niedziela, 29 marca 2020

ulubieńcy miesiąca - Marzec 2020



 Dzień dobry Drodzy Czytelnicy!

❤❤❤

Końcówka marca, miesiąca który był ciężki, bardzo dla nas Polaków ale i nie tylko dla nas, bo jak wiadomo na całym świecie ten miesiąc był trudny. I nie tylko marzec, ale akurat w Polsce ten miesiąc stał się jakimś istnym koszmarem rodem z horroru. Liczę na to, że w kwietniu nastąpi przełom, mam ciche nadzieje, że uda się zatrzymać tego wirusa. Wszystko wróci do normy, z czasem o nim zapomnimy. Ale jeśli już uda się go pokonać nie zapomnijmy dalej być życzliwi, pełni empatii dla bliźniego. Chciałabym by ta zwykła ludzkość wobec drugiego człowieka nie skończyła się wraz z zakończeniem epidemii. Miło było by gdyby w naszych sercach pozostała ona na dłużej a nawet i na zawsze, bo bycie dobrym i miłym o wiele bardziej się opłaca niż sianie zamętu i plucie jadem na lewo i prawo.

Mimo, że marzec był ciężkim miesiącem zdarzały się w moim życiu dobre chwile. Pogoda chwilami dopisywała, czuć było wiosnę, słonko przygrzewało, muskało twarz swoimi ciepłymi promieniami. Ale zdarzyła się nam też zima, z czego niezwykle się ucieszyłam. Nie było śniegu w zimie to pojawił się na wiosnę. Trzeba się cieszyć, że w ogóle się pojawił, tęskniłam za białym puchem i tymi uroczymi śnieżynkami wirującymi na wietrze. W tym miesiącu nadgoniłam też czytanie, przeczytałam 3 książki – wszystkie trzy autorstwa Gabrieli Garagaś. Ogólnie ten miesiąc przeleciał mi praktycznie przez palce, każdego dnia odkrywałam nowe okienko w zdrapce wielkopostnej jaką zakupiłam z gazetą superexpress. Fajnie było zdrapywać monetą poszczególne dni, sporo ich jeszcze zostało bo Wielki Post nadal trwa, wkrótce jego zwieńczenie, dzisiaj mamy ostatnią piątą niedzielę tego jakże pokutnego czasu. Za tydzień pierwsza niedziela kwietnia, Niedziela Palmowa, co oznacza, że Wielkanoc tuż tuż. Co więcej działo się u mnie w marcu? Zajęłam się kucharzeniem, pieczeniem ciast, upiekłam pizzę, zrobiłam swoje pierwsze gofry i  spędzałam w kuchni więcej czasu z mamą. Z małą pomocą siostry zrobiłam wianek wielkanocny a razem z mamą ozdobiłyśmy cekinami styropianowe jajka. Nie mogę narzekać, że było mi w tym trudnym czasie źle, bo bym skłamała. Dałam radę jakoś to wytrzymać, chociaż bywały takie dni, że byłam wściekła, smutna, i chciało mi się beczeć w poduszkę. Oczywiście dawałam upust tym emocjom jakie się we mnie kłębiły. Najważniejsze to pozwolić sobie na smutek kiedy się pojawia, nie zawsze człowiek jest roześmiany, wesoły i chce mu się skakać ze szczęścia. Są te dni, że chcesz się zakopać pod ziemię, zasnąć, przespać to co złe. I ja czasem takie dni też miewam. Jak każdy zresztą, w marcu takich chwil było kilka, jednak nie będę się nad nimi rozwodzić bo szkoda czasu. W tym miesiącu pojawiło się kilku ulubieńców. Książki, muzyka, jedzenie, stylizacje… czyli to co lubię najbardziej. 


