wtorek, 25 lutego 2020

biało-czarne paski i czerwone akcenty




Hej Kochani!

Jak się macie? Luty się nam kończy, marzec już za rogiem, wiosna tuż tuż. Wprost nie mogę się jej doczekać. Powolutku układam w głowie lżejsze stylizacje na nowy miesiąc, ale dzisiaj pokażę Wam kolejny, ostatni w lutym look rodem z Paryża. O tym, że jestem zakochana w paryskiej modzie i ogólnie Francji już wiecie, w tym roku planuję tych stylizacji wzorowanych na stylu Paryżanek dodawać znacznie więcej. Czuję się świetnie w takim stylu, bardzo lubię minimalizm w stroju. „Mniej znaczy więcej” i tej zasady będę się trzymać.  Wracając do wspominanej we wstępie wiosny, do niej już tylko 25 dni, a pierwsze jej oznaki miałam okazję już dostrzec w postaci klucza żurawi lecących na niedaleko położone mojej miejscowości wszelkie zarośla i bagna oraz nieśmiało wyglądające z ziemi przebiśniegi a także bazie które pojawiły się niedaleko mojego domu.

Co do paryskiego stylu to więcej informacji na jego temat znajdziecie w tym poście . Jak wiadomo Paryżanki kochają bluzki w paski, ja mam takich bluzeczek w swojej szafie aż dwie. Dzisiejsza stylizacja jest prosta, idealna na co dzień, na zakupy czy spacer ( PS. Oczywiście jak zrobi się cieplej ;-) ). Zestawiłam ją z jasnymi jeansami, do tego wybrałam botki z zamkiem na przedzie i na dość pokaźnym 8-centymetrowym obcasie. Jestem pewna, że w tych butach  jeszcze nie raz mnie tutaj na blogu zobaczycie. Te botki sprawiają, że z moich 175 cm wzrostu mam 183 cm :D Mimo iż obcas jest dość wysoki buty są bardzo wygodne, mają stabilny słupek, ogólnie podeszwa jest kauczukowa. Za botki dałam równe 29.99 zł w sklepie Reserved. Był to kolejny i ostatni łup na tegorocznych zimowych wyprzedażach. Francuskiej elegancji dodaje zawiązana pod szyją bandanka a uroku wpięte we włosy dwie perłowe spinki oraz mini czerwona torebka.








bluzka/ Sinsay
spodnie / Bershka
buty / Reserved
torebka / Pepco

❤❤❤

sobota, 22 lutego 2020

romantyczna koszula i jeansowe ogrodniczki



Cześć Moi Drodzy!

Jak tam po najbardziej tłustym czwartku w całym okrągłym roku? Ile pączków zjedliście? Jakie to były pączki? Te z cukierni czy może własnoręcznie wyczarowane w kuchni? Ja nawet nie liczyłam ile ich opchnęłam,  pączusie jak co roku zrobiłam z mamą. Zrobione przez nas tak jakoś lepiej mi smakują. Nie żebym miała coś do tych z cukierni, ale swojskie jedzenie bardziej do mnie przemawia. Luty się nam powoli kończy, marzec czyha już za rogiem. Wiosna tuż tuż, a zimy jak nie było tak nie ma i chyba już raczej nie będzie. Nie doczekałam się śniegu, zdjęć na tle ośnieżonych drzewek, sanek i spaceru wśród wirujących płatków. Chociaż Luty był nieco lepszy niż styczeń, bo tych śnieżnych dni troszkę było, to jednego dnia spadł śnieg i tego samego już stopniał. Mimo to miałam z tego powodu radość, ale zdjęć nie zdążyłam zrobić. Mówi się trudno, czekam już na wiosnę i na lekkie stylizacje. W międzyczasie pora na kolejny look. Dzisiaj pokażę Wam jak połączyłam romantyczną koszulę w kwiaty z długimi ogrodniczkami.


