Czy jest tutaj ktoś kto tak jak
ja wyczekuje już pierwszego śniegu? Rok temu, tego dnia, czyli 18 listopada
zaczynał już prószyć. Dzisiaj niestety go nie widać, ale wiara w to, że popada
w tym tygodniu u mnie nie gaśnie. Fajnie by było jakby świat wkoło został
skąpany w bieli. Od razu by człowiek czuł, że zbliżamy się do grudnia. Ale nie
pozostaje nam nic innego jak czekać, kiedyś w końcu to czekanie zostanie
wynagrodzone. Co u mnie? Po staremu. Ostatnio złapałam lekką infekcję, powoli
wracam do formy, myślę, że to wina tak szybkiej zmienności temperatury. Cóż
poradzić? Wzmacniać organizm, jeść zdrowe jedzonko, dużo owoców i warzyw plus
sporo ruchu i można działać.A dzisiaj
pora na kolejną stylizację, nawiązującą do zbliżającej się zimy, w której
główną rolę gra fuksjowy płaszcz – ostatnio mój wielki ulubieniec. Do niego
dobrałam szary sweter z golfikiem i szarą czapkę z pomponem. Kocham takie, a
Wy? Dajcie znać w komentarzu i trzymajcie się ciepło…
Jak Wasze samopoczucia? Połowa
listopada, 15 dni do grudnia. Jak się z tym czujecie? Ja już nie mogę się
doczekać. Kocham grudzień, Boże Narodzenie i całą tą magiczną atmosferę jaka w
tym miesiącu nam towarzyszy. Sklepowe półki już właściwie od początku listopada kuszą nas
ekspozycją rodem z Wioski Świętego Mikołaja, jednak ja dopiero teraz zaczynam
na serio myśleć o świętach. Połowa listopada to wystarczający czas by powoli
szukać prezentów na Mikołajki ( które już za 3 tygodnie) oraz zaczynać słuchać
świąteczne piosenki. Ja już zaczęłam, od razu weselej, Wam też polecam. A
dzisiaj kolejna stylizacja. Tym razem z ciepłą czapką z pomponem i szalikiem.
Coraz chłodniej się robi, ku mojej uciesze rzecz jasna. Czekam na pierwszy
śnieg. Jestem ciekawa kiedy zaszczyci nas swoją obecnością w tym roku.
Wyczekuję go z wielką niecierpliwością. Nic tak nie napawa mnie radością jak te
drobne śnieżynki wirujące na wietrze…
Ale dopóki mamy jeszcze typowo jesienną pogodę staram się nią delektować i cieszyć póki jest. Stąd kolejna, być może ostatnia pełna jesiennego uroku sesja zdjęciowa i adekwatna do pory roku stylizacja z płaszczem. Do niego wybrałam szary szalik, jasne jeansy i ciepłe botki - a'la śniegowce. Uroku dodaje fioletowa czapka z futrzanym pomponem- mój must have na sezon jesień/ zima. Jestem ciekawa czy Wy lubicie tego typu nakrycia głowy, dajcie znać w komentarzu ...
Jak Wasze humory po długim
weekendzie? U mnie w porządku. Odpoczęłam, zregenerowałam siły i wracam z
kolejnym postem. Tym razem kosmetycznym. Na robienie zdjęć na dworze ja za
mokro, ale super, że pada deszcz. Teraz tylko czekam na to by z dnia na dzień
robiło się chłodniej i spadł pierwszy śnieg. Nie mogę się doczekać zdjęć na
śniegu. Zawsze jest tyle frajdy i radości. Ale wracając do dzisiejszego posta
to pokażę Wam moje nowości z AVON, jakie przyszły do mnie na początku sierpnia.
Pierwsza część pojawiła się 4 sierpnia, jednak druga dopiero dzisiaj. Ale jak
to mówią lepiej późno niż wcale. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. A jeśli jeszcze jest ktoś kto nie widział pierwszej części kosmetycznych nowości zapraszamtutaj.