Perfumy Bi-es Candy Girl

Moja wiosna pachnie truskawkami, bitą śmietaną i wanilią. Te trzy składniki tworzą piękną nutę zapachową o nazwie Candy Girl od firmy Bi-es. Jako nastolatka uwielbiałam ich perfumy, miałam ich całkiem sporo w swojej kolekcji. Na początku marca będąc na zakupach w Biedronce odruchowo zerknęłam na półkę z perfumami. Postanowiłam je powąchać, a jak sięgnęłam po Candy Girl dosłownie przepadłam. Słodki, uroczy zapach na wiosnę i nie tylko. Uwielbiam nuty truskawek i wanilii. Słodkie perfumy są u mnie mile widziane, a za te zapłaciłam tylko 9,99 zł.  Akurat była promocja bo to było przed Dniem Kobiet ;-)


Ozdoby do włosów z Aliexpress

W marcu przyszły długo wyczekiwane przeze mnie paczki z ozdobami do włosów jakie zamówiłam sobie pod koniec stycznia na Ali. Przyznam, że miałam obawy czy do mnie dotrą. Na szczęście wszystkie trzy się pojawiły co bardzo ale to bardzo mnie ucieszyło. Robi się coraz cieplej to i będę mogła nosić fryzurki z tymi uroczymi ozdobami. Jestem pewna, że nie raz pojawią się na blogu, a jeśli jesteście ciekawi jakie preferuję fryzury na wiosnę zapraszam Was do posta 8 fryzur na wiosnę/ zamówienie z Aliexpress .


Wielkanocne DIY

W tym roku postanowiłam sobie, że sama wykonam świąteczne ozdoby. W Pepco zakupiłam potrzebne gadżety, styropianowe jajka i kółko do zrobienia wianka. Kupiłam też różnokolorowe cekiny i wszelkiego rodzaju dekoracje. Pisanki wyczarowałyśmy z mamą, chociaż jedną zrobiłam sama od początku do końca. Jestem zdania, że takie dekoracje jakie robimy sami jakoś tak bardziej cieszą oko. Ale samo wykonanie daje człowiekowi wiele frajdy a jak jeszcze zaangażuje w to domowników to już w ogóle. Przed świętami pojawi się na blogu wpis z moim wielkanocnym DIY. Zobaczycie jakie cudeńka udało mi się w tym roku zmalować. 


Ciasto zebra

Marzec to zdecydowanie najsłodszy miesiąc w tym roku . W styczniu i w lutym nie upiekłam tyle co właśnie w marcu. A co będzie w kwietniu kiedy to święta wielkanocne za pasem? Szykuje się tego jeszcze więcej zapewniam Was. Ciasto zebra to ciacho jakie moja mama piekła mojemu rodzeństwu w latach 80-tych. Ja jestem najmłodsza w rodzinie, rocznik 98.tak więc nie wiem jak to było w tych czasach. Moje dzieciństwo przypadało na końcówkę lat 90-tych i początek 2000. Wracając do ciasta to wykonuje się je dość długo ale efekt jest naprawdę wow. Teraz praktycznie umiem je zrobić sama, mama mnie tego nauczyła. Samo ciacho jest wyjątkowe nie tylko dlatego, że ma paski niczym zebra ale dodaje się do niego szklankę oranżady, najlepiej białej. Smakuje po prostu znakomicie.


 Dzień Kobiet

Jak co roku nasze kobiece święto było moim ulubionym wydarzeniem w marcu. Jak rok temu dostałam od taty piękny bukiet tulipanów, moich ulubionych w kolorze pudrowego różu.  Z okazji Dnia Kobiet upiekłam pyszny torcik, który udekorowałam mrożonymi truskawkami i kawałkami ananasa z puszki. Zdecydowanie tegoroczny Dzień Kobiet był dniem bardzo udanym i będę mile go wspominać. 


Domowe gofry

W tym miesiącu po raz pierwszy w swoim życiu sama zrobiłam gofry. Dostałam w prezencie małą gofrownicę, w której mieszczą się dwa gofry. Od siostry dostałam sprawdzony przepis i zaczęłam działać. Gofry wyszły smaczne, z domowym dżemem wyśmienite. Uwielbiam gofry, teraz kiedy idzie do lata już sobie wyobrażam jakie cudowne desery będę tworzyć jak tylko w naszym ogródku pojawią się truskawki. Wystarczy tylko upiec gofry, samemu ubić śmietankę a na wierzch położyć owoce. Na takie chwile warto czekać z utęsknieniem i ja już ich oczekuję z wielką ekscytacją.