Dżinsowe ogrodniczki to według mnie must have od wielu,wielu lat. Jak byłam mała miałam takie i zamarzyło mi się je mieć teraz kiedy jestem dorosła. W tamtym roku zakupiłam sobie te śliczne ogrodniczki na letniej wyprzedaży za niecałe 30 zł. Wiem, że takie spodnie bywają drogie a cena często sięga nawet 150 zł. Dlatego moim zdaniem warto poczekać i kupić je na wyprzedaży. Ogrodniczki były już modne w latach 60. Być może wielu ludzi kojarzy je z farmerami, albo po prostu z ludźmi wykonującymi jakieś prace. Zauważmy, że w ogrodniczkach chodzą też często rolnicy, robotnicy i służba drogowa. Ale dodajmy też, że noszą oni ich materiałową a nie dżinsową wersję. Ta z jeansu jest poświęcona prawdziwym fashionistkom.  W połączeniu z koszulą w kwiaty dają nam fajny romantyczny look. Do tego zestawu polecałabym klasyczne białe trampki. Stylizacja jest nieco we francuskim stylu. Minimalistyczna,  a efektowna. Jak wiadomo Francuzki stawiają na minimalizm, uwielbiają motywy nie tylko w paski czy grochy ale i kwiaty, kochają dżins więc myślę, że takie ogrodniczki też są u nich mile widziane.








koszula / Sinsay
ogrodniczki / Terranova 
okulary / House

❤❤❤

środa, 19 lutego 2020

Paryżanka




Bonjur madames et messieurs !

Francusko witam Was bardzo serdecznie 19 dnia lutego 2020 roku. Jak się macie? Mi humor o dziwo dopisuje, czuję się dobrze, tylko ta pogoda trochę krzyżuje moje zdjęciowe plany. Aż rwę się do sesji w płaszczu i kapeluszu, niestety jest za zimno, wieje przejmujący wiatr i w ogóle jest szaro, buro i ponuro. Nie pozostaje nic innego jak robienie zdjęć w domowym zaciszu. Dzisiaj przychodzę do Was z moją interpretacją typowo paryskiej stylizacji. Uwielbiam francuską modę i bardzo polubiłam się z beretami. Ostatnio wpadłam na pomysł by wyczarować look idealny na spotkanie w Paryżu. Robiąc te zdjęcia wyobrażałam sobie, że za mną jest wieża Eiffla. Marzenie… może kiedyś je spełnię, może niedługo? Na razie marzę i wymyślam co i rusz nowe stylizacje jakie widziałabym na sobie będąc kiedyś w stolicy Francji.


Nie od dziś wiadomo, że francuska moda to klasa sama w sobie, a Paryżanki to najlepiej ubrane kobiety na całym świecie. Są niezwykle szykowne, pełne elegancji, a ich stylizacje skupiają się wokół klasycznych elementów i wyszukanych dodatków. Od kilku lat bardzo polubiłam się z minimalizmem w stylizacjach. Stawiam tak jak Paryżanki na klasyczne wzory i kolory. Jestem zdania, że piękno tkwi w prostocie.  Najważniejsze to by się nie przebierać a ubierać, by nie przesadzić z kolorami, dodatkami i nie wiadomo z czym jeszcze. Ma być ładnie i z umiarem, ale też z nutką ekstrawagancji i elegancji w minimalistycznej odsłonie, czyli po parysku. 
W prostocie siła
Główne zasady paryskiego stylu to minimalizm, stonowane kolory, elegancja i wygoda. Bazą dla stylizacji w tej estetyce będą tzw. style essentials, czyli elementy ubioru, które powinny znaleźć się w szafie każdej kobiety. Zaliczamy do nich m.in. białą, luźną koszulę, czarne cygaretki, klasyczną marynarkę, dobrej jakości jeansy, oversize’owy sweter i skórzaną ramoneskę. Must-havem w okresie letnim są proste t-shity bez nadruków w klasycznych kolorach (ewentualnie w paski lub grochy), różnego rodzaju spódnice (zarówno proste jeansowe mini, jak i zwiewne maxi z lejącego materiału), kwieciste sukienki, a na nogach – trampki, sandałki lub mokasyny. Wszystko powinno być utrzymane w klasycznej kolorystyce – francuski uwielbiają czerń i biel, a także beż, granat i szarość. W takich barwach niemal każdy wygląda fenomenalnie.
Stylowe akcesoria
Kiedy mamy już gotową bazę, możemy pomyśleć o dodatkach. Należy jednak pamiętać o zasadzie minimalizmu – ma być bez zbędnego przepychu. Paryżanki uwielbiają subtelne, ale niezwykle efektowne akcesoria np. apaszki, dodające tajemniczości i seksapilu, okulary przeciwsłoneczne z kocimi oprawkami, klasyczne kolczyki w kształcie kół oraz torebki na łańcuszku. W tym sezonie hitem są przeróżne ozdoby do włosów – ozdobne gumki, perłowe spinki oraz opaski. Takie dodatki z pewnością wzbogacą twój strój oraz nadadzą pazura każdej stylizacji.
Twarz i włosy
Sprawdzonym sposobem na świetny wygląd według paryżanek jest także oszczędność w makijażu. Co to oznacza? Zastosuj krem BB zamiast podkładu, tuszem pomaluj jedynie górne rzęsy, na policzki nałóż odrobinę różu, a na usta wybierz pomadkę w odcieniu nude. Jeśli możesz sobie na to pozwolić, w ogóle się nie maluj – im bardziej naturalnie będziesz wyglądać, tym lepiej. Co na głowie? Gładki kucyk. Ciekawy efekt dają też nonszalancko zmierzwione włosy, jak zaraz po wstaniu z łóżka. Na sam koniec – pamiętaj o uśmiechu i bądź pewna siebie! Bez tego nawet najlepsza stylizacja nie będzie wyglądać zjawiskowo.
Zainspiruj się!
Inspiracji do tworzenia własnych zestawień szukaj na Instagramie lub zwyczajnie podpatruj kobiety na ulicach. Źródłem pomysłów mogą być też ponadczasowe stylizacje Charlotte Gainsbourg lub Vanessy Paradis oraz gustowne outfity współczesnych influencerek – brytyjki Alexy Chung lub rodowitej Francuzki, Jeanne Damas.







