czwartą książką przeczytaną w kwietniu było „ Zaczekaj na mnie” – J. Lynn. Istna burza hormonalna bym powiedziała. I nieco erotyczna, ale nie za bardzo. Przeczytałam ją na jednym oddechu i to dosłownie ;D Piątą pozycją książkową było „ Pośród żółtych płatków róż” Gabrieli Gargaś. Porwała mnie i przeczytałam w jeden dzień. Ostatnią szóstą była ‘ Taka jak Ty” także pani Gabrysi. I tę także wręcz „pożarłam” :D

Maj


 Wiosna w pełni, miłość dookoła i pachnące bzy. Maj był miesiącem kiedy przeczytałam 5 książek. Oczywiście wszystkie o tematyce romantycznej rzecz jasna. Pierwsza z nich „ Dziewczyna z warkoczem” była dla mnie totalną nowością. Jej autorka Agnieszka Jordan- Gondorek jak dotąd była mi nieznana. Okładka książki przykuła moją uwagę, gdyż znajdowała się na niej dziewczyna właśnie z zaplecionym warkoczem – zachowaniem podobna do mnie. Siedziała sobie w ciepłych kapciach, z kubkiem herbaty w ręce owinięta jakąś chustą. Jakże podobna do mnie pomyślałam sobie i wypożyczyłam tę książką w bibliotece. Zaskoczyła mnie jej treść, była nieco zabawna i co najważniejsze dobrze się skończyła dla głównej bohaterki. Potem przyszła kolej na dwie książki Sandi Lyyn – „ Podróż do miłości” i „ Nasze olśnienie”. Powiem tak, przypominały mi one trochę Greya. Sporo erotyzmu i scen łóżkowych. Pojawiał się też dobry humor bohaterów dlatego jakoś je przeczytałam. Chociaż nie powiem lubię takie klimaty nie żeby coś ale lubię. Ostatnią 5 książką było „ Dance, Sting, Love – miłosny układ” – która była totalną burzą hormonów. 

Czerwiec


Połowa roku, 24 książki na koncie do końca wyzwania pozostaje 26. Nie czuję zmęczenia, mam już taki automatyczny odruch, że sięgam po kolejne książki. W Czerwcu przeczytałam ich 4. I nawet świąteczna się znalazła ;D Pierwszą była kontynuacja „ Dance, Sting, Love- miłosny układ” czyli „ Dance, Sting, Love – w rytmie serc”. Poruszyła mnie historia tancerki o imieniu Liwia. Tak jak wspomniałam w przypadku tej pierwszej ta seria to burza hormonów, pożądania i namiętności.  Drugą książką przeczytaną w czerwcu były „ Listy (nie) miłosne” Natalii Sońskiej a trzecią – ich kontynuacja „ Piosenki ( nie) miłosne”. Obie śliczne, nieco smutne ale dobrze się wszystko skończyło. Ostatnia przeczytana w czerwcu „ Anioł na śniegu” – historia bożonarodzeniowa o Adzie skradła na dobre moje serce.

Lipiec


Wakacje, lato i upały. Tych ostatnich nie znoszę, dlatego gdy nie musiałam wychodzić na zewnątrz zajmowałam swój wolny czas książkami. Przeczytałam ich 3.  Dwie autorstwa Natalii Sońskiej ( da się zauważyć, że polubiłam książki tej autorki to już kolejne od stycznia), czyli „ Cała przyjemność po mojej stronie” i „ Co jeszcze mogę dla Ciebie zrobić”. Obie czytałam w ekspresowym tempie, obie w jakiś sposób mnie ujęły. Wiecie? Ciężko było czytać podczas tych upałów, gorąc był niemiłosierny ale dałam radę. Trzecią i ostatnią była „Magia grudniowej nocy”. Lato a ja świąteczne książki czytam :D Tak mnie kusiło, że musiałam poznać zakończenie historii o Michalinie z Bieszczad. Książka była wspaniała, zresztą cała seria była wyjątkowa i cieszę się, że ją przeczytałam.