Kosmetyki pokazane w
dzisiejszym poście należą w dużej części do mnie. W pierwszej części wspominałam Wam, że było
to zamówienie wspólne- moje, mamy i siostry. Jednak w tym poście praktycznie
wszystkie produkty to te które zamówiłam dla siebie. No dobra, jedna mgiełka do
ciała jest mamy i dwa żele pod prysznic są siostry ale reszta już moja. Dzisiaj pokażę Wam aż11 kosmetyków. Większość z nich jest do
kąpieli, ale znajdzie się też coś pięknie pachnącego i coś do pielęgnacji ust.
Mgiełki
do ciała
Mgiełki do ciała to świetna alternatywa dla perfum podczas ciepłych dni. Są dużo lżejsze od perfum, pięknie pachną i dość długo utrzymują się na skórze. Zamówiłam sobie aż 3 mgiełki: pierwsza o zapachu kwiatu jabłoni, druga malina i porzeczka zaś trzecia tym razem dla mamy o zapachu wody kokosowej i karambola. Wszystkie trzy mają śliczną szatę graficzną, która pokazuje jaki skład ma dana mgiełka. Na pierwszej mamy jabłuszko i kwiat jabłoni, na drugiej maliny i porzeczki zaś na trzeciej połowę kokosa i karambolę. Atomizer jaki posiadają ułatwia zaaplikowanie mgiełki. Buteleczki są lekkie, idealne do torebki.
Płyny do kąpieli w wannie
Kto nie lubi kąpieli w wannie pełnej bąbelków ręka w górę? Chyba nie ma takiej osoby. Osobiście uwielbiam chwilę relaksu podczas kąpieli w pięknie pachnących płynach. Zamówiłam sobie w AVON aż trzy: jeden liliowy a drugi z orchideą zaś trzeci ( zdjęcie poniżej). Obydwa pachną nieziemsko. W połączeniu z ciepłą wodą tworzą aromatyczną i rozluźniającą kąpiel. Nie ma chyba nic lepszego na długie jesienne i zimowe wieczory jak wylegiwanie się w wannie pełnej piany. Płyny mają dużą pojemność, tak więc wystarczą mi na dłuższy czas. Pierwszy ma 500 ml, zaś drugi 1000 ml. Myślę, że takie kosmetyki to świetny pomysł na prezent.
Płyn do kąpieli w wannie
Kolejny płyn do kąpieli w wannie. Czyli zamówiłam ich sobie aż 3. Ten ma w składzie płatki róż. Pachnie bajecznie, jakbyśmy sobie leżeli w wannie pełnej róż. Ten aromat jest niezwykle relaksujący. Zwartość butelki jest imponująca ponieważ mamy go aż 1000 ml. Ogólnie bardzo lubię zamawiać sobie kosmetyki do kąpieli z AVON'u z dwóch powodów: po pierwsze mają duże opakowania, które wystarczają mi na długi czas, a po drugie ich cena jest imponująca. Za tak duży płyn do kąpieli w drogerii trzeba zapłacić krocie, zaś w AVON o wiele mniej. A i zapachy tych kosmetyków drogeryjnych nie zawsze wpadają w nasz gust ;-)
żele pod prysznic AVON Senses
Tak jak płyny do kąpieli tak żele pod prysznic AVON kocham całym serduszkiem. I tutaj także mamy to samo co w przypadku płynów: są o wiele tańsze i bardziej wydajne niż te z drogerii. Moja siostra wybrała sobie żel o zapachu lodów waniliowych i żel z jaśminem i ciepłym piżmem. Obydwa są w dużych i bardzo wydajnych opakowaniach, które wystarczą na kilka miesięcy. Ten pierwszy obłędnie pachnie wanilią, czujemy jakbyśmy kąpali się w lodach waniliowy. Drugi ma słodki zapach jaśminu i piżma - można poczuć się królewsko,bo jak sama nazwa wskazuje żel nawiązuje do magicznego Zjednoczonego Królestwa " Magical Kingdom".
spray do stóp oraz balsam do ust w sztyfcie
Wiem, że takie odświeżające spray'ie świetnie sprawdzają się w letnie i upalne dni. Jednak jak Wiecie, można go sobie zamówić, nie otwierać i zachować na przyszły rok. Tak tez zrobiłam. Spray jest z ekstraktem z aloesu i mięty. Doskonale odświeża stopy, schładza je i relaksuje. Drugi kosmetyk to nawilżający balsam do ust color trend o smaku ciastka. Delikatnie barwi usta na różowy kolor, nawilża je i sprawia, że lekko się błyszczą. Spray kosztował mnie coś ok. 8 zł a balsamik do ust 5 zł.
