wtorek, 20 lutego 2018

Walka " o serduszka"



„ Like za like? Kom za kom? F4f? L4l?” skąd ja to znam. Wejdę na Instagrama batalia o serduszka, wejdę na Facebooka bój o lajki. Nawet na Snapchacie nie ma spokoju. Tam nabijanie tzw. Dni. Po co to? Czy dzięki temu stajesz się szczęśliwszy/ szczęśliwsza? Masz z tego satysfakcję? Lepiej Ci gdy masz 1000 like ? Skoro zadałam Ci już te pytania wniosek jest tylko jeden- cały ten post poświęcony będzie moim przemyśleniom które od dłuższego już czasu nie dają mi spokoju i krążą w mojej głowie. Czas by ubrać je w słowa i przelać na papier choć nie na  ten zwykły, biały  a ten w formie elektronicznej.




Na sam początek zadajmy sobie pytanie: Czym w ogóle są lajki? Odpowiedź jest prosta: Wymyślił je ktoś, dokładnie nie wiem kto sama nie wiem po co,ale sprawił, że dosłownie cały świat oszalał na ich punkcie. Lajki są niczym innym jak bezsensownym klikaniem „lubię to” pod zdjęciem które albo Ci się podoba albo i nie ale lajkniejsz no bo wszyscy lajknęli to i Ty musisz. Nie możesz przecież się „wyłamać”. Od razu będziesz inny. Dlaczego więc lajkujemy? Dlaczego to jest teraz tak szalenie modne? Dlaczego bez tego wielu z nas nie wyobraża sobie życia? Dlaczego lajki budzą zazdrość, nienawiść a może zażenowanie? Tych dlaczego jest o wiele, wiele więcej. Nie wystarczyłoby mi czasu by je tutaj wymienić. Zauważam już od dłuższego czasu, ba ja nawet obserwuję z boku jak ten świat przede mną pędzi. Jak ludzie biegną choć tak naprawdę nie muszą. Jedni pędzą za pieniędzmi, inni za sławą a jeszcze inni za serduszkami, lajkami i dniami. No ale odpowiedz mi proszę na zadane wcześniej pytanie: Co tak naprawdę masz z tych lajków? Czy Twoje szczęście opiera się tylko i wyłącznie na posiadaniu tych głupich serduszek? Czy to że masz ich 5 a nie 1000 robi z Ciebie gorszą osobę? W porządku. Okej, okej, okej. Fajnie jest dostawać te całe lajki ale nie dajmy się zwariować. Widzę, że teraz niektórzy wydłubaliby komuś oczy za to, że on ma ich 1000 a ktoś ma o ten jeden tysiąc za dużo. A dlaczego ja nie mam? Co ma on/ona czego nie mam ja? Często zadajemy sobie to pytanie. Czujemy się gorsi, bo ktoś ma więcej serduszek pod zdjęciem niż my. Spójrz na to z innej strony. To tylko zdjęcie i tylko jakies tam lajki. Lajki nie mówią, że ktoś Cię lubi. Twoje zdjęcie ma 100 like a kto z tych 100 osób odzywa się do Ciebie w realnym świecie? Z kim spotkasz się na kawę? Porozmawia  Tobą? Przytuli? Powie proste : „Fajnie, że jesteś”. No kto? To tak jak z życzeniami na portalach społecznościowych.  Większość twoich znajomych albo i nie znajomych który masz w tych kręgach pisze Ci skromne „Najlepszego” tylko i wyłącznie dlatego, że zobaczył/zobaczyła że akurat dzisiaj masz urodziny. Nie wiem może jestem staroświecka, może nie gonię aż tak za tym wszystkim ale cholernie dziwi mnie to wszystko i nie daje spokoju w jak krótkim czasie świat spadł na dno. Jak ludzie zamienili prawdziwe życie na to wirtualne. Nie mówię, że nie korzystam z Internetu, Facebooka czy snapa- zresztą nie siedziałabym tu teraz nie pisała dla Was, nie miała bloga itd. Ale chodzi mi tylko o to, że dlaczego nie można korzystać z tego z umiarem? Dlaczego świat krąży w rytm portali społecznościowych i dlaczego ciągle słyszę: „Nie masz Facebooka, nie istniejesz”? Okej. No to z kim rozmawiasz? Z kosmitą? Ludzie, żyjemy w XXI wieku  a naprawdę niektórzy zachowują się gorzej niż średniowieczni chłopi. Facebook nie zrobi z Ciebie człowieka. Instagram nie pokaże Twojego prawdziwego ja. Snapachat nie wyświetli przebiegu Twojego dnia. Ukażesz jednie jego małe momenty. Chwile którymi ot tak chcesz się z kimś podzielić. Ale nie pokażesz tam ,że Ci smutno, że w tej chwili płaczesz albo że bardzo za kimś tęsknisz. Wiele razy widziałam  na Facebooku, że niektórzy moi znajomi poprzez jakieś cytaty, udostępniane zdjęcia itp. próbują zwrócić czyjąś uwagę że im źle. Że mają kryzys. Potrzebują się komuś wygadać. Co z tego mają? Ktoś w ogóle bierze to pod uwagę? Nie. Albo i są wyjątki, ale zazwyczaj jest komentarz pod takim cytatem:” Gorzej Ci?,  Temu znów odwala”. Tyle. Raniące, głupie i bezsensowne. Takie właśnie są takie komentarze. A nie przyszło Ci na myśl by napisać do tego kolegi/koleżanki, zapytać co się stało. Dlaczego dodaje takie smutne cytaty. Prosty ludzki, życzliwy gest. Tak niewiele a tak wiele by dać komuś poczucie własnej wartości. Poprawić zepsuty humor.