Sierpień


Ósmy miesiąc roku, 27 książek na koncie trzeba więc nieco podgonić to wszystko. 3 książki jakie przeczytałam w sierpniu pomogły osiągnąć okrągłe 30.  W tym miesiącu zdecydowanie rządziły książki Nicholasa Sparksa. Przeczytałam ich aż dwie. Piszę aż bo obie były dość grube i do dziś dziwi mnie, że dałam radę je przeczytać. Pierwszą z nich było „ Z każdym oddechem”. Piękna historia miłosna, niezwykle wzruszająca i ujmująca. Przeczytałam też „Szczęściarza” – pełna humoru także miłosna opowieść.  Pojawiła się też trzecia książka „ Zośka moja wielka miłość. Wspomnienia Hali Glińskiej” – swego rodzaju biografia Haliny Glińskiej – dziewczyny jednego z harcerzy walczących w czasie okupacji czyli Tadeusza Zawadzkiego Ps. Zośka. Uwielbiam historyczne książki dlatego z wielką przyjemnością po nią sięgnęłam. Przeczytałam ją dość szybko, była niezwykle wciągająca i ciekawa.

Wrzesień


Jesień na horyzoncie to i na książki znajdzie się więcej czasu. Przeczytałam ich aż cztery. Kolejno od początku „ We dwoje” Nicholasa Sparksa, zbiór wierszy Wisławy Szymborskiej pt. „Wystarczy”, wiersze wybrane Szymborskiej oraz „ Tam gdzie serce Twoje” Krystyny Mirek. Moje serce skradło „We dwoje” historia ojca który walczył o swoje dziecko po odejściu żony. Zdarzało się, że podczas czytania wyłam jak bóbr. Ponad 600 stron w trzy dni. Takie rzeczy rzadko się zdarzają czyż nie? Książka na długo została w mojej pamięci. I nadal w niej jest. Podobały mi się też wiersze pani Wisławy. Pisałam Wam, że kocham jej poezję?

Październik


 Najbardziej jesienny z jesiennych miesięcy miesiąc upłynął mi pod znakiem 4 książek. „ Na strunach światła” Krystyny Mirek, które jest kontynuacją „ Światła o Poranku” jakie przeczytałam w kwietniu, potem przyszła kolej na nowości. A były nimi dwie książki Agaty Czykierdy – Grabowskiej. Już w 2018 roku marzyłam o przeczytaniu jej powieści pt. „Adam”. „Adama” nie przeczytałam w październiku ale udało się dorwać dwie inne w bibliotece publicznej. Mowa o „Stand by me” – istny wulkan miłości, namiętności i pożądania oraz równie pełna tych wszystkich uczuć „Jak powietrze”. Czytałam z wypiekami na twarzy uwierzcie mi. Ostatnią przeczytaną w październiku było „Światło gwiazd” – czwarta część sagi willa pod kasztanem autorstwa Krystyny Mirek.

Listopad


Przedostatni miesiąc roku upłyną mi pod znakiem literatury nawiązującej do świąt Bożego Narodzenia. Wzięłam udział w wyzwaniu dziewczyny prowadzącej na Facebooku stronę „ Z książką jej do twarzy” , które to wyzwanie dotyczyło tego by listopad i grudzień należał do książek świątecznych. Kocham bożonarodzeniowe opowieści dlatego bez wahania do niego dołączyłam. Przeczytałam kolejno: „Randka pod jemiołą” – Agnieszki Olejnik, drugi raz „ Pejzaż z Aniołem” – Magdaleny Kordel a także „Serce z piernika” tejże autorki oraz „Dwanaście niedokończonych snów” – Nataszy Sochy. Wszystkie te książki były z Bożym Narodzeniem w tle. Moja ulubiona? Zdecydowanie „Pejzaż z aniołem” i „Serce z piernika”.  Czyli w listopadzie przeczytałam 4 książki.

Grudzień


Ostatni miesiąc 2019 roku i cztery przeczytane książki. Świąteczne rzecz jasna.  „ Świąteczny sekret” Krystyny Mirek, „ Okruchy dobra” – Jagna Kaczanowska i Justyna Bednarek, „ Wigilijna przystań” Sylwii Trojanowskiej i „ Spełnione życzenia” Karoliny Wilczyńskiej. Tę ostatnią na dzień przed końcem roku. Każda z tych książek była wyjątkowa, pełna świątecznej magii i miłości. Bardzo mile je będę wspominać. Były odskocznią od świątecznych przygotowań i fajnym urozmaiceniem duchowych przygotowań do Bożego Narodzenia.