żele pod prysznic AVON Senses
O żelu pod prysznic o zapachu lodów waniliowych już Wam pisałam. Teraz coś więcej o żelu pod prysznic AVON Senses anti - stress. Z tym żelem spotykam się po raz pierwszy. Posiada naprawdę bardzo ładny zapach. Jest energetyzujący a zarazem relaksacyjny. Odświeża i dodaje energii. Po prysznicu tym żelem będziemy niezwykle pobudzeni. Świetny na poranny prysznic. Zaś "gelato moments" jak już wcześniej wspominałam jest kremowy i słodko pachnie wanilią.
Jak się macie moi Mili? Nie
wiem czy Wiecie, ale 9 listopada jest Międzynarodowym Dniem Adopcji. Aby
wesprzeć ten szczytny cel wystarczy w mediach społecznościowych udostępnić
zdjęcie swojej dłoni z namalowaną na niej długopisem/ markerem czy czym tam
chcecie uśmiechniętą buźką i oznaczyć je hasthagami #WorldAdoptionDay
#ŚwiatowyDzieńAdopcji #AdopcjaDziecka #AdopcjaToNieTabu . Czyli tak niewiele a
jakie ma znaczenie, warto się przyłączyć. Oprócz tego, że mamy
Międzynarodowy Dzień Adopcji, od dziś dzieli nas praktycznie tylko dzień do
Narodowego Święta Niepodległości. Mi już ślinka cieknie na gęsinę jaką ma
przyrządzić z tej okazji moja mama. A na deser rogal świętomarciński. A Wy
lubicie gęsi i rogale? :D Kulinarnie się zrobiło co? A ja przyszłam tylko z
kolejną jesienną stylizacją. Czas zatem na krótki jej opis.
Uwielbiam jesień, to już
Wiecie. Ale by ożywić nieco listopadowe dni stawiam na żywe kolory ubrań. W tym
wypadku jest to sweter w kolorze dyniowym i fioletowy płaszcz. Klasyki dodaje
czarny kapelusz a tonuje to wszystko szara spódniczka i szare rajstopy w
prążek. A buty obowiązkowo czarne botki. A Wy lubicie taki mix kolorystyczny?
Dajcie znać w komentarzu.
Jesień w pełni. Pora na kolejną
stylizację, tym razem coś na chłodniejsze dni. A te w listopadzie nie są
przecież rzadkością. Jeśli tak jak ja lubicie dobrze i modnie wyglądać, ale
przy tym nie marznąć dzisiejszy look jest dla Was po prostu stworzony. Swetry z
golfem to moja wielka miłość. Na jesień i zimę są po prostu niezastąpione.
Jeśli nie mam ochoty zakładać szalika ubieram sweter z otulającym szyję golfem.
Być może jednych one „gryzą” mnie zaś to jeszcze nie spotkało i z wielką
przyjemnością je noszę. W dzisiejszej stylizacji smaczku dodaje sweter w żółtym
wręcz dyniowym odcieniu. Do niego wybrałam brązową spódniczkę basic. Nie
wyobrażam sobie jesieni bez kaloszy. Kalosze – po to by skakać w nich po
kałużach. Uwielbiam spacery. Jak byłam mała ubierałam kolorowe kalosze, kurtkę,
brałam parasolkę i ruszałam na podbój deszczowego świata. Zostało mi to do
dziś. Za oknem pada deszcz. A ja już, aż rwę się do tego by wyjść na dwór i
rokoszować się tą magią jaką to zjawisko nam funduje. Plus obowiązkowo skakanie
po kałużach. W tym roku postanowiłam sobie sprawić nowe kalosze. Akurat w Sinsay
była darmowa dostawa i nie musiałam płacić za kuriera. Zamówiłam sobie te w
modny wężowy wzorek. Całości elegancji dodaje szary płaszcz i czarny beret z
delikatnym zdobieniem. A do spódniczki obowiązkowo grube rajstopy, tym razem
szare w prążki.
