sobota, 31 marca 2018

Wielkanocny Czas





Dobry wieczór !

Już tylko godziny dzielą nas od rozpoczęcia świętowania Wielkiej Nocy. Koszyczek uświęcony, pisanki gotowe a wszystkie potrawy prawie przygotowane by jutro móc się nimi zasmakować. Pogoda jak nie w marcu, jak nie na Wielkanoc i sprawiająca że traci się tę pozytywną energię. Brakuje tylko słońca by naładować baterie i móc radować się nadejściem wiosny i tych jakże kolorowych i wyjątkowych świąt. Ale czy aby weselić się Wielkanocą potrzebna jest w ogóle pogoda? Czy ma ona tutaj jakiekolwiek znaczenie? I tak i nie. Tak bo wtedy czuć jak przyroda budzi się do życia. Gdy wyjrzy zza chmur słońce, wszyscy zarówno zwierzęta jak i rośliny oraz my czujemy jak napływa do nas zastrzyk endofrin. Gdy jego brak każdy chodzi posępny, ze zwieszoną głową, pozbawiony życia.  Ale ale ale… Uważam, że nie powinniśmy uzależniać naszego humoru i samopoczucia od czynników atmosferycznych. Szczególnie teraz okresie świąt wielkanocnych. Cieszmy się. Chrystus Zmartwychwstał. On jest naszą nadzieją na lepsze jutro. Święta to też czas gdy siadamy wszyscy razem do wiosennie przystrojonego stołu na którym czeka na nas mnóstwo pyszności. Samo to, że mamy do czego usiąść oraz że w ogóle mamy z kim spędzić Wielkanoc jest pięknym uczuciem napawającym pozytywną energią, radością i wzruszeniem. A jeśli za oknem będzie padał śnieg? Bywa. W Wigilię padał deszcz i jakoś nie braliśmy tego pod uwagę. Owszem było nieco smutno bo każdy wolałby białe święta a te wielkanocne zielone i wiosenne to uważam,że powinniśmy cieszyć się z tego co mamy. Uwierzcie mi inni mają gorzej. A cieszą się każdym dniem, a już w szczególności świętami. Cieszmy się i my.

Dzisiejszy post jest też ostatnim przed świętami Wielkiej Nocy dlatego teraz  z tego miejsca pragnę złożyć wszystkim moim Czytelnikom, obserwatorom, przyjaciołom i znajomym którzy każdego dnia dajecie mi mocnego Powera do dalszego blogerskiego rozwoju, najserdeczniejsze życzenia: Zdrowych , pogodnych i radosnych świąt wielkanocnych,  przyjemnej rodzinnej atmosfery przy świątecznym stole, uśmiechu, smacznego jajka. Oraz tego by Zmartwychwstały Chrystus obdarzył Was pokojem, szczęściem i napełnił Wasze serca nadzieją w lepsze jutro. 

Wesołego ALLELUJA!!!



czwartek, 29 marca 2018

Wielkanocne przygotowania





Wielki Czwartek trwa na dobre.  Początek Triduum Paschalnego to dla mnie zawsze wielkie przeżycie. Szczególnie chodzi o to duchowe ale również to praktycznie właśnie w Wielki Czartek rozpoczynam prawdziwe kulinarne przygotowania do świąt Wielkiej Nocy. Zaczynam też przyozdabiać dom i swój pokój w wielkanocne ozdoby. Większość z nich wykonuję sama jak np. drzewko które zaraz Wam pokażę albo pisanki które od lat robię w Wielki Piątek i dlatego pojawią się na blogu dopiero w Wielką Sobotę. W dzisiejszym poście pokażę Wam choć po części jak przygotowuję się do Wielkanocy, jakie są zwyczaje w moim domu, czy przychodzi zajączek oraz jak wykonać prostą ozdobę w pokoju w połączeniu bazi- pierwszej oznaki wiosny oraz plastikowych jajek.

Na początek zaczniemy od przygotowania wielkanocnego drzewka. Do jego wykonania potrzebne nam będą:

- gałązki z baziami
- plastikowe jajka
- wazon napełniony wodą



WYKONANIE :
Gałązki przycinamy i układamy w wazonie by przypominały drzewko. Na baziach zawieszamy plastikowe jajka. Osobiście ze względu na moje upodobanie i wielką miłość do pudrowego różu wybrałam pisanki właśnie w tym kolorze, ale Ty możesz powiesić je w różnych kolorach tęczy i takie jakie najlepiej wkomponują się w aranżację Twojego wnętrza.  I tak wykonane drzewko jest świetną ozdobą wielkanocną szafki, stolika czy nawet biurka. U mnie taki bukiet zajmuje miejsce na mało użytkowanej przeze mnie szafce. W towarzystwie różowego ledowego zajączka, jaskrawo żółtej , filcowej podkładki i małej sztucznej roślinki w ceramicznej osłonce tworzy fajny, świąteczny klimat. 