Podsumowując z przykrością stwierdzam, że dzisiejszy świat zmierza w totalnie złym kierunku. Liczą się tylko: pieniądz, układy, sława i oczywiście serduszka i lajki. A gdzie jest miłość, bezpieczeństwo, zdrowie, pokój ducha? Czy nie tego pragnie każdy i każda z nas? Przytulisz się do laptopa? Wypłaczesz się Instagaramowi? Porozmawiasz z Facebookiem? Snapchat da Ci zdrowie?  Zadajmy sobie czasem te pytania i najważniejsze nie przesadzajmy z tym całym kolorowym internetowym światem. Najbardziej wkurza mnie stwierdzenie: „LAJKI ŻYCIEM”. Nie rozumiem w nim ani sensu i nie ma w tym żadnej logiki. Naprawdę? Żyjesz tylko i wyłącznie dzięki jakimś tam polubieniom? Wow. Gratuluję, nie wiedziałam,że można funkcjonować bez jedzenia i picia. Niestety tak to wygląda. Wielu z Nas przez przesiadywanie w Internecie zaniedbuje swoje zdrowie fizyczne i wystawia to psychiczne na wiele nieprzyjemności i zbędnych problemów. Zapominamy, że najfajniejsze jest to co jest tu i teraz. Nawet gdy są czarne chmury. Spokojnie. Jutro wyjdzie słońce. Będzie piękny dzień. Uwierz w to. Nie zadręczaj się tym co nie istotne. Kochaj, Twórz. Żyj. Traktuj każdy dzień jakby był ostatnim w Twoim życiu. Nie wiesz czy dane Ci będzie jutro ujrzeć wschód słońca a przecież tak rzadko mu się przyglądasz bo jesteś zajęty patrzeniem w ekran swojego iPhona. Patrz, rozglądaj się , przyglądaj się temu co Cię otacza a nie temu co akurat wyświetliło Ci się na smartfonie. 


wtorek, 6 lutego 2018

Moja wizja Walentynek







„Limitowane walentynkowe kubki już w sprzedaży”, „Seksowna ,koronkowa bielizna-idealny prezent na Walentynki?”, „Jak Walentynki to tylko w kinie, co powiesz na Nowe Oblicze Greya?”  itd. itd. itd. Czytamy , słyszymy bez końca o tym , że Walentynki tuż tuż. Czym zatem są Walentynki? Jak ja reaguje na Walentynki? Co najczęściej robię w Walentynki oraz dlaczego po części nie lubię tego święta? To wszystko i nie tylko opiszę Wam w dzisiejszym poście moi Drodzy Czytelnicy! 