Witam Was bardzo serdecznie w
nowym miesiącu – listopadzie, na dodatek w 3 jego dzień. W pierwsze dwa dni
pogoda dopisała na tyle, że bez jakichkolwiek przeszkód odbyłam szczęśliwe
podróże na groby bliskich, a 1 listopada co chwila zza chmur nieśmiało wyglądało
słońce. Ucieszyło mnie, że nie było wiatru, spokojnie można było pozapalać
znicze. Wracając do listopada to charakterystyczne dla tego miesiąca jestto, że lasy powoli opustoszały już z liści ,a ostatnie z nich – modrzewie jużzmieniają kolor na rudy i tracą igiełki.
Skoro listopad to czuć, że jesień powolutku będzie przechodzić w zimę. Nawet
nie Wiecie jak nie mogę się jej doczekać. Czekam na pierwszy śnieg. W sumie co
roku tak mam, że oczekuję go po połowie listopada. Czasem pojawia się zaraz po
15 a czasami każe na siebie poczekać do 20. Ciekawi mnie jak będzie w tym roku.
Ale zanim zima to na chwilkę wrócimy jeszcze do minionego miesiąca jakim był
nie kto inny jak złotolistny październik.W dzisiejszym poście pokażę Wam moich ulubieńców minionych 31 dni
dziesiątego miesiąca w roku.
Wycieczka do Sandomierza
Największym ulubieńcem wśród
moich ulubieńców w październiku była wycieczka do Sandomierza. 5 października
wybrałam się razem z siostrą i Lucky’m na spontaniczny wyjazd do województwa
świętokrzyskiego. Na dodatek tam gdzie kręcono kultowy i bardzo znany serial
pt.”Ojciec Mateusz”, czyli Sandomierza. Miasteczko zrobiło na mnie bardzo miłe
wrażenie. Jest urocze, ma swój klimat. Uwielbiam takie urokliwe miejsca. Miałam
okazję zobaczyć to miasto jesienią, teraz planujemy wyjazd gdy będzie zima. Jestem
pewna, że wrażenie zrobi na mnie jeszcze większe ;-)
Korzenna
herbatka
Kolejnym ulubieńcem jest
korzenna herbatka jaką piłam w jednym z sandomierskich pubów.Rozgrzewająca, pyszna i aromatyczna. Pełna
pięknie pachnących korzennych przypraw, goździków i cynamonu. Wspominałam już ,
że uwielbiam cynamon? Herbatkę piłyśmy na werandzie owego pubu, a 5
października pogoda była iście jesienna, nawet siąpił drobny deszcz. Było to
przyjemne uczucie popijać ową herbatkę w takich oto okolicznościach aury.A przecież jesienią nie ma nic lepszego jak
aromatyczne i rozgrzewające herbaty.
Szarlotka
W październiku wzięłam się za
pieczenie ciast. Nie żebym nie robiła tego w poprzednich miesiącach. Znacie
mnie, ja zawsze znajdę czas na domowe ciasto, jednak latem gdy temp. Sięga 30
stopni odechciewa się wszystkiego. Z pieczeniem włącznie. Dlatego nie ma nic
lepszego jak jesienne dni, gdy dzień jest znacznie krótszy a na dworze jest
chłodno. Wtedy ręce aż rwią się do ubijania i miksowania. Z czego wyczarowują
się pyszne ciasta. Jednym z nich była szarlotka. Dlaczego zapadła w moją
pamięć? Bo praktycznie od początku zrobiłam ją sama. Mama pomogła tylko przy
zagnieceniu ciasta ( instruowała mnie) i obrała jabłka. Resztę zrobiłam sama.
Pocztówki
z Włoch
Pod koniec września moja
siostra poleciała z pracy na wycieczkę do Włoch. Odwiedziła Mediolan, Wenecję i
Weronę. Mam to szczęście, że mimo iż nie mogła mnie zabrać ze sobą kupiła mi
liczne pamiątki a wśród nich pocztówki. Uwielbiam je kolekcjonować. Patrząc na
nie wyobrażam sobie moją podróż w te zakątki. Może kiedyś uda mi się tam
wybrać. Polecieć samolotem pierwszy raz jak było w przypadku mojej siostry.