50 książek jakie przeczytałam w 2019 roku to było najlepsze doświadczenie jakie mogło mnie spotkać. Poznałam wielu nowych autorów, dowiedziałam się o książkach o jakich dotąd nie słyszałam. Wzbogaciłam swoją wiedzę i język a także rozwinęłam wyobraźnię. Ta chodzi już na wysokich obrotach. W tym roku nie wyznaczam sobie żadnego czytelniczego wyzwania. Nie żebym się zmęczyła, ale czuję, że ten rok będzie inny jak 2019. Wyczuwam, że idą zmiany w moim życiu i być może nie starczy mi czasu na czytanie. Ale nie mówię stanowczego NIE. Postaram się przeczytać tyle ile dam radę i będę mogła, bo choć wyzwanie 50 książek przez cały rok było miłym doświadczeniem nie zawsze z wielką chęcią sięgałam po książki. Przyznaję bez bicia, że czasem czytałam z musu a przecież nie o to chodzi. W tym roku stawiam na jakość nie ilość, ale wyzwanie z 2019 roku na długo pozostanie w mojej pamięci i sercu.

A ile książek Tobie udało się przeczytać w 2019 roku? 

❤❤❤

czwartek, 2 stycznia 2020

Zacznij zdrowo Nowy Rok



Cześć Kochani Czytelnicy!

Z uśmiechem, pełna energii i wypoczęta po sylwestrowym przyjęciu melduję się 2 dnia stycznia 2020 roku. Tak mamy Nowy Rok, aż trudno mi w to uwierzyć, tym bardziej, że dopiero co witaliśmy 2019. Mimo tak szybko upływającego czasu trzeba z tym jakoś żyć i iść naprzód. Tak oto dzisiaj zaczynam 3 rok mojej blogowej przygody, chociaż rocznica będzie dopiero 8 czerwca rzecz jasna. Jako, że mamy Nowy Rok, a ja obiecałam Wam, że na początku stycznia pojawi się wpis o jednej ze współprac jaką nawiązałam jeszcze w grudniu. I tak oto jestem i dzisiaj opowiem Wam o firmie SPORTFOOD . Czym się specjalizuje? Jakie produkty dostałam można się łatwo domyśleć, bo zdjęcie główne tego posta mówi samo za siebie iż są to soki i smoothie. Ale więcej o nich już poniżej, zapraszam zatem do śledzenia mojej recenzji.


Sportfood jest producentem naturalnych soków owocowo-warzywnych tłoczonych na zimno. Są całkowicie pozbawione jakichkolwiek konserwantów, nie zawierają cukru, a naturalne cukry znajdujące się w owocach i warzywach. Soki SPORTFOOD są wykonane ze świeżych i pełnowartościowych produktów. Świadczy o tym ich krótki termin ważności. W przypadku gdy mamy do czynienia z konserwantami zauważcie, że termin sięga nawet roku albo i więcej, tutaj paczkę z sokami dostałam 19 grudnia a ważne były do 23 grudnia.

Tak jak wyżej wspomniałam paczkę otrzymałam jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia. 

Otrzymałam tzw. dietę  testową 1-dniową a w niej 5 soków:

Szczupła talia – wiśnia, truskawka, jabłko, agrest, porzeczka czarna, porzeczka czerwona

Eliksir miłości – truskawki, jeżyny, jabłko, czarny sezam, mleko kokosowe

Święty spokój – truskawki, banan, jabłko

Piękna skóra – pomarańcza, mięta, gruszka, jabłko, siemię lniane

Wieczna młodość -  szpinak, seler, pietruszka, jarmuż, ogórek, jabłko


SPORTFOOD soki to projekt, który powstał z myślą o ludziach dbających o zdrowie. Kuracja sokowa to innowacyjna alternatywa dla konwencjonalnych diet. Wszystkie produkty są naturalne, bez konserwantów czy sztucznych barwników.

NA CZYM POLEGA JEDNODNIOWA DIETA SOKOWA?