Książki

Ten miesiąc zdecydowanie należał do książek autorstwa Pani Gabrysi Gargaś. Przeczytałam 3 z czego dwie skradły moje serce. Mowa o „ Minione Chwile” oraz „A miększy nami wspomnienia”. Obie te książki miały historyczne tło, ja uwielbiam powieści w których jest nawiązanie do historii, kiedyś jak chodziłam do szkoły to historia była moim ulubionym przedmiotem. W sumie ona i język polski, bo kocham poezję i dobre książki. Wracając do wyżej wymienionych pozycji książkowych oprócz tego, że posiadały tło historyczne opowiadały o miłości.  Pierwsza o wszystkich jej odcieniach od zakochania, po głęboką, namiętną miłość aż po nienawiść.  Zaś druga o miłości matki do dziecka, a także miłości w czasie okupacji niemieckiej.  Obie książki czytałam w ekspresowym tempie, przyznam, że ciężko było się od nich oderwać. Głęboko mnie poruszyły i zostały na dłużej w mojej pamięci.  Obie czytałam w ogromnymi wypiekami na twarzy.

Minione Chwile

Anna pozostawia wszystko za sobą i wyjeżdża do Szkocji, by wyleczyć złamane serce. Znajduje tam prace w posiadłości Lady Abigail, mając nadzieje, ze to koniec jej problemów. Jednak w murach starego dworu w West Lothian odzywa przeszłość , a przyczajone demony wychodzą z ukrycia. Historia starszej pani wstrząsa młodą dziewczyna. Lady Abigail kochała kiedyś ze wzajemnością młodego, polskiego oficera, Waldemara Leśniewieckiego . Jednak wszystko sprzysięgło się przeciw tej miłości. W młodym oficerze zrodziły się bunt i niezgoda na niesprawiedliwość. Przegrany zwycięzca opuścił Szkocję i wrócił do ojczyzny. Jednak jego losy potoczyły się zupełnie inaczej, niż by sobie tego życzył. Uciekając przed podejrzeniami o szpiegostwo powrócił do Szkocji, by na nowo złączyć swój los z Abigail. Jednak czy to ona była mu przeznaczona?

A między nami wspomnienia

Ada traci wszystko, co do tej pory było w jej życiu ważne. Trudne okoliczności zmuszają ją do rozstania z ukochanym. Przez kilka lat żyje jak w letargu. Pewnego dnia postanawia odwiedzić swoją babcię, Marię, która w zaufaniu opowiada wnuczce swoją historię. Młodość Marii przypadła na okres wojny. To był trudny i bolesny czas. Pomimo okrucieństw wojny kobieta zakochała się do szaleństwa w mężczyźnie, którego nie powinna była pokochać. Czy to uczucie miało szansę przetrwać skoro Franz był Niemcem? Czy można kochać, a zarazem nienawidzić? Franz dla tego uczucia zaryzykował wszystko. Maria stara się przekonać wnuczkę, że w życiu liczy się tylko miłość, każda miłość, i to, jaką siłę możemy odnaleźć dzięki bliskości drugiego człowieka. Rozgrzewająca serca powieść o tym, co jest tak naprawdę ważne. O relacjach międzyludzkich i o uprzedzeniach. O niewypowiedzianych słowach, obawach, stracie i wielkim uczuciu. O tym, że życie nikogo nie oszczędza. To także historia o tym, że najważniejsze, to móc kogoś kochać. Tak prawdziwie, bez oczekiwań.


Zima wiosną

 W przed ostatnią niedzielę pogoda zrobiła nam mega niespodziankę, bo przez calutki dzień padał śnieg a rano w poniedziałek kiedy się obudziłam było bialutko. Postanowiłam to wykorzystać i zrobiłyśmy z mamą kilka zdjęć. Wpis znajdziecie tutaj . Wracając do chwilowej zimy – sprawiła mi sporą radość, uwielbiam śnieg. Szkoda tylko, że tak późno i, że na następną zimę muszę poczekać do grudnia. Mimo to cieszę się, że chociaż przez chwilkę mogłam się nim pocieszyć. Teraz już marzę o ciepłej wiośnie i lekkich stylizacjach.