Efekt końcowy 






Ale świątecznych ozdób jest u mnie w domu znacznie więcej. Świeczki w kształcie zajączków, bukiet tulipanów, puchate baranki, wielkanocne kartki jakie dostaję od znajomych. To wszystko tworzy cały ten równie magiczny jak podczas Bożego Narodzenia klimat. Uwielbiam też ręcznie robione serwetki i wielkanocne obruski.

A teraz kwestia zwyczajów wielkanocnych w moim domu, jako takich samych z siebie nie mamy ;-) Wielki Czwartek czyli dzisiejszy dzień jest dla nas początkiem głębokiego przeżywania tych trzech dni przed Wielkanocą. Wieczorna msza święta, ostatnie małe porządki w domu. W Wielki Czwartek piekę też babeczki które macie możliwość zobaczyć nieco niżej w tym poście. Zaś w Wielki Piątek wszyscy domownicy przestrzegają ścisłego postu, wieczorem idziemy zawsze na wielkopiątkowe nabożeństwo. Tego dnia nie słuchamy muzyki, nie korzystamy z Internetu. Jedyne co ja zazwyczaj robię w Wielki Piątek to oglądam Drogę Krzyżową z uczestnictwem papieża Franciszka. W Wielki Piątek wykonuję też pisanki, wybieram dwie najładniejsze i w Wielką Sobotę umieszczam w koszyczku i niosę wraz z pokarmem do kościoła. W Wielką sobotę jadę zazwyczaj z tatą z pięknie przyozdobionym koszyczkiem by go poświęcić. Wielka Sobota to ostatni dzień na wszelkie kulinarne przygotowania do Wielkanocy. W Wielką Sobotę piekę z mamą ogromną, drożdżową babę z rodzynkami, robię świąteczne sałatki. Praktycznie cały dzień mija mi pod znakiem przygotowań posiłków na wielkanocny stół. Wieczorem udajemy się całą rodziną na wigilię paschalną do kościoła. Wieczorem po przyjściu z kościoła mile wspominam i co roku kultywuję tę tradycję: robię herbatkę i kosztuję wielkanocnej babki.  Nie ma nic lepszego jak to ciasto w połączeniu z moją ulubioną Erl Grey. Na tym kończy się Triduum Paschalne i moje przygotowania do Wielkanocy. W niedzielę wielkanocną wstaję o świcie i z rodziną jedziemy na mszę rezurekcyjną by cieszyć się zmartwychwstaniem Chrystusa. 


Na zakończenie poruszę temat wielkanocnego zajączka. Czy ta tradycja jest u mnie w domu? Czy zajączek odwiedza mój dom i dostaję od niego coś słodkiego? Oczywiście. Co roku dostaję wielkiego czekoladowego zająca i jajko Kinder niespodziankę. Choć jestem już dorosła to taki prezent sprawia mi wielką, dziecięcą radość.  Uwielbiam przygotowania do Wielkanocy. Całą tą krzątaninę, to oczekiwanie, głębokie przeżywanie i radosne Alleluja w wielkanocną niedzielę ;-)
Na koniec przedstawiam Wam moje wielkanocne babeczki  i tym słodkim akcentem żegnam się z Wami. Do usłyszenia niedługo.