Nasze tłoczone na zimno soki to połączenie owocówwarzyw i ziół w pysznej odsłonie. Jednodniowa dieta sokowa będzie ucztą dla Twojego podniebienia.  Zamawiasz w dowolne miejsce w Polsce i dostajesz pakiet sześciu pysznych soków wraz z instrukcją stosowania. Prawda, że proste?
DLA KOGO JEST JEDNODNIOWA DIETA SOKOWA

Czujesz się zestresowany i zmęczony codziennością? Brakuje Ci sił, żeby wstać rano z łóżka? W takim razie czas postawić na owoce i warzywa!
KORZYŚCI Z KURACJI SOKOWEJ

Choć może się wydawać, że jeden dzień to niewiele czasu, dla Twojego organizmu to kilkanaście godzin aktywnego funkcjonowania. Dlatego właśnie jednodniowa dieta sokowa to optymalne rozwiązanie dla tych, którzy czują się przemęczeni i chcą wprowadzić warzywa i owoce do swojej diety.

Pakiet jednodniowy odpowiada wartości energetycznej - ok. 1100 kcal.
Po otrzymaniu zamówienia, niezwłocznie włóż soki do lodówki oraz zapoznaj się z instrukcją. Dietę należy rozpocząć następnego dnia od dostawy. Dostawy realizujemy od wtorku do piątku. W Warszawie dostawy realizujemy również w sobotę.
DLACZEGO SPORTFOOD ?

U nas każda dieta i każdy dzień diety to inny zestaw soków - dzięki temu masz pewność, że dostarczasz swojemu organizmowi różnorodne przyprawy, warzywa i owoce.
KOSZT DOSTAWY

Soki wysyłane są profesjonalnymi firmami kurierskimi, które mają doświadczenie w przewożeniu żywności oraz odpowiednią flotę transportową wyposażoną w chłodnie. Termoizolacyjne opakowanie wielokrotnego użytku (styrobox o ściankach grubości 3 cm), wkłady chłodzące wielokrotnego użytku oraz najlepsza firma kurierska to gwarancja dostarczenia produktów w odpowiedniej temperaturze.

Kilka słów ode mnie

Do produktów jakie dostałam dołączona była kartka z informacją jak przygotować siebie i swój organizm do 1-dniowej diety sokowej. Było to bardzo wygodne i potrzebne, gdyż nigdy wcześniej nie miałam z czymś takim do czynienia. Na tej karcie była też rozpiska o której godzinie powinno się pić dany sok.  Soki jakie wybrałam dla siebie były smaczne, aczkolwiek najbardziej posmakował mi Eliksir miłości i Piękna skóra. Szczupła talia był smaczny, ale jak dla mnie nieco zbyt kwaśny ( ale jeśli ktoś lubi kwaskowatość to będzie ten sok dla niego idealny) . Święty spokój był pyszny, na pewno miło będę go wspominać. Wieczna młodość? Cóż smakował mi, ale chyba jednak nie jestem zbyt przekonana do soków warzywnych. Ogólnie cała dieta 1-dniowa była u mnie strzałem w dziesiątkę. Był to prawdziwy jednodniowy detox po którym poczułam się znacznie lepiej. Miło było spróbować świeżo wyciskanych, naturalnych soków pełnych pysznych owoców i warzyw. Długo będę pamiętać ich smak, myślę, że jeszcze kiedyś do nich wrócę. Soczki znajdowały się w lekkich plastikowych butelkach, przywiezione zostały do mnie przez kuriera w styropianowym pudełku z wkładami chłodzącymi. W sokach występowało naturalne zmętnienie, dlatego trzeba było je wstrząsnąć przed spożycie. Dla mnie wypróbowanie tych produktów było istną bombą smakową, którą na długo zapamiętam.  Każdy z przysłanych do mnie soków miało na celu oczyszczenie organizmu oraz pomoc w odchudzaniu. Chociaż ja nie mam z czego się odchudzać to przynajmniej dokonałam detoxu z czego jestem bardzo zadowolona. Z czystym sumieniem mogę Wam polecić diety sokowe Sportofood, które są skuteczne, smaczne i pełnowartościowe. Jestem pewna, że nie pożałujecie ich zakupu, a będziecie zadowoleni tak jak ja. Oczywiście tych diet jest więcej. Ja dostałam 1-dniową do testowania, ale są też 3-dniowe a nawet 7-dniowe. W sprzedaży firmy są także różne zestawy soków, a także białka wegańskie.   Moja ocena diety 1-dniowej to mocne 9/10.