Walentynki jak sama nazwa wskazuje jest to święto ku czci św. Walentego patrona miłości i zakochanych.  Do tego Walentego osobiście nic nie mam ale do samego święta Walentynki trochę ale już jest. Dlaczego w ogóle jest takie święto i dlaczego przypada 14 lutego? Bo jakiś Walenty ma imieniny? Oj nie. Troszkę sobie teraz nieco ironizuje. No ale dlaczego właśnie 14 dzień lutego ma być tym w którym nachalnie wręcz obsypujemy się prezentami, kwiatami, pocałunkami, pluszakami, uprzejmością i co najważniejsze taką silną, namiętną miłością? Dlaczego w ciągu całego okrągłego roku nie zawsze zachowujemy się jak w tym dniu? Cóż odpowiedzi na te pytania jest wiele. Moim skromnym zdaniem Walentynki powinny być przez cały rok. Całe 365 dni powinniśmy obdarowywać się wzajemnym szacunkiem, miłością, zaufaniem i ciepłem. We wszystkie dni uśmiechać się do siebie, obdarzać pocałunkami i drobnymi miłosnymi gestami. Walentynki budzą wiele kontrowersji zdaję sobie z tego sprawę, dla jednych to święto kiczu, „sztucznych miłości” i bezsensownych życzeń. Czy zatem warto je obchodzić? Świętować zawsze można co nie zmienia faktu że lepiej było by spędzić ten dzień jak najnormalniej w świecie wszystkie inne w całym okrągłym roku. Usiąść przy stole, zjeść kolację, obejrzeć fajny film. Można też wybrać się na pyszną kawę, do kina, na łyżwy. Pomysłów jest wiele. Nie trzeba od razu wynajmować pokoju w  5-gwiazdkowym hotelu z widokiem na morze, wanną pełną piany i płatków czerwonych róż  oraz kupować  gustownego, drogiego szampana i słodkich truskawek. Drobne przyjemności ukochanej osobie powinniśmy robić  przez cały rok. Pocałunek na dzień dobry, uśmiech, czułe uściski. Calutki rok mamy na ofiarowanie różnymi sposobami gorącego uczucia. Tutaj pluszowy miś czy bukiet kwiatów 14 lutego niewiele da. Owszem jest to bardzo miłe bo sama lubię dostawać pluszaki i róże , ale najpiękniejsze prezenty moim zdaniem są w nas samych. Jak zatem ja obchodzę Walentynki? Czy z racji tego że jestem singielką odczuwam smutek? Czuję się gorsza w stosunku do innych ludzi którzy mają swoją drugą połowę? Otóż nie. Nie czuję w ogóle żadnego przygnębienia. Dla mnie jest to zwykły dzień. Nic wielkiego. Bardziej niż Walentynki cenię sobie Dzień Kobiet.  Jedyne co lubię w tym święcie to dekoracje: świeczki zapachowe, ledowe dekoracje, kwiaty lub własnoręcznie upieczone ciasteczka w kształcie serduszek. No dobrze ktoś kto doszedł już do tego zdania sobie pomyśli, a dopiero co pisała że nie lubi Walentynek a teraz pisze że piecze serduszkowe ciastka i obwiesza pokój światełkami. Nie lubię, ale całego tego słodkiego i  kiczowatego klimatu. Nie lubię zbędnego wychwalania się w mediach społecznościowych prezentami od ukochanego/ukochanej oraz niezwykle męczących fotek miliona par jacy to oni  są szczęśliwi tego dnia. Nie uważam że ktoś nie jest szczęśliwy, tylko zastanawia mnie dlaczego właśnie w Walentynki ludzie aż tak okazują sobie miłość. Dlaczego nie robią tego częściej. Kochasz kogoś to okazuj mu to każdego dnia. Bądź z nim. Przebywaj najwięcej ile się da. Rób małe niespodzianki. Wywołuj uśmiech na twarzy ukochanej osoby. Zabiegaj o nią każdego dnia. Wyślij, miłego smsa że tęsknisz gdy jesteś w pracy albo że smutno Ci gdy ta druga osoba jest teraz tak daleko i nie możesz jej przytulić. Świętuj sobie Walentynki ale nie zapominaj też o zwykłych dniach. Szanuj. Kochaj. Walcz nieustannie o jego/jej względy. Ofiaruj jej/jemu swoje serce. Całego/Całą siebie. Nie zapominaj o tym i nie przypominaj sobie o ukochanym/ukochanej dopiero w Walentynki. Sorry, ale wtedy to już  jest nieco za późno…



