poniedziałek, 18 listopada 2019

energetyczny płaszcz



Cześć Kochani Czytelnicy!

Czy jest tutaj ktoś kto tak jak ja wyczekuje już pierwszego śniegu? Rok temu, tego dnia, czyli 18 listopada zaczynał już prószyć. Dzisiaj niestety go nie widać, ale wiara w to, że popada w tym tygodniu u mnie nie gaśnie. Fajnie by było jakby świat wkoło został skąpany w bieli. Od razu by człowiek czuł, że zbliżamy się do grudnia. Ale nie pozostaje nam nic innego jak czekać, kiedyś w końcu to czekanie zostanie wynagrodzone. Co u mnie? Po staremu. Ostatnio złapałam lekką infekcję, powoli wracam do formy, myślę, że to wina tak szybkiej zmienności temperatury. Cóż poradzić? Wzmacniać organizm, jeść zdrowe jedzonko, dużo owoców i warzyw plus sporo ruchu i można działać.  A dzisiaj pora na kolejną stylizację, nawiązującą do zbliżającej się zimy, w której główną rolę gra fuksjowy płaszcz – ostatnio mój wielki ulubieniec. Do niego dobrałam szary sweter z golfikiem i szarą czapkę z pomponem. Kocham takie, a Wy? Dajcie znać w komentarzu i trzymajcie się ciepło…











płaszcz / F&F
golf / Sinsay
czapka / Sinsay
spodnie / Bershka
buty / Jenny Fairy

❤❤❤

piątek, 15 listopada 2019

czapka z pomponem



Dzień dobry Drodzy Czytelnicy!

Jak Wasze samopoczucia? Połowa listopada, 15 dni do grudnia. Jak się z tym czujecie? Ja już nie mogę się doczekać. Kocham grudzień, Boże Narodzenie i całą tą magiczną atmosferę jaka w tym miesiącu nam towarzyszy. Sklepowe półki już właściwie od początku listopada kuszą nas ekspozycją rodem z Wioski Świętego Mikołaja, jednak ja dopiero teraz zaczynam na serio myśleć o świętach. Połowa listopada to wystarczający czas by powoli szukać prezentów na Mikołajki ( które już za 3 tygodnie) oraz zaczynać słuchać świąteczne piosenki. Ja już zaczęłam, od razu weselej, Wam też polecam. A dzisiaj kolejna stylizacja. Tym razem z ciepłą czapką z pomponem i szalikiem. Coraz chłodniej się robi, ku mojej uciesze rzecz jasna. Czekam na pierwszy śnieg. Jestem ciekawa kiedy zaszczyci nas swoją obecnością w tym roku. Wyczekuję go z wielką niecierpliwością. Nic tak nie napawa mnie radością jak te drobne śnieżynki wirujące na wietrze…

Ale dopóki mamy jeszcze typowo jesienną pogodę staram się nią delektować i cieszyć póki jest.  Stąd kolejna, być może ostatnia pełna jesiennego uroku sesja zdjęciowa i adekwatna do pory roku stylizacja z płaszczem. Do niego wybrałam szary szalik, jasne jeansy i ciepłe botki - a'la śniegowce. Uroku dodaje fioletowa czapka z futrzanym pomponem- mój must have na sezon jesień/ zima. Jestem ciekawa czy Wy lubicie tego typu nakrycia głowy, dajcie znać w komentarzu ...










płaszcz / Esmara
czapka / TOM & ROSE
szalik i buty / Sinsay ( KLIK i  KLIK )
spodnie / Bershka

❤❤❤

wtorek, 12 listopada 2019

kosmetyczne nowinki AVON cz.2



Hejka!

Jak Wasze humory po długim weekendzie? U mnie w porządku. Odpoczęłam, zregenerowałam siły i wracam z kolejnym postem. Tym razem kosmetycznym. Na robienie zdjęć na dworze ja za mokro, ale super, że pada deszcz. Teraz tylko czekam na to by z dnia na dzień robiło się chłodniej i spadł pierwszy śnieg. Nie mogę się doczekać zdjęć na śniegu. Zawsze jest tyle frajdy i radości. Ale wracając do dzisiejszego posta to pokażę Wam moje nowości z AVON, jakie przyszły do mnie na początku sierpnia. Pierwsza część pojawiła się 4 sierpnia, jednak druga dopiero dzisiaj. Ale jak to mówią lepiej późno niż wcale. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. A jeśli jeszcze jest ktoś kto nie widział pierwszej części kosmetycznych nowości zapraszam tutaj .