BUZIAKI❤



poniedziałek, 26 marca 2018

Zestaw okolicznościowy Ziaja argan





Dzień dobry Kochani!
Jak tam u Was? Jak mija Wam dzisiejszy dzień? U mnie przeziębienie powoli ustępuje, z dnia na dzień zaczynam się czuć nieco lepiej. I słuchajcie Kochani pozostaje już tylko coś ok. 5 dni do Wielkanocy a ja już dostałam prezent od zajączka. Żarty żartami, ale w zeszły czwartek przybyła do mnie kolejna paczka z kosmetykami marki Ziaja którą nadało do mnie Radio Plus. Jest to druga część całego zestawu specyfików do pielęgnacji wyżej wymienionej marki. Tym razem seria argan a w jej zawartość wchodzą: regenerujące mleczko do ciała arganowe, krem do rąk z bio olejkiem arganowym i gliceryną oraz kremowe mydło arganowe.  Wszystkie 3 są dla mnie totalną nowością, nie miałam okazji ich nigdy stosować i ciekawi mnie jak zareaguje na nie moja wrażliwa, skłonna do alergii skóra. Aż palę się do ich przetestowania więc myślę że po około miesiącu możecie liczyć na dogłębną recenzję tych cudeniek. W międzyczasie jednak zapraszam Was do przeczytania krótkiej relacji o tych kosmetykach, do czego służą, jakie są zalecenia producenta i co on tymi kosmetykami nam gwarantuje.






Regenerujące mleczko do ciała arganowe -  kremowe mleczko do ciała z olejem arganowym do skóry przesuszonej i odwodnionej. Łączy w sobie wszystkie mocne strony produktu do pielęgnacji ciała – lekką, ale odżywczą formułę, skuteczność, szybkie wchłanianie oraz elegancki i szykowny produkt.

INTENSYWNA PIELĘGNACJA REGENERUJĄCA - DZIAŁANIE
-  Delikatnie natłuszcza i uzupełnia niedobory lipidów skóry.
-  Przywraca prawidłowe działanie funkcji ochronnych.
-  Odnawia naruszoną strukturę naskórka.
-  Efektywnie wygładza, nawilża i uelastycznia skórę.






Krem do rąk z bio olejkiem arganowym i gliceryną – natłuszcza, łagodzi, wzmacnia.

DZIAŁANIE KOSMETYCZNE:
- Natłuszcza skórę wrażliwą na zmiany temperatury, bardzo suchą, spierzchniętą i popękaną.
- Pozostawia na skórze delikatną warstwę ochronną.
-  Wzmacnia barierę hydro-lipidową.
-  Pozostawia skórę gładką.
-  Przynosi ulgę wysuszonym dłoniom.
-  Łagodzi zaczerwienienia naskórka.
-  Zwiększa nawilżenie skóry o 39%.
*wynik potwierdzony badaniami In-vivo.

APLIKACJA KOSMETYCZNA:
-  Subtelnie pachnie i jest wydajny w użyciu.
-  Skutecznie pielęgnuje już po pierwszej aplikacji.




Kremowe mydło arganowe - pielęgnuje i nawilża. Kremowe mydło z olejkiem arganowym i gliceryną. Zaperfumowane łagodną ,ale głęboką i stylową kompozycją opartą na złotych nutach wanilii, jaśminu, sandałowca i olejku bergamotowego. Polecane pod prysznic i do kąpieli.


Mycie, pielęgnacja, relaks...

-  Łagodnie oczyszcza i pielęgnuje skórę w czasie mycia.
-  Zawiera substancje o działaniu odżywczym.
-  Delikatne dla skóry, nie powoduje podrażnień.
-  Tworzy kremową pianę, która uprzyjemnia kąpiel.
-  Pozostawia skórę pachnącą i zadbaną.








Kremowe mydło arganowe to ostatni z trzech produktów jakie znalazłam w zestawie okolicznościowym od marki Ziaja. Tak jak na początku tego wpisu wspomniałam, nie miałam jeszcze okazji przetestować tych kosmetyków więc nie wiem jak skóra na nie reaguje i czy są godne uwagi. Obiecuję, że pojawią się tutaj na blogu osobne recenzje każdego z tych kosmetyków i wtedy będę mogła więcej o nim napisać. Jednakże jestem cała w skowronkach, że takie paczki do mnie przyszły i wzbogaciły moje zasoby kosmetyków do pielęgnacji ciała. Zapasy na całe miesiące ;-) Półki pełne od kremów i emulsji  to teraz pora zaopatrzyć się w jakieś fajne pędzle do makijażu i lepsze paletki cieni do powiek ;-) Na dziś to już wszystko. Dziękuję za uwagę i do usłyszenia niedługo, buziaki