A Wy- Jak postrzegacie Walentynki? Lubicie je? Obchodzicie? Dajcie znać w komentarzu ;-)


wtorek, 30 stycznia 2018

Malowana Lala?




 



Witajcie! 
Postanowiłam poruszyć dzisiaj poważny temat ,który jest teraz o dziwo bardzo na czasie - a mianowicie  kwestię makijażu i jego znaczenia w życiu każdej kobiety.  Oczywiście ten wpis nie ma na celu nikogo urazić  wręcz przeciwnie pokazać że buzia bez make upu też jest piękna. To co gotowi? Jeśli tak to zaczynamy ;)


Kwestia  numer jeden

Wizja „idealnej kobiety” dla mężczyzn




 
Powiedzcie mi czy w tych czasach jakikolwiek facet spojrzy na dziewczynę lub kobietę która nie ma idealnie wyregulowanych brwi albo pudru na twarzy? Powiecie no pewnie są tacy. No tak są. Ale nie wszyscy. Większość mężczyzn nie zakochuje się w kobietach. Zakochują się tylko w ich najlepszej stronie. W ich makijażu, seksownym ubiorze odkrywającym różne części ciała. Zakochują się w tej wyidealizowanej kobiecie która przychodzi na randkę siada przy stoliku naprzeciwko i patrzy uwodzicielskim spojrzeniem oblizując nieco swoje czerwone usta. Facet nie zakochuje się w drobnych niedoskonałościach, w zmarszczkach, w trądziku czy piegach.Mężczyźni są wzrokowcami, to chyba wie każda kobieta jednakże uważam,że nie wygląd jest najważniejszy. Załóżmy że wymyślamy sobie historyjkę: Przystojny mężczyzna wybiera się z kolegami do klubu. Przy barowym stoliku widzi tylko tył jakiejś blondynki. Podchodzi. Kobieta ma bardzo dobrze wykonany makijaż ale ma go tyle,że dodaje jej on hmmm coś ok. 5 lat.  Ma też na sobie seksowną czerwoną sukienkę. Mężczyzna od razu się w niej zakochuje. Stawia jej drinka, potem drugiego,…, następnego. Co za tym idzie kobieta upija się i ląduje z nim w łóżku. Rano stara się wymknąć do łazienki by poprawić makijaż. A dlaczego? Bo boi się,że jak ten mężczyzna zobaczy ją w rozmazanym tuszu do rzęs od razu ucieknie gdzie pieprz rośnie. Co więc jest tego skutkiem? Ten mężczyzna żyje w błędzie, bo tak naprawdę nie wie jak jego ukochana wygląda bez tej tony tapety. Zaś ona żyje w ciągłym strachu, że pewnego dnia niespodziewanie zobaczy jej prawdziwe oblicze. Że poczuje do niej odrazę. Rozczaruje się , ba i być  może i odejdzie od niej. A ona? Cóż różnie z tym w życiu bywa ale domyślam się,że poczuje głęboki smutek i zrozumie, że może jednak warto było pokazać mu swoją twarz.  I tak oto na przykładzie wymyślonej przez siebie historyjki pokazuję Wam istotę dzisiejszego problemu wielu dziewczyn i kobiet.W strachu,że zostaniemy same nakładamy na twarz tony podkładu, wszelkie bronzery i inne wynalazki makijażowe. Zapominamy o tym, że najlepszy makijaż to ten którego prawie wcale nie widać. To lekkie podkreślenie rzęs, delikatna pomadka, muśnięcie buzi pudrem. Jasne, możemy odstawić się na imprezę w full make up. Nikt nikomu nie broni ale istnieje coś takiego jak umiar. A wiele z nas o tym zapomina. Szkoda… Podsumowując tę kwestię nie uważam,że wszyscy mężczyźni tacy są. Stwierdzam,tylko iż większość uważa że makijaż u kobiety to podstawa. A guzik prawda. Bo kobieta drogi mężczyzno zakochuje się w całym Tobie, a przecież Ty nie stosujesz żadnego  pudru czy też tuszu do rzęs. Ty jesteś sobą. Ona kocha Cię takiego jakim jesteś. Więc i Ty zrób coś dla niej i pokochaj ją taką jaką ją widzisz rano gdy wstaje zaspana bez makijażu i przygotowuje Ci kanapki do pracy a nie tylko tą w koronkowej sukience, głębokim smoky eye i czerwonej szmince. 