Kosmetyki pokazane w dzisiejszym poście należą w dużej części do mnie. W pierwszej części wspominałam Wam, że było to zamówienie wspólne- moje, mamy i siostry. Jednak w tym poście praktycznie wszystkie produkty to te które zamówiłam dla siebie. No dobra, jedna mgiełka do ciała jest mamy i dwa żele pod prysznic są siostry ale reszta już moja.  Dzisiaj pokażę Wam aż  11 kosmetyków. Większość z nich jest do kąpieli, ale znajdzie się też coś pięknie pachnącego i coś do pielęgnacji ust.


Mgiełki do ciała

Mgiełki do ciała to świetna alternatywa dla perfum podczas ciepłych dni.  Są dużo lżejsze od perfum, pięknie pachną i dość długo utrzymują się na skórze. Zamówiłam sobie aż 3 mgiełki: pierwsza o zapachu kwiatu jabłoni, druga malina i porzeczka zaś trzecia tym razem dla mamy o zapachu wody kokosowej i karambola.  Wszystkie trzy mają śliczną szatę graficzną, która pokazuje jaki skład ma dana mgiełka. Na pierwszej mamy jabłuszko i kwiat jabłoni, na drugiej maliny i porzeczki zaś na trzeciej połowę kokosa i karambolę. Atomizer jaki posiadają ułatwia zaaplikowanie mgiełki. Buteleczki są lekkie, idealne do torebki. 


Płyny do kąpieli w wannie

Kto nie lubi kąpieli w wannie pełnej bąbelków ręka w górę? Chyba nie ma takiej osoby. Osobiście uwielbiam chwilę relaksu podczas kąpieli w pięknie pachnących płynach. Zamówiłam sobie w AVON aż trzy: jeden liliowy a drugi z orchideą zaś trzeci ( zdjęcie poniżej). Obydwa pachną nieziemsko. W połączeniu z ciepłą wodą tworzą aromatyczną i rozluźniającą kąpiel. Nie ma chyba nic lepszego na długie jesienne i zimowe wieczory jak wylegiwanie się w wannie pełnej piany.  Płyny mają dużą pojemność, tak więc wystarczą mi na dłuższy czas. Pierwszy ma 500 ml, zaś drugi 1000 ml.  Myślę, że takie kosmetyki to świetny pomysł na prezent. 


Płyn do kąpieli w wannie

Kolejny płyn do kąpieli w wannie. Czyli zamówiłam ich sobie aż 3. Ten ma w składzie płatki róż. Pachnie bajecznie, jakbyśmy sobie leżeli w wannie pełnej róż. Ten aromat jest niezwykle relaksujący. Zwartość butelki jest imponująca ponieważ mamy go aż 1000 ml. Ogólnie bardzo lubię zamawiać sobie kosmetyki do kąpieli z AVON'u z dwóch powodów: po pierwsze mają duże opakowania, które wystarczają mi na długi czas, a po drugie ich cena jest imponująca. Za tak duży płyn do kąpieli w drogerii trzeba zapłacić krocie, zaś w AVON o wiele mniej.  A i zapachy tych kosmetyków drogeryjnych nie zawsze wpadają w nasz gust ;-)


żele pod prysznic AVON Senses

Tak jak płyny do kąpieli tak żele pod prysznic AVON kocham całym serduszkiem. I tutaj także mamy to samo co w przypadku płynów: są o wiele tańsze i bardziej wydajne niż te z drogerii.  Moja siostra wybrała sobie żel o zapachu lodów waniliowych i żel z jaśminem i ciepłym piżmem.  Obydwa są w dużych i bardzo wydajnych opakowaniach, które wystarczą na kilka miesięcy. Ten pierwszy obłędnie pachnie wanilią, czujemy jakbyśmy kąpali się w lodach waniliowy. Drugi ma słodki zapach jaśminu i piżma - można poczuć się królewsko,bo jak sama nazwa wskazuje żel nawiązuje do magicznego Zjednoczonego Królestwa " Magical Kingdom". 


spray do stóp  oraz balsam do ust w sztyfcie

Wiem, że takie odświeżające spray'ie świetnie sprawdzają się w letnie i upalne dni. Jednak jak Wiecie, można go sobie zamówić, nie otwierać i zachować na przyszły rok. Tak tez zrobiłam. Spray jest z ekstraktem z aloesu i mięty. Doskonale odświeża stopy, schładza je i relaksuje. Drugi kosmetyk to nawilżający balsam do ust color trend o smaku ciastka. Delikatnie barwi usta na różowy kolor, nawilża je i sprawia, że lekko się błyszczą. Spray kosztował mnie coś ok. 8 zł a balsamik do ust 5 zł. 