sobota, 24 marca 2018

24032018





Łatwo jest zranić serce ale czy wiesz że można zranić komuś duszę? Jeśli nie wiesz to tak można i to w bardzo łatwy sposób. Odrzucasz kogoś, ignorujesz tę osobę, udajesz że jej nie ma. Potem się z nią nie komunikujesz, być może o niej zapominasz a na końcu ranisz jej duszę. Czym zatem różni się zranienie serca od uszczerbku na duszy? Praktycznie niczym. Serce tak jak oczy potrafi płakać. Potrafi niemiłosiernie wyć. Może tego nie widać, ale tak właśnie się dzieje. Kiedy najczęściej serce wybucha płaczem? Późnym wieczorem, nocą, o północy lub nad ranem. Zaczyna od delikatnego łkania, później zanosi się głębszym płaczem a później szlocha jak opętane. Potrafi on też boleć i nie mówię tutaj o chorobie mięśnia sercowego a o dogłębnym, tępym i rwącym bólu jakiego doznaje osoba je nosząca podczas kolejnego upadku. Ten szloch zaczyna przyspieszać, staje się coraz szybszy, wręcz biegnie i nie może się zatrzymać jak opętany. Czasem nie płynął z oczu łzy a serce zalane jest niewidzialną krwią samotności, braku zrozumienia, nostalgią, obojętnością. Te wszystkie czynniki mają ogromny wpływ na funkcjonowanie naszego serca. Mowa oczywiście o tym negatywnym wpływie rzecz jasna. Zaczynasz od przesiadywania wieczorem w samotności, później kładziesz się do łóżka, czasem włączasz muzykę by zagłuszyć myśli i płacz serca. Czasem to nie wystarcza więc znowu siadasz, zaczynasz płakać. Kropelka po kropelce spływa po Twoim policzku. Zaczyna ich przybywać. Tak właśnie wygląda ból duszy. Przezroczyste łzy są taką jakby wytryskającą krwią z duszy zranionego przez los człowieka. Już wiesz o co chodzi? Być może sam się z tym spotkałeś lub wydawało Ci się że spotkałeś bo być może nawet nie zwróciłeś na to uwagi tak byłeś zajęty patrzeniem na siebie. Nie dostrzegłeś tego bólu duszy. Ba Ty go zignorowałeś. A co mi tam jakiś tępy, dziwny ból. Jak to nie raz ludzie mówią : „Poboli i przejdzie…”. A jak nie przejdzie? A co jeśli ten ból nie zniknie a tylko przybierze na sile, wzmocni się i uodporni na Twoją niewidzialna walkę z nim? Z tym zaczyna już być problem. Walczysz. Przegrywasz. Leżysz bezwładnie na podłodze. Godzinę. Dzień. Tydzień. Miesiąc. Nic nie czujesz. Stajesz się martwy od środka. Mimo to podnosisz się. Idziesz. Biegniesz. Pędzisz. I bum. Kolejny cios. Upadasz i znowu leżysz na ziemi. Zaczyna płakać serce. Dusza nic nie czuje. Za bardzo jest poszarpana przez demony przeszłości, że nawet nie odczuwa już kolejnego uderzenia pięścią. Dusza zamarła. Nie wiesz czy jeszcze kiedykolwiek się ona odrodzi. Czy jeszcze rozkwitnie na nowo. A może ktoś się w niej zakocha? Nie ma nic piękniejszego jak zakochanie się w czyjejś duszy. Można pokochać oczy, włosy, uśmiech ale czy można zakochać się w zranionej duszy? Mało prawdopodobne aczkolwiek dość możliwe by stało się prawdą. Może i  leżysz na tej podłodze, poraniony od środka, uważasz że jesteś do niczego, że jedyne w czym jesteś naprawdę dobry to nieustanne pakowanie się w trapaty a Twoją specjalnością są tylko upadki. Najczęściej te z głośnym hukiem rzecz jasna. Ale pamiętaj jedno- w zranionej duszy również można się zakochać. To, że dzisiaj upadłeś nie oznacza że będziesz tkwił w tym dole do końca życia. Mało to pocieszające, bo sama często miewam katastrofalne dni, to wiem, że gdzieś tam czeka ktoś taki jak ja. Połowa mnie samej. Czeka z otwartymi ramionami aż do niego przybiegnę i mnie przytuli. Przytuli a wtedy ta zraniona dusza momentalnie się uleczy. Jestem święcie przekonana że skoro dziś powiedzmy pada deszcz ( teraz nieco ściemniam bo akurat na niebie nie ma praktycznie żadnej chmurki i na deszcz się nie zanosi ale co tam :D ) to jutro Kochanie wzejdzie słońce. Rozpromieni wszystko dookoła. Twoja buzia nabierze rumieńców, łzy wyschnął. A zraniona dusza? Być może po części się uleczy. Nie mogę Ci tego zagwarantować. Zazwyczaj potrzebuje ona więcej czasu. Czasem są to  tylko miesiące. Niekiedy bywa że lata. Czasem żyjemy ze zranioną duszą i mimo że mamy wszystko nadal czujemy ten smutek w sobie. W gruncie rzeczy umieramy  pozbawieni choć grama czystej, nieskazitelnej i pięknej duszy.