bluzka / Esmara
spódniczka / Cropp
rajstopy / Gatta
beret / Sinsay

❤❤❤

niedziela, 16 lutego 2020

garść inspiracji #11 - Luty 2020



Hej Drodzy Czytelnicy!

Jak minęła Wam ta urocza niedziela 16 dnia lutego? Mi bardzo przyjemnie, miałam gości, było sporo dobrej energii i uśmiechu. Naładowałam akumulatory i przychodzę do Was z nowym postem a będzie to powrót do serii Garść inspiracji danego miesiąca. Wiem, że trochę odpuściłam ją sobie przez ostatnie 3 miesiące, ale obiecuję, że więcej się to nie powtórzy, bo choćby się waliło i paliło taki wpis co miesiąc się pojawi. Dzisiejsze inspiracje nie będą takie jak zwykle, bo ich tematem przewodnim jest Francja. Pisałam Wam już, że jestem zauroczona tym krajem, paryską modą a nawet jedzeniem, choć powiem Wam szczerze żabiego udka albo ślimaka bym nie przełknęła. Zdecydowanie pozostanę przy filiżance kawy i maślanym croissancie, którego tak uwielbiam ;-) 

PS. A jeśli jest jeszcze ktoś kto nie widział 10 część garść inspiracji zapraszam tutaj . A wszystkie inspiracje pochodzą ze strony PINTEREST .

















❤❤❤

czwartek, 13 lutego 2020

Walentynki przez cały rok



Dzień dobry Drodzy Czytelnicy !

14 lutego już jutro. Dzień miłości, zakochanych i czerwonych serduszek. Ale czy miłość nie powinna nam towarzyszyć każdego dnia? Czy potrzebujemy 14 Lutego by kupić żonie kwiaty albo pójść na randkę do ulubionej restauracji? Moja odpowiedź brzmi absolutnie NIE. Moim zdaniem Walentynki są takim jakby to powiedzieć „ picem na wodę”. Wymyślił je ktoś by moim zdaniem zbić niezły hajs za te wszystkie kiczowate ozdoby,  przytulanki ( nie żebym coś do nich miała bo pluszowe misie kocham), kwiaty i inne pierdołki. Seksowana bielizna – czy potrzeba Walentynek by ją nosić albo po prostu kupić? Kwiaty – czy musi być 14 Lutego by podarować je ukochanej kobiecie? Miły wieczór i upojna noc we dwoje– czy naprawdę potrzeba do tego jakiegoś walentynkowego święta?  Wydaje mi się, że teraz miłość uzależniona jest od konta na Facebooku, Instagramie i czort wie czego.

W świecie pełnym smartfonów, Internetu, gołych lasek w sieci ( panów też ), gdzie nikt nikogo nie zna, nikt z nikim się nie spotyka i nikt nikogo nie widzi trudno jest cokolwiek powiedzieć na temat miłości. Czy ona w ogóle istnieje? Czy można w nią wierzyć co i rusz się na niej zawodząc? W tym poście się trochę rozpisałam. Mam nadzieję, że ciepło przyjmiecie ten tekst. Od razu mówię: to tylko i wyłącznie moja opinia. Jeśli macie inną – mi nic do tego.