Dwurzędowy płaszcz w kratkę

Płaszczyk zakupiłam w styczniu na zimowych wyprzedażach w sklepie Cropp. Jest dość cienki, dlatego na wiosnę jest wprost idealny. W marcu bardzo często go nosiłam, w połączeniu z beretem tworzył fajną paryską stylizację.  Ogólnie kocham nosić płaszcze, są kobiece, bardzo dobrze się w nich czuję i wpisują się w mój obecny styl. Stylizacja z tym w kratkę była dodana 17 marca a kto jeszcze nie widział zapraszam go tutaj .


Bułeczki z dżemem porzeczkowym

W miniony piątek razem z mamą wzięłyśmy się za pieczenie drożdżowych bułeczek z dżemem. Uwielbiam zapach ciasta w domu, czuję wtedy bezpieczeństwo i ciepło. Moja mama jest świetną kucharką i piecze pyszne ciasta, siostra zresztą też. To od nich uczę się przygotowywania domowych smakołyków. Zawsze biorę notesik, długopis i notuję wszelkie przepisy i wskazówki. Jak to moja mama mówi: „ Przyda Ci się to w dalszym życiu.” Oj tak, a ja marzę o tym by w przyszłości piec i gotować dla swojej rodziny. Więc wszelkie nauki nie pójdą w las.  

A wykonanie tych bułeczek jest mega proste: wystarczy pół kg mąki, pół litra mleka, 2 jajka ( może być jedno całe a z jednego tylko żółtko), 10 dag drożdży, 10 dag rozpuszczonego masła, olejek z aromatem, cukier. Drożdże należy połączyć z cukrem ( łyżka cukru na 10 dag drożdży), następnie przesianą mąkę łączymy z podgrzanym w rondelku mlekiem i masłem. Dodajemy jajka, rozgniecione z cukrem drożdże, olejek z aromatem . Wszystko wymieszać najlepiej w misce. Nakryć ją ściereczką i zostawić do podrośnięcia, następnie formować bułeczki i nadziewać dżemem.  Roztrzepać jajko w miseczce i smarować pędzelkiem wierzch bułeczek. Ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Piec ok. 30- 35 minut.  



Zdrapka Wielkopostna 2020

W tym roku po raz pierwszy przeżywam Wielki Post ze Zdrapką Wielkopostną, która była dołączona do gazety SuperExpress. Od Środy Popielcowej aż do Poniedziałku Wielkanocnego. 40 okienek które zawierają różne zadania. Czas Wielkiego Postu to czas udoskonalania siebie, swojej duszy nie ciała. To czas gdy zastanawiamy się nad swoim życiem, nad tym co możemy zrobić dla innych ale i dla środowiska. W tej zdrapce są różne zadania, mega mi się one podobają i codziennie  z wielką ekscytacją odkrywam te nowe. 


Listy do Julii (2010) - Filmweb

Filmy

U mnie zarówno z filmami jak i książkami jest tak, że jak złapie mnie faza to mogę oglądać i czytać nieskończenie wiele i długo. Jak zaś ta faza nie łapie nie mam w ogóle chęci nic oglądać albo czytać. W tym miesiącu z filmów jakie obejrzałam najbardziej spodobały mi się „ Listy do Julii” oraz animacja „Sekretne życie zwierzaków domowych”. Ten pierwszy obejrzałam na cda.pl zaś drugi w piątek na TVN. „ Listy do Julii” to cudowna komedia romantyczna, z pięknymi widokami, o miłości która nie liczy sobie lat ani czasu. Która trwa i trwa. Zauroczył mnie ten film, jestem pewna, że jeszcze nie raz go obejrzę. Zaś „Sekretne życie zwierzaków domowych” – tutaj to się działo. Przezabawny film animowany dla całej rodziny zdecydowanie. Uśmiałam się do łez, uwielbiam takie bajki ;-)

Muzyka

Kilka osób już jakiś czas temu pytało mnie jak możliwe jest to, że ja młoda osoba słucham muzyki z dawnych lat, że lubię hity z lat 60. , 70. itp. Tak więc odpowiadam: odkąd pamiętam u nas w domu taka muzyka najczęściej rozbrzmiewała. Jak byłam mała to nagrywaliśmy piosenki na kasety, moja siostra uwielbiała słuchać Britney Spears. Do dziś mamy kasetę z jej piosenkami. Tak więc mam zaszczepione uwielbienie do starych hitów, mają w sobie to coś. Mam do nich ogromny sentyment. W tym miesiącu dużo słuchałam piosenek Pana Michała Bajora, odkryłam też świetne utwory świetnego wokalisty Salvatore Adamo. Ponadto słuchałam też trochę Presleya, Marka Grechutę, Irenę Jarocką i Marie Laforet .