I właśnie takie są skutki bycia przeziębioną. Siedzę dzisiaj w domu praktycznie cały dzień. Obok mnie leży stos chusteczek do nosa. Jestem okryta kocem i trzęsę się z zimna. Za to moja wyobraźnia pracuje na jak najwyższych obrotach i dlatego postanowiłam się do Was dzisiaj odezwać. Ale to już chyba staje się tradycją co? Że znowu mamy lifestylową sobotę na blogu hmm? :D Nie mniej jednak mam nadzieję, że to co napisałam pozytywnie przyjmiecie i może coś zrozumiecie z tego co Wam tutaj dzisiaj przelałam. Co do tej zranionej duszy- każdy z Nas ma ją po części zranioną. Rany duszy zadają najczęściej kłótnie z bliską osobą, strata kogoś bliskiego, śmierć, obojętność, wysokie ego osoby w której kocha się serce. Można tak wymieniać i wymieniać bez końca. Nie ma chyba na świecie osoby której dusza nawet przez moment nie była zraniona. A jeśli taka osoba była lub jest to z całego serca jej zazdroszczę ale i nieco współczuję. Ból sprawia że stajemy się silniejsi, bardziej odporni na wszystkich i wszystko dookoła. Co prawda jest on paskudnym uczuciem czasem może on nas czegoś nauczyć. Na przykład tego by dwa razy nie pakować się do przysłowiowej „rzeki” albo by nie za bardzo ufać niektórym ludziom. Tak więc- Czy Wy też odczuwaliście kiedyś tępy ból zranionej duszy? Jeśli tak jak sobie z nim poradziliście? Koniecznie napiszcie co i jak w komentarzu…

POZDRAWIAM
IWETTA Ż.



piątek, 23 marca 2018

Dzień Kobiet z Radiem Plus





O tym, że warto brać udział w konkursach wie chyba każdy i nie muszę tutaj nikomu tego wyjaśniać.  Jest przy tym nieco frajdy, rosną nasze oczekiwania i pojawia się ta myśl : „A nóż może ja wygram”. Ja również postanowiłam nieco się zabawić i w Dzień Kobiet napisałam do radia Plus sms’a . Zadaniem było napisać kto jest moim zdaniem najbardziej inspirującą mnie kobietą. Padło na nikogo innego jak na moją ukochaną mamę. Mojego prywatnego psychologa, fotografa i najlepszą przyjaciółkę w jednym. Nim się obejrzałam zadzwoniła do mnie Pani Agnieszka Morawska- przesympatyczna kobietka, z bardzo miłym głosem. Mojemu zdziwieniu nie było końca. Trudno było mi uwierzyć że jestem na antenie radia, że słucha mnie tysiące ludzi. Niesamowite uczucie. Słyszeć swój głos w radiu. Nie przedłużając w taki właśnie sposób zdobyłam zestaw kosmetyków do pielęgnacji marki Ziaja. Paczka szła do mnie ok. 1 tygodnia. Dostałam ją w zeszły poniedziałek. Jestem mega zadowolona z jej zawartości. Od dawna myślałam już o nowych produktach do pielęgnacji . A tu bum i paczka jest w moich rękach ;-) Paczka zawierała kosmetyki zarówno do pielęgnacji ciała jak i do włosów, dłoni oraz stóp.





Zaczniemy od dwóch produktów do pielęgnacji włosów.





Szampon wzmacniający- kuracja kaszmirowa z olejkiem amarantusowym , aktywne nawilżanie włosów i zwiększenie ich objętości. Przeznaczony do włosów normalnych, cienkich , delikatnych i suchych.

DZIAŁANIE:
- Delikatnie myje włosy i oczyszcza skórę głowy
- Substancje pielęgnujące nawilżają i wzmacniają włosy
- Szampon poprawia objętość włosów bez ich obciążenia
- Zapewnia lekkość w dotyku potrzebną włosom delikatnym

SPECYFIKACJA:
- jest gęsty i wydajny
- zawiera substancje myjące i wzmacniające
- jego atutem jest piękny zapach


Skoncentrowana maska wzmacniająca – kuracja kaszmirowa z olejkiem amarantusowym, aktywne nawilżanie włosów, zwiększanie objętości. Przeznaczona do włosów normalnych ,cienkich, delikatnych i suchych.