żele pod prysznic AVON Senses

O żelu pod prysznic o zapachu lodów waniliowych już Wam pisałam. Teraz coś więcej o żelu pod prysznic AVON Senses anti - stress. Z tym żelem spotykam się po raz pierwszy. Posiada naprawdę bardzo ładny zapach. Jest energetyzujący a zarazem relaksacyjny. Odświeża i dodaje energii. Po prysznicu tym żelem będziemy niezwykle pobudzeni. Świetny na poranny prysznic.  Zaś "gelato moments" jak już wcześniej wspominałam jest kremowy i słodko pachnie wanilią. 

Znasz któryś z tych kosmetyków?


❤❤❤


sobota, 9 listopada 2019

kolorowa jesień



Hejka w sobotę!

Jak się macie moi Mili? Nie wiem czy Wiecie, ale 9 listopada jest Międzynarodowym Dniem Adopcji. Aby wesprzeć ten szczytny cel wystarczy w mediach społecznościowych udostępnić zdjęcie swojej dłoni z namalowaną na niej długopisem/ markerem czy czym tam chcecie uśmiechniętą buźką i oznaczyć je hasthagami #WorldAdoptionDay #ŚwiatowyDzieńAdopcji #AdopcjaDziecka #AdopcjaToNieTabu . Czyli tak niewiele a jakie ma znaczenie, warto się przyłączyć. Oprócz tego, że mamy Międzynarodowy Dzień Adopcji, od dziś dzieli nas praktycznie tylko dzień do Narodowego Święta Niepodległości. Mi już ślinka cieknie na gęsinę jaką ma przyrządzić z tej okazji moja mama. A na deser rogal świętomarciński. A Wy lubicie gęsi i rogale? :D Kulinarnie się zrobiło co? A ja przyszłam tylko z kolejną jesienną stylizacją. Czas zatem na krótki jej opis.

Uwielbiam jesień, to już Wiecie. Ale by ożywić nieco listopadowe dni stawiam na żywe kolory ubrań. W tym wypadku jest to sweter w kolorze dyniowym i fioletowy płaszcz. Klasyki dodaje czarny kapelusz a tonuje to wszystko szara spódniczka i szare rajstopy w prążek. A buty obowiązkowo czarne botki. A Wy lubicie taki mix kolorystyczny? Dajcie znać w komentarzu. 








płaszcz / F&F
spódniczka / ORSAY
sweter  i buty / targowisko miejskie
kapelusz / Cropp

❤❤❤

środa, 6 listopada 2019

kalosze na jesienne dni



Dzień dobry Kochani Czytelnicy!

Jesień w pełni. Pora na kolejną stylizację, tym razem coś na chłodniejsze dni. A te w listopadzie nie są przecież rzadkością. Jeśli tak jak ja lubicie dobrze i modnie wyglądać, ale przy tym nie marznąć dzisiejszy look jest dla Was po prostu stworzony. Swetry z golfem to moja wielka miłość. Na jesień i zimę są po prostu niezastąpione. Jeśli nie mam ochoty zakładać szalika ubieram sweter z otulającym szyję golfem. Być może jednych one „gryzą” mnie zaś to jeszcze nie spotkało i z wielką przyjemnością je noszę. W dzisiejszej stylizacji smaczku dodaje sweter w żółtym wręcz dyniowym odcieniu. Do niego wybrałam brązową spódniczkę basic. Nie wyobrażam sobie jesieni bez kaloszy. Kalosze – po to by skakać w nich po kałużach. Uwielbiam spacery. Jak byłam mała ubierałam kolorowe kalosze, kurtkę, brałam parasolkę i ruszałam na podbój deszczowego świata. Zostało mi to do dziś. Za oknem pada deszcz. A ja już, aż rwę się do tego by wyjść na dwór i rokoszować się tą magią jaką to zjawisko nam funduje. Plus obowiązkowo skakanie po kałużach. W tym roku postanowiłam  sobie sprawić nowe kalosze. Akurat w Sinsay była darmowa dostawa i nie musiałam płacić za kuriera. Zamówiłam sobie te w modny wężowy wzorek. Całości elegancji dodaje szary płaszcz i czarny beret z delikatnym zdobieniem. A do spódniczki obowiązkowo grube rajstopy, tym razem szare w prążki.