I tak oto dobiegliśmy końca dzisiejszego posta.  Jak widzicie uzbierało się całkiem sporo tych ulubieńców. Na zakończenie chcę jeszcze napisać Wam pewną myśl. Otóż wiem, że nie jest ciekawie w naszym kraju w związku z pandemią, jednak musimy walczyć z naszą pandemią smutku. Mniej telewizji, mniej Internetu, mniej czytania na forach internetowych i mniej oglądania serwisów informacyjnych. Więcej czytania książek, więcej przebywania razem, spacerów a kto wierzący modlitwy i zaufania do Boga. Wszystko będzie dobrze, to jak wygląda nasze życie zależy od tego jakim widzą je nasze oczy i jakim czuje je nasze serce. Trzeba wierzyć, że będzie jak najlepiej, nie użalać się nad sobą, bo czy jest pandemia czy jej nie ma nasze życie mija, czas mija a utraconego czasu nikt nam już nie zwróci. Wczoraj było wczoraj, a dziś jest dziś. Musimy rozradować nasze serca, bo nie wiemy ile tego czasu nam jeszcze zostało. Żal było by teraz siedzieć i się umartwiać a potem umrzeć z przekonaniem, że zmarnowało się tak cenne chwile na wpatrywanie się w ekran i jeszcze większe gromadzenie w sobie strachu i smutku. Im mówimy stanowcze NIE! Nie dajmy się, walczmy z nimi. Jestem pewna, że każdy może wygrać jeśli tylko chce, potrzeba chęci i determinacji. I tego Wam życzę a także pięknego, słonecznego niedzielnego popołudnia! Trzymajcie się ciepło!

❤❤❤

czwartek, 26 marca 2020

elegantka




Dzień dobry Moi Drodzy Czytelnicy!

Jak Wasze samopoczucie?  Każdego dnia budząc się rano mam wrażenie jakby wszystko to co się dzieje w naszym kraju i na świecie było tylko złym snem. Ale potem gdy już wstanę z łóżka, zaścielę je, włączę radio i ubierając się usłyszę wiadomości jakie właśnie nadają czar pryska, wraca ponura smutna rzeczywistość, epidemia, strach o zdrowie swoje, bliskich i smutek. Chociaż staram się przeważnie temu ostatniemu nie dawać, dość często mnie łapie. Uciekam mu a on mnie goni.  Dopada w najmniej oczekiwanym momencie, ja mu się nie daję, nie zawsze wygrywam. Ale jednego nie pozwolę sobie zabrać : uśmiechu i wiary w nowy, lepszy dzień. Wiara i nadzieja to takie uczucia, które niezależnie od beznadziejności sytuacji każdy z nas w sobie czuje. A trzecim tajnikiem jest miłość, miłość do bliźnich, szacunek do lekarzy którzy w pocie czoła walczą o tych wszystkich chorych ludzi. Empatia, cierpliwość. Tej pierwszej dość często brakuje, cierpliwości zresztą też. Jednak da się zauważyć ludzką solidarność co bardzo ale to bardzo mnie cieszy. Może ta epidemia sprawi, że znów będziemy ludzcy wobec innych, życzliwości, milsi i po prostu dobrzy jak człowiek dla człowieka?