Kwestia numer dwa

Maluję się bo boję się wyjść na dwór bez pełnego makijażu





Oj drogie kobietki to największy błąd jaki popełnia każda z nas. Robienie makijażu non stop sprawia, że po części zatracamy nasze prawdziwe Ja. Tracimy to co w nas najpiękniejsze. Jeśli sam puder już Ci nie wystarcza a po każdym zjedzonym nawet najmniejszym posiłku poprawiasz usta pomadką to uwierz mi już co jest nie tak. Sama kiedyś miałam z tym problem. Uważałam, że tylko makijaż zrobi ze mnie piękność od której nie będzie można się opędzić.Twierdziłam, że mój „świecący się” nos- niestety mam cerę mieszaną i skłonność do nadmiernego sebum szczególnie w tzw. strefie T, jestem mniej atrakcyjna. Myliłam się. Przez swoje głupie i mało znaczące kompleksy całkowicie odrzucałam szczere uwagi odnośnie tego, że niepotrzebnie nakładam na siebie tyle pudru skoro i tak jestem śliczna. Ale jak to się mówi: "Weź przegadaj kobiecie, jak ona wie lepiej". Nie wcale, że nie. Nie wiemy lepiej. Czasem tylko nam się wydaje, że wiemy ale tak naprawdę nie zawsze to wszystko wiemy. Czasem sobie tylko niektóre rzeczy wymyślamy,wyolbrzymiamy.Powstają one tylko w naszej wyobraźni i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Tworzą się przez to później zbędne kompleksy które zatruwają nam życie. Wytwarzamy zbędną barierę nad sobą i nie damy nikomu nam jej zniszczyć. Nie potrafimy się z tego wyrwać. Beznamiętnie w to dążymy. Czy makijaż naprawdę jest najważniejszy? Na to pytanie jest tylko jedna odpowiedź : NIE. Jeśli wstydzisz się pokazać swojemu chłopakowi, przyjaciółce a nawet najbliższej rodzinie bez makijażu to chyba naprawdę masz duży problem z zaakceptowaniem siebie. Koniecznie musisz spróbować z tym walczyć, zrozumieć że jesteś piękna bez tych wszystkich błyskotek a oni wszyscy kochają Cię właśnie za to jaka jesteś. Za Twoje niedoskonałości, piegi czy też nieliczne krostki na czole. Kochają Cię bo jesteś sobą, jedyna w swoim rodzaju. A makijaż to tylko urozmaicenie Twojego prawdziwego Ja. To tylko mała błahostka która daje sporo frajdy ale nie jest aż tak konieczna. 