Miłość jest przereklamowana. Serio? Czasami właśnie takie mam wrażenie, patrząc na to co się dzieje w naszym społeczeństwie. Ludzie pędzą sami nie wiedzą gdzie, nocami zamiast spać przytulonymi do ukochanej osoby gapią się w ekran swojego telefonu. Bo to telefon jest dla nich wszystkim, nie rodzina, nie dom, nie miłość.  Mam czasem obawy, że w tym chorym świecie niedługo nie będzie nic, że będą tylko nowe technologie i ludzie ślepo za nimi podążający. Marzę o tym by tą rodzinę kiedyś założyć, zakochać się w tym jednym jedynym mężczyźnie i żyć długo i szczęśliwie. Czy to ostatnie naprawdę istnieje? Myślę, że tak, bo jeśli ktoś naprawdę chce to potrafi tego dokonać. Jeśli ktoś szczerze kocha nie poleci na goły tyłek w necie, jeśli ktoś kocha całym sercem nie zdradzi, nie znudzi się, nie odejdzie. Większość mężczyzn często zachowuje się jak nieletni chłopcy, którzy jarają się na widok gołego biustu. Zaś kobiety często mają ogromne kompleksy, bo przecież prawdziwy mężczyzna nie pokocha damy z małym biustem a wielką pupą? I co tu zrobić? Szkoda, że tak dużo ludzi patrzy na wygląd a nie na piękno duszy. Mężczyźni twierdzą, że są dojrzali co nie zawsze jest prawdą. Młodzi faceci twierdzą, że jak mają te 18-lat to mogą mieć wszystkie kobiety bo są „ tacy dorośli”. A Wiecie? Mnie kiedyś też kręcili tacy kolesie. Lamusy, szpanerzy, kobieciarze. Ale… wyrosłam z tego. Nie jestem już zainteresowana takimi typkami co im się łapy kleją na pierwszej randce. Reguła jest prosta: Seks to nie wszystko. Macanie się, całowanie i inne pieszczoty to nie wszystko. Liczy się uczucie, jak jest gorące, czy lecą iskry między  dwojgiem ludzi.  Czy umiemy rozebrać tę osobę nie tylko z ubrania ale i z duszy. Czy rozumiemy ją, czy kochamy jej duszę mocniej niż ciało.  Mamy teraz tak porąbany świat, że czasami człowiek w to wątpi, zarzeka się, że nigdy się nie zakocha. Bo przecież to zainteresowanie minie, bo ten ogień się wypali, bo człowiek się zestarzeje. A guzik prawda. Jeśli miłości i związku chcą dwie osoby i te dwie osoby o to walczą to wszystko inne nie ma znaczenia. Naszym zadaniem w tym chorym świecie jest pokazać, że miłość ma sens, że nie jest przereklamowana, że naprawdę istnieje. Bo to od nas zależy jaki ta miłość będzie miała smak.


 Czy będzie trwała wiecznie? Tego do końca nie wie nikt. Bo to jest jedna wielka niewiadoma, ale według mnie prawdziwa miłość jest do tej przysłowiowej grobowej deski. Teraz modne jest mieć kilka ślubów i rozwodów, sypiać z innymi kobietami/ mężczyznami ale nie ze swoim/swoją mężem/żoną. Modne jest wrzucać co raz to nowe zdjęcia z nowymi ukochanymi. Wiecie? Śmiać mi się z tego chce. Wydawać by się mogło, że jak ktoś takie fotki wrzuci to wszyscy będą mu zazdrościć. A guzik prawda. Moim skromnym zdaniem prawdziwego uczucia się zbędnie nie pokazuje. Jeśli łączy nas głęboka, piękna miłość nie musimy się nią chwalić całemu światu na Facebooku. A przecież teraz takie modne jest wywalanie swojego prywatnego życia do sieci. Pełno zdjęć dzieci, par i Bóg wie czego. Naprawdę kogo to obchodzi? To jest nasza prywatna sprawa kogo mamy, z kim śpimy i co robimy plus czy mamy dzieci i jakie one są. Moim zdaniem tylko krzywdę tym dzieciakom robimy zbędnie je fotografując.  Przerażające jest to, że ludzie zamiast kolekcjonować zdjęcia w rodzinnych albumach takowe niby „albumy” mają ze swojego Facebooka albo Instagrama. Ja marzę o tym by na stare lata usiąść sobie z miłością mojego życia na wygodnych fotelach, z kubkiem gorącej herbatki, w kapciach i piżamce i oglądać albumy pełne naszych zdjęć. Zdjęć z naszych podróży, ze zwykłego życia. Chciałabym móc pstrykać zdjęcia, wywoływać je i umieszczać w rodzinnych zbiorach. Nie na Facebooku, nie na Insta i nie wiadomo jeszcze gdzie. Według mnie prawdziwe szczęście to takie w ukryciu, tylko nasze którym możemy ale nie musimy dzielić się ze światem. Jestem pewna, że gdy kiedyś sama zostanę mamą moje dziecko nie pojawi się na żadnym Facebooku, Instagramie i nie wiadomo na czym innym. To samo tyczy się mojego przyszłego męża, ślubu itp. Jestem zdania, że co za dużo to niezdrowo, a widzę, że teraz tego niezdrowego jest więcej niż tego zdrowego. Ludzie prześcigają się ze sobą kto ma przystojniejszego męża, piękniejszą żonę i dzieci podobne do kogo. Dziecko jeszcze dobrze nie przyjdzie na świat już jest na Facebooku, podaje się jego parametry, godzinę urodzin. Pytam:  Po cholerę to ?  Kurczę, ten świat … ja chyba jestem jakaś staroświecka a może to nie moja wina? Sama nie wiem. Napisałam tylko swoją subiektywną opinię. Możecie się z nią nie zgadzać, to wasza sprawa. Ja tylko chciałam byście poznali moje zdanie być może jest ono różne od waszego. Jeśli tak napiszcie w komentarzu jak Wy to widzicie. Wierzycie w miłość? Czym ona dla Was jest?