Koronawirus to już nie temat tabu. Jest w naszym kraju, rośnie liczba zarażonych, a ludzie sobie jeszcze to bagatelizują i wychodzą na dwór jakby nigdy nic. Wiecie? Ja też się na początku wściekałam, byłam zła. Zła, że ta epidemia dotarła do Polski, że zniweczyła moje plany a marzenia postawiła pod znakiem zapytania. Wściekałam się, że nie mogę normalnie pojechać na zakupy, przerażały mnie puste półki w sklepach. Czułam strach pomieszany ze złością. Chciałam wierzyć, że to tylko zły sen, że to nie dzieje się na prawdę. W naszej kochanej Polsce jest koronawirus – przez myśl by mi to nie przeszło a jednak jest. I to nie mało, a dużo . Zdałam sobie sprawę z tego jak człowiek nie cieszył się z życia gdy tego wirusa nie było. Jak chodził struty, zły na nie wiadomo co i kogo. Jak nie doceniamy tego co mamy, kim jesteśmy i co sobą reprezentujemy. Musi się coś stać byśmy zrozumieli co tak naprawdę w życiu jest ważne. Nie stan konta, nie wyrzeźbiona sylwetka, nowy samochód, Iphone, milion obserwujących na Instagramie… Zdrowie, miłość, radość, uśmiech, pociecha z dzieci, domowe szczęście, ukochana osoba u boku – to tak naprawdę liczy się w życiu. I tylko od nas zależy czy to każdego dnia docenimy. Czy musi przyjść zaraza byśmy posiedzieli ze sobą jak normalna rodzina w domu, zjedli razem obiad i po prostu ze sobą przebywali a nie tylko przelotem w drodze do pracy czy szkoły. A potem z nosem w telefonach, praca po godzinach, niedopowiedzenia, ciche dni, brak dotyku, empatii, zrozumienia i zwykłego zainteresowania. Mamy szansę teraz to naprawić. A ludzi którzy każą nam siedzieć w domach – Proszę Was miejcie do nich szacunek, nie olewajcie tego. Oni to robią dla naszego dobra, proszą nas o tak mało. Co nam szkodzi przesiedzieć w domach ten czas. Szanujmy tych co walczą z epidemią, przyjdzie czas na wszystko. Musimy to przeczekać. Koronawirus być może wkrótce zniknie, jednak pamiętajcie o tym, że…


Wirus nie zapuka do naszych drzwi nie odejdzie od nas gdy pokażemy mu jak dużo pieniędzy mamy na koncie bankowym, nie oszczędzi nas tylko dlatego, że jesteśmy bogaci. Teraz biedny i bogaty są na równym poziomie. Nikt nie jest lepszy od drugiego, bo każdy może się zarazić. Nie jest ważne czy jesteś królem, premierem, dyrektorem, gwiazdą rocka czy zwykłym mechanikiem. Koronawirus zrównał poziom wśród ludzi, każdy ale to każdy może paść jego ofiarą. On nie patrzy na status społeczny. Nie jest najważniejsze czy masz milion lajków pod zdjęciem ( w sumie teraz to wisi Ci ile ich masz, bo nie dają Ci kompletnie ukojenia w strachu o bliskich), czy jeździsz najnowszym modelem samochodu i czy używasz perfum od Giorgio Armani’ego. Wirus ma gdzieś kim jesteś, co robisz i jakie masz plany na przyszłość. Przyszły czasy, że cieszy dodatkowa paczka papieru toaletowego,  zapas makaronu i ryżu. Cieszysz się jak głupi, że udało Ci się dorwać ostatnią pakę 32 rolek papieru do tyłka. Pomyśl: Kiedy tak cieszył Cię zakup papieru? NIGDY, a teraz skaczesz z radości, że udało Ci się go dostać. Albo żywność: Kiedy ostatni raz zjadałeś wszystko do ostatniego kęsa aniżeli wyrzuciłeś coś do śmietnika? Szanujesz żywność, bo wiesz, że nie wolno plątać się po sklepach. A kiedyś trudno było Cię zatrzymać w domu bo wolałeś co i rusz szaleć po galeriach. Przyszły czasy, że wszystko się zatrzymało.Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać, przebywamy w domu i spędzamy ze sobą czas. W sumie nie mamy wyjścia, jesteśmy na siebie skazani, ale to dobrze. Dobrze, że jesteśmy razem, mamy szansę odbudować więzi z bliskimi nam osobami. Mamy możliwość naprawić to co zepsuliśmy przez pośpiech, co zabiliśmy codzienną rutyną. Pieniądze tracą na wartości gdy w grę wchodzi ludzkie zdrowie i życie. Znane osoby oddają swój majątek by jak najszybciej wynaleziono szczepionkę na tego paskudnego wirusa. Świat wstrzymuje oddech, świat stanął, Polska się zatrzymała, ludzie usiedli na tyłkach i czekają.