Zestaw soków jaki dostałam znajdziecie TUTAJ


KOJARZYCIE MARKĘ SPORTFOOD? 

Dajcie znać w komentarzu 

❤❤❤

poniedziałek, 30 grudnia 2019

Do siego roku!



Witajcie!

364 dzień 2019 roku przywitał nas mroźnym powietrzem i opadami śniegu. Może nie są to jego wielkie ilości, ale cieszę się, że jeszcze w tym roku zaszczycił nas swoją obecnością. U mnie gorąca czekolada poszła w ruch. Dostałam większą puszkę tego smakołyku do picia pod choinkę. Uwielbiam ten zimowy napój. Jeszcze jak za oknem prószy śnieg to już w ogóle istna magia. Pora na ostatni 160 post w tym roku. Uzbierało się ich co? Fajnie było blogować w 2019, sporo nowych rzeczy się nauczyłam. Upiększyłam nieco swojego bloga, pierwszy raz wzięłam udział w Blogowym Kalendarzu Adwentowym Ayuny , zawarłam aż 7 współprac tę ostatnią jeszcze w grudniu. Więcej o niej już na początku stycznia. Dzisiaj chciałabym nieco podsumować mijający rok 2019. Co ciekawego ze sobą przyniósł? Jak go będę wspominać? Czy był dobry? O tym i nie tylko o tym  dowiecie się w tym wpisie. Zapraszam do czytania.

2019 rok był dla mnie rokiem pełnym niespodzianek. 2018 kończyłam z 87 tysiącami wyświetleń. To w 2019 a właściwie w kwietniu wybiła magiczna liczba 100 tys. Potem już tylko rosła i rosła. Dzisiaj sięga ona 140 tys. Jestem niezwykle szczęśliwa, cieszę się, że tak ochoczo odwiedzacie moje skromne blogowe  progi. Z każdym dniem będzie tylko lepiej i lepiej, jestem tego pewna. W tym roku oprócz blogowych sukcesów sporo innych prywatnych się nazbierało. W naszej rodzinie zjawił się uroczy mały piesek – Lucky, który wniósł tyle radości a ja zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Było też kilka większych wyjść – w czerwcu byłam m.in. na weselu znajomej . Pojawiła się także wycieczka do Sandomierza w październiku a w czerwcu byłam na Festiwalu Kolorów w Lublinie . 29 czerwca – w moje urodziny rodzina zorganizowała dla mnie świetne przyjęcie.21 grudnia wzięłam udział w moim pierwszym jarmarku bożonarodzeniowym . W 2019 przeczytałam 50 książek i zrealizowałam swoje postanowienie noworoczne „ 50 książek przez cały 2019r.”. Jakie książki to były, dowiecie się już wkrótce, bo planuję dodać „ Podsumowanie czytelnicze 2019r.”. W tym roku zmieniłam swoje nastawienie do życia, stałam się bardziej pewna siebie i śmielej sięgałam po swoje marzenia. Rok 2019 był zdecydowanie lepszy od 2018, mimo to, mam wielką nadzieję, że 2020 będzie moim rokiem. Mam tyle planów na jego 366 dni ( czeka nas rok przestępny). 2019 rok pozostanie w mym sercu jako rok pełen wrażeń i miłych wspomnień. Rok, który był dobrym rokiem,  ale jak wiadomo zawsze mógł być jeszcze lepszy.  Jednak nie będę dla niego aż tak surowa, było dobrze i tego będę się trzymać. 