Kwestia numer 3

Nadmiar makijażu szkodzi


 
Chyba co nie co na ten temat wiem.Pisałam Wam już o tym przy okazji postu z moją kilkuletnią metamorfozą.W czasach gimnazjum kompletnie przesadzałam z makijażem, co niestety wyglądało strasznie komicznie. Później dziwiłam się dlaczego wszyscy tak dziwnie na mnie patrzą skoro sama robiłam z siebie nie raz dziwoląga.Zamiast delikatnie podkreślać swoją młodzieńczą twarz, nakładałam tony pudru, cieni do powiek i wręcz wydzierałam włoski z brwi. Chciałam być idealna a zatracałam przy tym prawdziwą siebie.Cieszę się, że te czasy są już dawno za mną bo nie chciałabym wrócić już nigdy do swojego dawnego wyglądu. Co zatem do niego czuję? Odrazę? Pogardę? Rozbawienie? Dwa pierwsze na pewno nie bo dopiero co zaczynałam swoja przygodę z makijażem, zaś to ostatnie jak najbardziej ;D Do dziś śmieję się ze starych zdjęć. Są one świetnym poprawiaczem złego humorku. Uśmiech na buźce gwarantowany. Jednakże uważam na własnych błędach można się czegoś nauczyć. Z wiekiem do mnie dotarło że mniej znaczy więcej i nie tylko mam na myśli tutaj kwestię make up ;-)  Lubisz robić makijaże? Super. To Twoja pasja? Też super. Jesteś przez to szczęśliwa? Wyśmienicie, ale nie przesadzaj. Szaleństwo jest fajne do pewnego stopnia. Nadmiar makijażu a później zły demakijaż powodują liczne problemy z cerą. Zatyka pory, tworzą się grudki na twarzy, drobne zaskórniki i krostki. Co zatem może pomóc: Kilkudniowa przerwa od make up uratuje całą sytuacje. A Ty będziesz promieniała zdrową, czystą skórą której nikt się nie oprze ;-) 


Kwestia numer 4
          Czy makijaż sprawi, że będziesz lepsza od innych?




Nie raz sobie myślimy: Umaluję się tak na maxa, pokaże tej lasce z pracy kto rządzi na tej imprezie. Oho. Zaszalejesz. Nałożysz tony tapety, która spłynie pod wpływem temperatury, zwrócisz być może uwagę kilku przystojniaków, być może któryś i Tobie wpadnie w oko. Ale? No właśnie jest jedno ale. Nie pokażesz siebie na tej imprezie. Wszystko ukryje twój makijaż. Nieznajomi zapamiętają Cię jako tą fajną malowaną lalę która była u Matiego na domówce. Nie będą nawet wiedzieli jak masz na imię, co lubisz robić w wolnym czasie a nawet jakie są Twoje ulubione chipsy. Będą tylko pamiętali, że to Ty miałaś zabójczo długie, sztuczne rzęsy i krwisto czerwone ponętne usta. Owszem. Fajnie jest zrobić się  czasem na Barbie. Ale nie fajnie gdy ktoś kocha tylko i wyłącznie twoją najpiękniejszą stronę. Kocha Twój makijaż, wydepilowane ciało, świeżo umyte i pokręcone lub wyprostowane włosy. Nie kocha Twojego uśmiechu, Twoich „worów” pod oczami. Twoich niesfornych kosmyków. Ciebie całej bez tej całej idealnej obróbki. Taka osoba jest niezwykle płytka.Uważa że wszystko co wyidealizowane jest super. „Nie wszystko złoto co się świeci…”- powiedział kiedyś mądry ktoś. Czasem warto o tym pamiętać ;)