sweter / targowisko miejskie
spódniczka / Sinsay
kalosze i beret / Sinsay
płaszcz / Esmara
rajstopy / Pepco

❤❤❤

niedziela, 3 listopada 2019

ulubieńcy miesiąca - październik 2019



Dzień dobry Kochani Czytelnicy!

Witam Was bardzo serdecznie w nowym miesiącu – listopadzie, na dodatek w 3 jego dzień. W pierwsze dwa dni pogoda dopisała na tyle, że bez jakichkolwiek przeszkód odbyłam szczęśliwe podróże na groby bliskich, a 1 listopada co chwila zza chmur nieśmiało wyglądało słońce. Ucieszyło mnie, że nie było wiatru, spokojnie można było pozapalać znicze. Wracając do listopada to charakterystyczne dla tego miesiąca jest  to, że lasy powoli opustoszały już z liści ,  a ostatnie z nich – modrzewie już  zmieniają kolor na rudy i tracą igiełki. Skoro listopad to czuć, że jesień powolutku będzie przechodzić w zimę. Nawet nie Wiecie jak nie mogę się jej doczekać. Czekam na pierwszy śnieg. W sumie co roku tak mam, że oczekuję go po połowie listopada. Czasem pojawia się zaraz po 15 a czasami każe na siebie poczekać do 20. Ciekawi mnie jak będzie w tym roku. Ale zanim zima to na chwilkę wrócimy jeszcze do minionego miesiąca jakim był nie kto inny jak złotolistny październik.  W dzisiejszym poście pokażę Wam moich ulubieńców minionych 31 dni dziesiątego miesiąca w roku.

 Wycieczka do Sandomierza


Największym ulubieńcem wśród moich ulubieńców w październiku była wycieczka do Sandomierza. 5 października wybrałam się razem z siostrą i Lucky’m na spontaniczny wyjazd do województwa świętokrzyskiego. Na dodatek tam gdzie kręcono kultowy i bardzo znany serial pt.”Ojciec Mateusz”, czyli Sandomierza. Miasteczko zrobiło na mnie bardzo miłe wrażenie. Jest urocze, ma swój klimat. Uwielbiam takie urokliwe miejsca. Miałam okazję zobaczyć to miasto jesienią, teraz planujemy wyjazd gdy będzie zima. Jestem pewna, że wrażenie zrobi na mnie jeszcze większe ;-)

Korzenna herbatka


Kolejnym ulubieńcem jest korzenna herbatka jaką piłam w jednym z sandomierskich pubów.  Rozgrzewająca, pyszna i aromatyczna. Pełna pięknie pachnących korzennych przypraw, goździków i cynamonu. Wspominałam już , że uwielbiam cynamon? Herbatkę piłyśmy na werandzie owego pubu, a 5 października pogoda była iście jesienna, nawet siąpił drobny deszcz. Było to przyjemne uczucie popijać ową herbatkę w takich oto okolicznościach aury.  A przecież jesienią nie ma nic lepszego jak aromatyczne i rozgrzewające herbaty. 

Szarlotka


W październiku wzięłam się za pieczenie ciast. Nie żebym nie robiła tego w poprzednich miesiącach. Znacie mnie, ja zawsze znajdę czas na domowe ciasto, jednak latem gdy temp. Sięga 30 stopni odechciewa się wszystkiego. Z pieczeniem włącznie. Dlatego nie ma nic lepszego jak jesienne dni, gdy dzień jest znacznie krótszy a na dworze jest chłodno. Wtedy ręce aż rwią się do ubijania i miksowania. Z czego wyczarowują się pyszne ciasta. Jednym z nich była szarlotka. Dlaczego zapadła w moją pamięć? Bo praktycznie od początku zrobiłam ją sama. Mama pomogła tylko przy zagnieceniu ciasta ( instruowała mnie) i obrała jabłka. Resztę zrobiłam sama.