Przedostatni dzień roku, jutro Sylwester a pojutrze 1 dzień stycznia 2020. To już ten czas by moje życzenia prosto z serca popłynęły do Was. Życzę Wam pięknego Nowego Roku, spełnienia wszystkich marzeń i pragnień, miłości dla Was i od Was, błogosławieństwa Bożego, samych radosnych chwil. By Nowy Rok był lepszy od 2019. Życzę Wam abyście nowe czyste kartki 2020 roku zapisali tak jak tylko Wam się wymarzy. Los jest w Waszych rękach, to od Was zależy jaki będzie Nowy Rok. Idźcie śmiało przez jego dni, nie oglądając się do tyłu. To nasze życie i musimy je przeżyć jak najlepiej. Sama wiem po sobie, że rozgrzebywanie starych ran nic dobrego nie wnosi.  Jak to mój tato mówi „ Trzeba czasem zacisnąć zęby i iść dalej”. W Nowym Roku postaram się tak robić, mimo upadku wstawać i iść dalej. Nie pozwolę sobie długo „ leżeć na ziemi”. I Wam tego życzę, byście nie poddawali się i walczyli o swoje marzenia. Patrzmy z nadzieją na Nowy 2020 Rok, ale nie zapominajmy, że to jaki on będzie w dużej mierze zależy od nas samych. Sobie na 2020 życzę jeszcze więcej wiary w siebie, niezliczonych pomysłów na bloga, lepszej pracy, przełamania strachu i wybrania się na łyżwy na lodowisko oraz zdrowia. Bez niego wszystkie te poprzednio wymienione cele z pewnością się nie udadzą. Kochani, Szczęśliwego Nowego 2020 roku życzy Iwetta.

PS. Dziękuję Wam że w 2019 roku byliście tutaj ze mną. Mam nadzieję, że i w 2020 będziecie, a może pojawi się Was jeszcze więcej.



❤❤❤

piątek, 27 grudnia 2019

to były piękne święta



Dzień dobry!

Jak Wasze humory po świętach? Jakie prezenty dostaliście w tym roku pod choinkę? Proszę mi tu zameldować :) Dla mnie tegoroczne święta były magiczne i zupełnie inne niż te z wcześniejszych lat. Może dlatego, że w pełni oddałam się temu magicznemu klimatowi, wyłączyłam telefon, zrobiłam sobie detox od mediów społecznościowych ( chyba częściej będą go sobie robić) i spędziłam świąteczny czas z rodziną. W tym roku towarzyszył nam też Lucky, który również dostał drobny upominek pod choinkę. Ja dostałam książkę o jakiej marzyłam od dawna - jaką? Dowiecie się już niedługo, bo na pewno pojawi się z nią wpis. Skoro koniec świąt nie myślcie sobie, że oznacza to koniec serii blogmas. Przynajmniej do połowy stycznia postaram się dodawać jeszcze świąteczne posty. Będą też i te zwykłe oczywiście. A może i jakaś nowa stylizacja się znajdzie, kto wie? Dzisiaj przychodzę do Was z migawką zdjęć z tegorocznego Bożego Narodzenia. To były naprawdę piękne święta. Sami zobaczcie. 

PS. Jeśli chodzi o stylizacje to w świąteczne dni stawiałam przede wszystkim na wygodę. W Wigilię ubrałam klasyczną białą koszulę, do niej ciemne spodnie rurki i granatowy sweterek. W Boże Narodzenie zaś białą koszulę w drobne maleńkie choinki a do tego jasne jeansy i obowiązkowo kapcie - renifery. Wczoraj ( Drugi dzień świąt) - postawiłam na sweter z reniferkiem a do tego niebieskie jeansy. Jak widzicie nie trzeba wiele by dobrze wyglądać w święta. Najważniejsze to czuć się dobrze w tym co na siebie wkładamy :-)














A Tobie jak minęły święta?

❤❤❤

wtorek, 24 grudnia 2019

mój pierwszy jarmark bożonarodzeniowy



Jest taki dzień, bardzo ciepły choć grudniowy
Dzień zwykły dzień, w którym gasną wszelkie spory
Jest taki dzień, w którym radość wita wszystkim
Dzień, który już każdy z nas zna od kołyski.

I oto nadszedł ten jeden wyjątkowy dzień, na który czekamy przez cały okrągły rok z wielkim utęsknieniem. Wypatrujemy go, ale kiedy już się zbliża często nie doceniamy tego co on za sobą niesie. Dzisiaj 24 dzień grudnia – Wigilia Bożego Narodzenia. Dzień, który łączy nas ze wszystkimi – znanymi,  mniej znanymi i nieznanymi a nawet tymi którzy już odeszli. Tego dnia dzieją się prawdziwe cuda, wystarczy tylko trochę wiary a może to właśnie dziś spełni się jakieś wielkie życzenie? W tym wyjątkowym dniu podzielę się z Wami zdjęciami z jarmarku bożonarodzeniowego na jakim byłam w mieście Chełmie.  Dodam, że był to mój pierwszy taki jarmark w życiu. Jak było? Dowiecie się  czytając tego posta. PS. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że zapewne jesteście teraz bardzo zajęci ( ostatnie przygotowania do Wigilii, sprawdzenie czy światełka świecą oraz wybranie odpowiedniej garderoby na wieczór), ale coś czuję, że jednak z chęcią oderwiecie się od tych czynności i na chwilkę przeniesiecie się  ze mną do malowniczego, świątecznego Chełma.