Oczywiście nie obyło się bez strachu, ale bardzo mile wspomina tą wycieczkę. Dla
mnie wspaniałym przeżyciem było rozmawiać z nią przez telefon mając świadomość,
że jest ponad 2000 km ode mnie.
Pamiątki
z Włoch
Oprócz pocztówek dostałam też
liczne pamiątki. Są nimi włoskie słodycze, kawa a także makaron w kształcie
serduszek z Werony. Ten ostatni prosto od Romea i Julii.Jestem bardzo ciekawa jak będzie mi smakował
typowo włoski makaron. Czy będzie lepszy w porównaniu z tym polskim? Włoska
kawa jest wspaniała. Próbowałam, smakuje doskonale i chociaż ja nie lubię kawy
to od czasu do czasu filiżankę tej lubię sobie wypić. Dostałam też skórzaną
włoską torebkę w kolorze bordo oraz 3 magnesy. O nich więcej pod następnym
zdjęciem.
Magnesy
na lodówkę
Pod wcześniejszym zdjęciem wspominałam, że
dostałam od siostry 3 magnesy z Włoch. Są one kolejno z Mediolanu, Werony i
Wenecji. Dwa zwykłe przedstawiające owe włoskie miasta zaś ten ostatni jest
miniaturką karnawałowej maski. Jak Wiecie lub nie Wiecie w Wenecji odbywają się
bardzo barwne karnawały. A maski tam występujące to istne dzieła sztuki.
Dostałam też magnes z Krakowa ( bo stamtąd z lotniska Balice leciała do Włoch).
W swojej kolekcji posiadam też magnesik z Zakopanego kupiony wieki temu oraz z
Sandomierza , który nabyłam podczas wycieczki 5 października.
Pocztówki
z Sandomierza
Nie byłabym sobą gdybym nie
wybrała pocztówek z Sandomierza do „Ulubieńców miesiąca”. Kupiłam ich 3, każda
pokazuje to miasto w inny sposób. Na pierwszej od góry mamy liczne, słynne
zabytki a u góry napis „ I love Sandomierz”. Druga to rysunek Katarzyny Tomala
przedstawiający ratusz. Zaś trzeci tak jak pierwszy to zlepek zdjęć
sandomierskich zabytków. Każda pocztówka jest wyjątkowa na swój sposób, ma w
sobie to coś i z pewnością nie raz będę je przeglądać i wspominać mile spędzony
tam czas.
Ciasto
marchewkowe
Ostatni raz ciasto z marchewką
piekłam gdy chodziłam do liceum. To w tym roku po kilku latach zaległości
upiekłam aż dwa, według przepisu znalezionego w gazecie. Wyszło pyszne,
aromatyczne i w smaku przypominające piernik. Może to za sprawą cynamonu jaki
należy dodać do tego ciasta. Ogólnie
dodanie marchewki to bardzo zdrowy wybór, gdyż warzywo to ma liczne witaminy
oraz beta karoten, poprawia wzrok i dba o nasze oczy. Czyli nic tylko piec
ciasto marchewkowe i się nim zajadać.
Kochaj
mnie czule – Gabriela Gargaś
W październiku przeczytałam 4
książki. Wszystkie polskich autorek, każda spodobała mi się na swój sposób, ale
to o „Kochaj mnie czule” chciałabym Wam troszkę opowiedzieć. Książki pani Gabrysi bardzo sobie cenię za to,
że są takie prawdziwe i opowiadają o sytuacjach które mogą przytrafić się
każdemu. Pani Gabriela pisze szczerze, nie koloryzuje rzeczywistości, „czasami
wali prosto z mostu” co danej postaci leży na duszy. Niektóre jej książki
powodują u mnie łzy w oczach. Tak było w przypadku tej książki. Rozwaliła mnie
i to dosłownie. Cóż więcej mogę dodać, polecam każdemu kto lubi się czasem
pośmiać i popłakać nad książką.