Pocztówki z Włoch


Pod koniec września moja siostra poleciała z pracy na wycieczkę do Włoch. Odwiedziła Mediolan, Wenecję i Weronę. Mam to szczęście, że mimo iż nie mogła mnie zabrać ze sobą kupiła mi liczne pamiątki a wśród nich pocztówki. Uwielbiam je kolekcjonować. Patrząc na nie wyobrażam sobie moją podróż w te zakątki. Może kiedyś uda mi się tam wybrać. Polecieć samolotem pierwszy raz jak było w przypadku mojej siostry. Oczywiście nie obyło się bez strachu, ale bardzo mile wspomina tą wycieczkę. Dla mnie wspaniałym przeżyciem było rozmawiać z nią przez telefon mając świadomość, że jest ponad 2000 km ode mnie. 

Pamiątki z Włoch


Oprócz pocztówek dostałam też liczne pamiątki. Są nimi włoskie słodycze, kawa a także makaron w kształcie serduszek z Werony. Ten ostatni prosto od Romea i Julii.  Jestem bardzo ciekawa jak będzie mi smakował typowo włoski makaron. Czy będzie lepszy w porównaniu z tym polskim? Włoska kawa jest wspaniała. Próbowałam, smakuje doskonale i chociaż ja nie lubię kawy to od czasu do czasu filiżankę tej lubię sobie wypić. Dostałam też skórzaną włoską torebkę w kolorze bordo oraz 3 magnesy. O nich więcej pod następnym zdjęciem.

Magnesy na lodówkę


 Pod wcześniejszym zdjęciem wspominałam, że dostałam od siostry 3 magnesy z Włoch. Są one kolejno z Mediolanu, Werony i Wenecji. Dwa zwykłe przedstawiające owe włoskie miasta zaś ten ostatni jest miniaturką karnawałowej maski. Jak Wiecie lub nie Wiecie w Wenecji odbywają się bardzo barwne karnawały. A maski tam występujące to istne dzieła sztuki. Dostałam też magnes z Krakowa ( bo stamtąd z lotniska Balice leciała do Włoch). W swojej kolekcji posiadam też magnesik z Zakopanego kupiony wieki temu oraz z Sandomierza , który nabyłam podczas wycieczki 5 października.

Pocztówki z Sandomierza


Nie byłabym sobą gdybym nie wybrała pocztówek z Sandomierza do „Ulubieńców miesiąca”. Kupiłam ich 3, każda pokazuje to miasto w inny sposób. Na pierwszej od góry mamy liczne, słynne zabytki a u góry napis „ I love Sandomierz”. Druga to rysunek Katarzyny Tomala przedstawiający ratusz. Zaś trzeci tak jak pierwszy to zlepek zdjęć sandomierskich zabytków. Każda pocztówka jest wyjątkowa na swój sposób, ma w sobie to coś i z pewnością nie raz będę je przeglądać i wspominać mile spędzony tam czas.

Ciasto marchewkowe


Ostatni raz ciasto z marchewką piekłam gdy chodziłam do liceum. To w tym roku po kilku latach zaległości upiekłam aż dwa, według przepisu znalezionego w gazecie. Wyszło pyszne, aromatyczne i w smaku przypominające piernik. Może to za sprawą cynamonu jaki należy dodać do tego ciasta.  Ogólnie dodanie marchewki to bardzo zdrowy wybór, gdyż warzywo to ma liczne witaminy oraz beta karoten, poprawia wzrok i dba o nasze oczy. Czyli nic tylko piec ciasto marchewkowe i się nim zajadać. 

Kochaj mnie czule – Gabriela Gargaś


W październiku przeczytałam 4 książki. Wszystkie polskich autorek, każda spodobała mi się na swój sposób, ale to o „Kochaj mnie czule” chciałabym Wam troszkę opowiedzieć.  Książki pani Gabrysi bardzo sobie cenię za to, że są takie prawdziwe i opowiadają o sytuacjach które mogą przytrafić się każdemu. Pani Gabriela pisze szczerze, nie koloryzuje rzeczywistości, „czasami wali prosto z mostu” co danej postaci leży na duszy. Niektóre jej książki powodują u mnie łzy w oczach. Tak było w przypadku tej książki. Rozwaliła mnie i to dosłownie. Cóż więcej mogę dodać, polecam każdemu kto lubi się czasem pośmiać i popłakać nad książką. 