Czekają na lepsze jutro, które nie nadchodzi. A ja wierzę, że nadejdzie, wiary nie zabierze nam nic. Bo choćby wszystko się rozpierdzieliło,  na tych gruzach przecież będzie szansa zbudować nowe. Ciekawi mnie czy ludzie wyciągną lekcję z  tej epidemii, czy dalej będą brnąć w to gówno w jakim byli do teraz.  Los daje nam szansę czy z niej skorzystamy? Ocalimy ludzkie istnienie, planetę ?  Pytań mogłabym zadać nieskończenie wiele, na język ciśnie się wiele słów. Pozwólcie, że niektóre zostawię dla siebie.  Jestem pewna, że wkrótce to zło będzie miało swój kres. Przyjdzie nowe, lepsze. Wiosna, rozkwitnie cały świat dookoła nas, może nie mamy teraz szansy się tym cieszyć, ale po wszystkim będziemy chłonąć całym sobą piękno natury, naszej kochanej ojczyzny. Docenimy ją, wybierzemy wakacje w Polsce, pojedziemy nad polskie jeziora, morze, góry. Będziemy jedli w polskich restauracjach i pili polskie piwo w polskich barach i pubach. Będziemy opalać się na polskiej plaży, wdychać świeże powietrze na polskiej wsi. To co polskie zostanie wreszcie docenione, nasza ojczyzna zyska w naszych oczach ( niestety od wielu lat wybierana była zagranica jako cel turystyczny). Wyjrzy słońce, los się do nas i naszego kraju uśmiechnie. Ludzie wyzdrowieją, cholerny wirus zniknie i będzie jak dawniej? Myślę, że będzie lepiej niż było, a bynajmniej taką mam nadzieję.


 Pisząc ten wpis targały mną różne emocje. Czułam smutek, rozgoryczenie, żal, złość, ale i czułam nadzieję, wiarę, że prędzej czy później to wszystko się skończy. Nie pozostaje nic innego jak czekać. W tym roku Wielki Post ma szczególne znaczenie. Siedzimy w domach, panuje epidemia, nie można iść do kościoła, modlimy się w domach. Największy smutek sprawia mi to, że nie będzie mi dane w tym roku uczestniczyć w obchodach Wielkiego Tygodnia. Nie uświęcę palemki, nie wezmę udziału w Triduum Paschalnym ani w święceniu pokarmów, nie pomodlę się przy Grobie Pana Jezusa, nie dane mi będzie uczestniczyć w mszy świętej o 6 rano w Wielkanoc. Powiem Wam, że to był cios, silny cios w serce. Ogromnie mnie to zasmuciło, ale też dało wiarę, że następne święta będą wyjątkowe. Bo będziemy je przeżywać głębiej, mając w pamięci Wielkanoc 2020, która była w cieniu pandemii. Ale smutek smutkiem, święta i tak się odbędą. Bo święta to ludzie, których kochamy, którzy nas kochają i to wiara która nas umacnia. A Pan Bóg jest dosłownie wszędzie. Trzeba tylko szerzej otworzyć oczy i serce by móc go dostrzec.  Ale Wiecie co? Jakieś światełko w tunelu jest, może do świąt to wszystko minie? Czas pokaże...