I Wiecie, to, że jutro są Walentynki nie oznacza, że macie ich nie obchodzić. Oczywiście jak chcecie to je sobie obchodźcie, ale nie zapominajcie, że miłość powinna Was otaczać na co dzień nie tylko od święta.  Kochajmy naszych bliskich każdego dnia, pokazujmy im to, doceniajmy to co dla nas robią. Chwytajmy każdy dzień jak byka za rogi, wyciskajmy z niego co najlepsze, cieszmy się tym co mamy i kogo mamy w swoim życiu. Miłość jest wszędzie. Miłością jestem ja, Ty, słońce, pies i cały świat. Miłość jest dookoła nas. Musicie tylko ją dostrzec. I tego Wam życzę na Walentynki: byście każdego dnia widzieli wokół Was miłość, byście ją pielęgnowali i nosili w sercu do końca swych dni. 




koszula / Sinsay
spodnie / Terranova
buty / Deichmann
opaska / zwykły sklepik z pasmanterią

❤❤❤

poniedziałek, 10 lutego 2020

nogi w serduszkach



Hej Kochani!

Jak minął Wam weekend? Nie wiem czy wiecie ale wczoraj był Międzynarodowy Dzień Pizzy. Wiedzieliście, że w ogóle jest takie święto? Obchodziliście je? Ja jako koneserka domowej pizzy objadłam się nią już tydzień wcześniej, bo drugiego lutego. Wczoraj zaś na moim stole pojawiło się zdrowe, domowe marchewkowe ciasto, obowiązkowo z kubkiem herbatki. Lubicie ciasta z warzywami? Ja bardzo, a te samodzielnie wykonane to już w ogóle. Wiele razy pisałam Wam o tym, że nie wyobrażam sobie jeść ciasta ze sklepu czy cukierni. Wyjątkiem zazwyczaj jest tort na moje urodziny, który rodzice zamawiają mi w lokalnej cukierence. Dla mnie domowe jest na pierwszym miejscu, zapach z piekarnika jaki roznosi się po kuchni …. coś pięknego.

Pora na kolejną stylizację. Cieszę się, że zrobiłam ich kilka na zaś, teraz nie mam zbytnio głowyi zdrowia do zdjęć.  Dzisiejszy look moim zdaniem świetnie sprawdzi się na randkę. Bynajmniej ja bym się tak ubrała jakbym na takie spotkanie się wybierała. Ostatnio „chodziły” za mną rajstopy w jakiś fajny wzorek. Zakupiłam sobie takie we wzór serduszek. Do nich wybrałam sukienką w czarno-czerwony print i czarne botki. A uroku dodaje czarna opaska na włosach. Jak Wam się podoba taki look? Dajcie znać w komentarzu. 







sukienka / House
rajstopy / Gatta

❤❤❤

❤ Spodobał Ci się wpis? - Skomentuj. Jeśli jesteś blogerem wierzę, że napiszesz więcej niż jedno słowo.
❤ Podoba Ci się mój blog? - Zaobserwuj a na pewno zrobię to samo, jeśli Twój blog też mi się spodoba.
❤ Odwiedzam blogi komentujących dlatego prosiłabym o zostawienie linku do siebie, będzie mi łatwiej i szybciej do Was dotrzeć :-)

POLECANE WPISY