Sesja zdjęciowa z dyniami


Październik to nie tylko miesiąc kolorowych liści, jesieni w pełnej okrasie ale i dyni. W tym roku po raz pierwszy zrobiłyśmy z mamą zdjęcia na tle liści a w dłoniach trzymałam dwie małe dynki. Fajnie, że gdy robiłyśmy te fotki było dość ciepło i mogłam wyskoczyć w samym swetrze. W ogóle październik był pogodnym miesiącem, będzie co wspominać w długie, zimowe wieczory. Ta złocistość liści i połyskujące pomiędzy nimi słońce oraz fruwające babie lato – o takiej jesieni marzy chyba każdy. I taka jesień miała miejsce w październiku. Teraz pora na mroczne strony listopada. Szczerze? Nie mogę się ich wprost doczekać. 



Wpis o tym tytule stał się moim ulubionym spośród wszystkich postów jakie dodałam w październiku. Wy zaś bardzo polubiliście pierwszą część dwóch postów o wycieczce do Sandomierza. Ma on rekordową liczbę wyświetleń a komentarzy aż 70. Jestem niezwykle wdzięczna za tak dużą aktywność, niezmiernie cieszy mnie ten fakt. Dodatkowo w październiku mój blog zyskał blisko 4000 wyświetleń a miesiąc ten kończyłam z 130 tysiącami ogólnych wyświetleń. Buźka sama się cieszy. Kolejny cel to do końca listopada 140 tys. Pomożecie? 

Halloween


31 października jak co roku odpaliłam świeczkę w ceramicznym, dyniowym lampioniku, obejrzałam film i objadłam się prażynkami - duszkami. Nie obchodzę w sposób wybitny Halloween ale lubię to święto. Dla mnie ma ono jakąś tajemnicę, lubię takie mroczne klimaty. Ale zobaczcie... nie lubię horrorów a lubię mroczne klimaty :D I weź tu zrozum kobietę. 

Ulubione filmy




W październiku obejrzałam sporo filmów. Kilka komedii romantycznych, dwie adaptacje znanych bajek Dinseya ale też taneczny z Antonio Banderasem. I właśnie dwie adaptacje i taneczny stały się moimi ulubieńcami. „Kopciuszek” z 2015 roku zawładnął moim serduszkiem od pierwszej minuty. W sumie to nie sam Kopciuszek, którego grała śliczna Lily James a książę, którego zagrał przystojny Richard Madden. Druga adaptacja bajki Disneya – „Piękna i Bestia” z 2017 roku  także bardzo mi się spodobała. Uwielbiam filmy z Emmą Watson. Świetnie wcieliła się w postać Belli zaś Dan Stevens zagrał Księcia/Bestię. Podoba mi się to, że moje ukochane bajki z dzieciństwa wracają w nowszym wydaniu na duże ekrany kin. Obie te adaptacje są wyjątkowe i z pewnością będę do nich wracać. Trzeci ulubiony film nosi tytuł:” Wytańczyć marzenia”. Główną rolę zagrał w nim przystojny Antonio Banderas. Uwielbiam tego aktora, nie dość, że przystojny to jeszcze jaki utalentowany tanecznie. Film jest oparty na faktach autentycznych z życia Pierre’a Dulaine’a, nauczyciela tańca który miał trudne zadanie.  Bardzo przypadł mi do gustu owy dramat muzyczny.

Ulubiona Muzyka




Październik należał u mnie do Beatelsów. Niemal codziennie słuchałam ich piosenek. Dodatkowo był jeszcze John Lennon i jego „Imagine”, Papa D „Nietykalni” oraz Skaldowie „ W żółtych płomieniach liści”. Słuchałam też zespołu Kiss, Iron Maiden, Scorpions oraz Elvisa Presleya.  Cały październik wypełniony był u mnie muzyką z dawnych lat, nostalgiczną i poruszającą. Czyli taką jaką lubię najbardziej. Szkoda, że teraz nie ma takich piosenek...

To już wszyscy ulubieńcy. Na koniec życzę Wam by Listopad był dla Was wspaniałym miesiącem, a dla siebie by był obfity w ciekawych ulubieńców tak jak miniony już miesiąc październik.

❤❤❤

Witaj, cieszę się, że tutaj jesteś i bierzesz udział w komentarzowej konwersacji. Jednak pamiętaj o jednym: Jeśli jesteś blogerem liczę na to, że napiszesz więcej jak jedno słowo. Dziękuję Ci za poświęcony czas. Odwiedzam blogi komentujących.

POLECANE WPISY