    Ostatnia 5 kwestia
Brak pracy bo nie jesteś do końca "ładna"



Skąd ja to znam. Nawet w swojej dorywczej pracy jako ochroniarz imprez masowych dostrzegam, że tylko te ładne dziewczyny mają przywileje u pracodawców czy nawet osób które na dany mecz czy koncert przychodzą. Nie uważam, że ja jestem brzydka, bo sądzę że jestem taka jaka powinnam być i sobie bardzo się podobam. Widzę tylko,że do mnie inaczej odnoszą się panowie  niż np. do mniej urodziwej kobiety która stoi gdzieś w innym miejscu. Sztucznie mili? Nie chyba nie. Taka już natura mężczyzn że kochają wszystko co  piękne. Zapominają przy tym że ta idealność przemija. Za parę lat czy to na mojej czy na Twojej twarzy pojawią się liczne zmarszczki, posiwieją mi czy Tobie włosy. Sylwetka stanie się przygarbiona a  skóra nie będzie już taka jędrna i gładka. Ile jest takich przypadków, że dziewczyna jest wyśmiewana czy w pracy czy w szkole  czy nawet wśród rówieśników że nie ma idealnych kresek na powiekach albo że jej perfumy nie zgadzają się z tymi ich „super” koleżanek. Bo przecież dziewczyna bez makijażu lub okularach jest okropna. NIE! Kategorycznie się z tym nie zgadzam. Każda kobieta jest piękna w oczach tego który się o nią stara. Każda z nas zasługuje na miano księżniczki, damy albo skarba. Każda kobieta pragnie miłości. Nie liczy się to jak wygląda a tylko to jaka jest dla innych. 


Na zakończenie pragnę jeszcze raz zakomunikować, że ten wpis nie ma na celu nikogo urazić. Wyraża on tylko i wyłącznie moją opinię która być może dla niektórych będzie tylko kroplą w morzu potrzeb. Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Masz do tego pełne prawo. Poprzez ten wpis chciałam tylko spróbować udowodnić NAM-dziewczynom i kobietom że jesteśmy najpiękniejsze bez zbędnych kilogramów kosmetyków. Że najcudowniejszą szatą są uśmiech, życzliwość i dobre słowo. A make up jest tylko maleńkim dodatkiem upiększającym nieco naszą twarzyczkę. Czasem jest on też niezłym poprawiaczem humoru. Chciałam też po części pokazać mężczyznom że nie zawsze zakochujecie się w tym w czym chcecie. Kochacie nas w makijażu a  nie wiecie nawet jak wyglądamy bez niego. Przeraża Was pryszcz na twarzy czy zajad na ustach a sami przecież nie jesteście idealni. I tego samego nie oczekujcie od kobiet. Owszem ona może być idealna. Idealna dla Ciebie za to jaka jest ,a nie idealna dla wszystkich za to kim próbuje być . W ten sposób tylko  ukrywa najlepszą wersję samej siebie. Ukrywa prawdziwe Ja. Swoje słabości, wady. Nie próbuje pokazywać, że jest cudowna gdy jest sobą. Że tylko bycie najlepszą wersją samego siebie czyni z nią wyjątkową wśród tysięcy innych osób  płci pięknej na całym świecie. I tylko ją masz z tego tysiąca czy miliona  pokochać całym sercem i nie dać jej nigdy odejść.



Witaj, cieszę się, że tutaj jesteś i bierzesz udział w komentarzowej konwersacji. Jednak pamiętaj o jednym: Jeśli jesteś blogerem liczę na to, że napiszesz więcej jak jedno słowo. Dziękuję Ci za poświęcony czas. Odwiedzam blogi komentujących.

POLECANE WPISY