Zdaję sobie sprawę z tego, że epidemia COVID-19 pozostanie w nas już na zawsze. Nawet jeśli ona minie, uda się nad nią zapanować, wyleczą chorych to i tak i tak w człowieku to zostanie. Ta trauma, strach, niepewność. Miną lata zanim zaczniemy normalnie funkcjonować. Najważniejsze teraz to dać szacunek lekarzom, tym co każą nam siedzieć w domu, pracownikom sklepów i aptek – to dzięki nim możemy bezpiecznie kupić leki , żywność. Oni narażają swoje zdrowie i życie byśmy mogli bezpiecznie zrobić zakupy. Proszę, okażcie im szacunek, uśmiechnijcie się do nich , powiedzcie dobre słowo. Tak niewiele, a jednak dużo w obecnym trudnym dla nas czasie. Ludzka życzliwość i dobro – to nigdy nie było, nie jest i nie będzie przereklamowane uwierzcie mi! A lekarze to nasi bohaterowie. Przeczytałam w jednym wpisie na Facebooku bardzo fajny cytat: " Nie wszyscy bohaterowie noszą peleryny". Powiem Wam, że coś w tym jest, te kilka słów idealnie odzwierciedla to co robią lekarze, medycy, pielęgniarki i inne służby by ratować nasze zdrowie i życie. Mega szacun dla nich! 


I jeszcze taki mały apel do młodszej części moich czytelników: Kochani! Ja też jestem młoda, mam 21 lat i tak jak każdy z Was aż mnie skręca by gdzieś wyskoczyć, pojechać, pójść do kina, spotkać się ze znajomymi, rodziną. Miło spędzać czas na świeżym powietrzu, szaleć, kochać, zwiedzać Polskę i świat. Jednak teraz kiedy trwa pandemia pokażcie , że jesteście odpowiedzialni- zostańcie w domach! Przyjdzie czas na wszystko. Na pocałunki, przytulanie, oglądanie gwiazd, zachodów i wschodów słońca, kąpiel w morzu, opalanie się na plaży. Czas dalekich i bliskich podróży, spacerów za rękę, wycieczek. Jak cudownie będzie kiedy to wszystko minie. Będziemy mogli znowu normalnie żyć, pójść bez strachu do sklepów, do kawiarni, na basen, do restauracji na pyszny obiad. Wiem, że sporo z Was nie jest jeszcze osobami pełnoletnimi, wiem też, że nudzi Was siedzenie w domu. Ale Wiecie? Jest tyle sposobów na miłe spędzanie wolnego czasu. Odpoczynek, czytanie książek, gotowanie, pieczenie, rozmowa z bliskimi, prowadzenie bloga. Albo jak w większości z Was przypadku nauka. Trzymam za Was kciuki i wierzę, że będziecie na tyle dojrzali iż zrozumiecie, że sytuacja jest na tyle poważna, że nie warto jej bagatelizować. Cieszcie się z tego, że jesteście zdrowi, macie co jeść, macie dom i rodzinę. Inni nie mają tego szczęścia. Wielu ludzi nie zdążyło się pożegnać z bliskimi którzy umarli na COVID-19 co oni mają powiedzieć? Albo lekarze, pielęgniarki? Nie śpią, nie jedzą, nie mają na to czasu bo walczą o ludzkie życia. A my? Mamy ciepły dom, mamy co jeść, mamy Internet, książki, rodzinę. Cieszmy się tym, nie narzekajmy, bo naprawdę w tym czasie, w którym czytasz ten post może ktoś umierać, albo marzyć o kromce chleba. Ty jesteś zdrowy/ zdrowa,  żyjesz, masz chleb i do chleba. SZANUJ TO! Pamiętaj inni daliby się pokroić za to co Ty masz. 


Nie traćmy ducha. Nie ma takiego Wielkiego Postu, po którym by nie przyszła Wielkanoc, ani nie ma takich „ Gorzkich żali” , po których by się nie śpiewało „Alleluja

 BP ADRIAN GALBAS SAC



płaszcz / Cropp
spodnie / Terranova
koszula / Sinsay
buty / Jenny Fairy

❤❤❤

Hej, dzięki za każdy komentarz! To dla mnie ogromna motywacja do dalszego blogowania. Jeśli jednak już postanowiasz skomentować mój post trzymaj się jednej zasady: szanuj moją pracę. Jeśli jesteś blogerem jestem pewna, że stać Cię na więcej niż jedno słowo. Nie bawię się w obs/obs , kom/ kom. Uszanuj to! ;-) Jeśli spodoba mi się Twój blog z pewnością sama Cię odwiedzę.

POLECANE WPISY