Sesja
zdjęciowa z dyniami
Październik to nie tylko
miesiąc kolorowych liści, jesieni w pełnej okrasie ale i dyni. W tym roku po
raz pierwszy zrobiłyśmy z mamą zdjęcia na tle liści a w dłoniach trzymałam dwie
małe dynki. Fajnie, że gdy robiłyśmy te fotki było dość ciepło i mogłam
wyskoczyć w samym swetrze. W ogóle październik był pogodnym miesiącem, będzie
co wspominać w długie, zimowe wieczory. Ta złocistość liści i połyskujące
pomiędzy nimi słońce oraz fruwające babie lato – o takiej jesieni marzy chyba
każdy. I taka jesień miała miejsce w październiku. Teraz pora na mroczne strony
listopada. Szczerze? Nie mogę się ich wprost doczekać.
Wpis o tym tytule stał się moim
ulubionym spośród wszystkich postów jakie dodałam w październiku. Wy zaś bardzo
polubiliście pierwszą część dwóch postów o wycieczce do Sandomierza. Ma on
rekordową liczbę wyświetleń a komentarzy aż 70. Jestem niezwykle wdzięczna za
tak dużą aktywność, niezmiernie cieszy mnie ten fakt. Dodatkowo w październiku
mój blog zyskał blisko 4000 wyświetleń a miesiąc ten kończyłam z 130 tysiącami
ogólnych wyświetleń. Buźka sama się cieszy. Kolejny cel to do końca listopada
140 tys. Pomożecie?
Halloween
31 października jak co roku odpaliłam świeczkę w ceramicznym, dyniowym lampioniku, obejrzałam film i objadłam się prażynkami - duszkami. Nie obchodzę w sposób wybitny Halloween ale lubię to święto. Dla mnie ma ono jakąś tajemnicę, lubię takie mroczne klimaty. Ale zobaczcie... nie lubię horrorów a lubię mroczne klimaty :D I weź tu zrozum kobietę.
Ulubione
filmy
W październiku obejrzałam sporo
filmów. Kilka komedii romantycznych, dwie adaptacje znanych bajek Dinseya ale
też taneczny z Antonio Banderasem. I właśnie dwie adaptacje i taneczny stały
się moimi ulubieńcami. „Kopciuszek” z 2015 roku zawładnął moim serduszkiem od
pierwszej minuty. W sumie to nie sam Kopciuszek, którego grała śliczna Lily
James a książę, którego zagrał przystojny Richard Madden. Druga adaptacja bajki
Disneya – „Piękna i Bestia” z 2017 roku
także bardzo mi się spodobała. Uwielbiam filmy z Emmą Watson. Świetnie
wcieliła się w postać Belli zaś Dan Stevens zagrał Księcia/Bestię. Podoba mi
się to, że moje ukochane bajki z dzieciństwa wracają w nowszym wydaniu na duże
ekrany kin. Obie te adaptacje są wyjątkowe i z pewnością będę do nich wracać. Trzeci
ulubiony film nosi tytuł:” Wytańczyć marzenia”. Główną rolę zagrał w nim
przystojny Antonio Banderas. Uwielbiam tego aktora, nie dość, że przystojny to
jeszcze jaki utalentowany tanecznie. Film jest oparty na faktach autentycznych
z życia Pierre’a Dulaine’a, nauczyciela tańca który miał trudne zadanie. Bardzo przypadł mi do gustu owy dramat
muzyczny.
Ulubiona
Muzyka
Październik należał u mnie do
Beatelsów. Niemal codziennie słuchałam ich piosenek. Dodatkowo był jeszcze John
Lennon i jego „Imagine”, Papa D „Nietykalni” oraz Skaldowie „ W żółtych
płomieniach liści”. Słuchałam też zespołu Kiss, Iron Maiden, Scorpions oraz Elvisa Presleya. Cały październik wypełniony był u mnie muzyką z dawnych
lat, nostalgiczną i poruszającą. Czyli taką jaką lubię najbardziej. Szkoda, że teraz nie ma takich piosenek...
To już wszyscy ulubieńcy. Na koniec życzę Wam by Listopad był dla Was wspaniałym miesiącem, a dla siebie by był obfity w ciekawych ulubieńców tak jak miniony już miesiąc październik.
Witaj, cieszę się, że tutaj jesteś i bierzesz udział w komentarzowej konwersacji. Jednak pamiętaj o jednym: Jeśli jesteś blogerem liczę na to, że napiszesz więcej jak jedno słowo. Dziękuję Ci za poświęcony czas. Odwiedzam blogi komentujących.