Jarmark bożonarodzeniowy w Chełmie to już tradycja. 15 grudnia miał miejsce jarmark świąteczny Tygodnika Chełmskiego na hali sportowej na ul. Granicznej. Jednak ja wzięłam udział w jarmarku bożonarodzeniowym, który trwał aż trzy dni, bo od 20 do 22 grudnia na placu Łuczkowskiego.  Ja wybrałam się 21 grudnia razem z moją rodziną. Bardzo, ale to bardzo mi się tam podobało. Ci wszyscy ludzie, jedzenie, kolędy… Było rodzinnie, magicznie i przyjemnie. Na jarmarku można było dostać dosłownie wszystko potrzebne na święta. Domki z piernika, ciasteczka, pierniczki, ciasta, chleby, przetwory, pierogi, uszka do barszczu, jemiołę, sianko, choinki, ozdoby ręcznie wykonane, stroiki świąteczne. Taki jarmark to super miejsce na znalezienie wyjątkowego prezentu dla bliskiej osoby pod choinkę.  Zakupy umilał koncert kolęd jaki miał miejsce w szopce, a śpiewały je dzieci z lokalnych szkół podstawowych. Miałam też to szczęście, że oprócz jarmarku wzięłam również udział w Wigilii wszystkich Chełmian pt. „ W Niedźwiedzim Grodzie Wesoła Nowina”. Były liczne wystąpienia m.in. prezydenta miasta a także wicepremiera i pani marszałek. Popłynęło moc życzeń świątecznych dla wszystkich. Widziałam też uroczyste przekazanie Betlejemskiego Światełka przez harcerzy panu prezydentowi.  To był zdecydowanie najlepszy jarmark na jakim byłam. Pierwszy i mam nadzieję, że nie ostatni. Co sobie kupiłam? Domek z piernika,  pierniczki na choinkę, ciasto i chleb z Wilna oraz stroik na stolik. Moi rodzice kupili sporo przetworów i wędlin na świąteczny stół, a ja dokupiłam jeszcze kilka prezentów dla moich bliskich. A Wy – mieliście okazję wziąć w tym roku udział w jarmarku bożonarodzeniowym?


 To już ten czas, ta chwila kiedy mogę złożyć Wam świąteczne życzenia.  Jak zawsze piszę, jak szalona tak dziś kompletnie nie wiem od czego zacząć. Życzę Wam pełnych ciepła, radości i miłości świąt Bożego Narodzenia, spędzonych z tymi których kochacie i którzy Was kochają. Wspaniałych prezentów pod choinką, uśmiechu, odpoczynku i wiary w magię wigilijnej nocy. Cieszcie się z tego co macie, doceniajcie to.Mniej smartfonów i telewizji więcej wspólnego kolędowania i przebywania razem. Niech te święta będą dla Was wyjątkowe, piękne i głęboko przeżyte. Boże Narodzenie daje nam szansę na stanie się lepszą wersją samego siebie. Nie zmarnuje tej szansy, podajcie pomocną dłoń tym, którzy mają gorzej w życiu.  Niech te święta będą dla nas wszystkim niezapomniane.  „ Niech wszystkie dni Nowego Roku będą tak radosne jak ten jeden wigilijny wieczór”. Wesołych świąt życzy Iwetta.

„ Śnieg cicho pada jakby ktoś świat pudrował
Nie patrz na innych sam coś zrób
By nikt nie był sam…” - Varius Manx













Jeszcze raz życzę Wszystkim Wesołych Świąt!

❤❤❤

Witaj, cieszę się, że tutaj jesteś i bierzesz udział w komentarzowej konwersacji. Jednak pamiętaj o jednym: Jeśli jesteś blogerem liczę na to, że napiszesz więcej jak jedno słowo. Dziękuję Ci za poświęcony czas. Odwiedzam blogi komentujących.

POLECANE WPISY