DZIAŁANIE:
- Zamyka łuski włosów
-  Poprawia elastyczność, zapobiega kruchości i łamliwości
- Ułatwia rozczesywanie, rewitalizuje nadaje połysk
- Zawiera aktywny pakiet substancji regenerujących włosy



Teraz nieco pielęgnacji stóp i dłoni.









Nawilżający krem do rąk Grapefruit z zieloną miętą - kojąca pielęgnacja dłoni. Przeznaczony do codziennej pielęgnacji dłoni narażonych na częsty kontakt z detergentami, chlorowaną wodą, nadwrażliwych na zmiany temperatury.
Krem ma zapewnić : 
  • Ulgę wysuszonym dłoniom
  • Zmiękczyć i wyraźnie wygładzić naskórek
  • Błyskawicznie nawilżyć skórę
  •  Pozostawić skórę zadbaną i delikatnie pachnącą


Krem do rąk i stóp głęboko odżywczy - kuracja odżywcza, wzbogacony w olej z oliwek i olej słonecznikowy. Jak piszą na opakowaniu krem zapobiega pękaniu oraz nadmiernemu rogowaceniu naskórka, doskonale zmiękcza i przywraca skórze gładkość. Jest polecany również dla diabetyków.



Pora na coś do pielęgnacji twarzy. W paczce znalazłam też naturalny krem oliwkowy o lekkiej formule do cery suchej i normalnej. 





Aktywny krem z olejem z oliwek i masłem Shea przeznaczony  do codziennej pielęgnacji skóry suchej i normalnej. Intensywna pielęgnacja skóry narażonej na stres, dym papierosowy, zanieczyszczone środowisko, nadmierne opalanie.  Ma za zadanie odżywić oraz wyraźnie przyspieszyć odnowę naskórka, przywrócić skórze prawidłowy poziom nawilżenia. Oraz doskonale uelastycznić a także zapewnić skórze delikatność i długotrwałe ukojenie.  Jest on również jak pisze producent odpowiedni dla dzieci i niemowląt od 3 miesiąca życia. Produkt uzyskał też pozytywną opinię Centrum Zdrowia Dziecka. Polecany jest on również pod makijaż, szczególnie w przypadku skóry bardzo przesuszonej.


Ostatnim produktem z paczki od radia Plus jest kokosowy balsam do ust.  





W dwóch wariantach działania: kokosowej terapii skóry i kokosowej terapii zmysłów.

Kokosowa terapia skóry:

Lipidy z orzecha kokosowego - regenerują lipo-strukturę naskórka, są źródłem NNKT niezbędnych do prawidłowego odżywienia i nawilżenia skóry.
Olej canola - bogaty w fitosterole i tokoferole, odżywia i zmiękcza naskórek, posiada naturalny system antyoksydacji neutralizuje wolne rodniki, chroni przed szkodliwym wpływem UV oraz skutecznie łagodzi podrażnienia.
Lanolina - natłuszcza oraz wyraźnie zmiękcza skórę, doskonale wchłania się w skórę, hamuje utratę wody oraz zmniejsza szorstkość naskórka.
Wit. A i E - chronią przed uszkodzeniami lipidy naskórka.  Doskonale regenerują i odżywiają skórę.

Kokosowa  terapia zmysłów:

Aromat mleczka kokosowego - zapewnia przyjemne uczucie świeżości i podnosi komfort stosowania.


To już wszystkie produkty jakie otrzymałam od Radia Plus. Niestety w związku z długim nadejściem paczki nie zdążyłam żadnego z nich przetestować by co nie co na ten temat Wam tutaj wspomnieć. Jedynym produktem jaki użyłam jest kokosowy balsam do ust i nawilżający krem do rąk Grapefruit z zieloną miętą. Ale jak wiecie po jednym użyciu trudno jest stwierdzić czy produkt jest cokolwiek warty a co za tym idzie czy warto go kupić i regularnie stosować. Na dniach powoli zacznę używać tych kosmetyków i za jakiś czas na pewno pojawi się tutaj na blogu głębsza recenzja danego produktu.  Jednakże mimo wszystko jestem bardzo zadowolona z takiej oto pielęgnacyjnej paczki iż pewnością częściej będę brała udział w różnych konkursach. ;-)
 


A Wy- Lubicie brać udział w konkursach? Jeśli tak- Czy udało Wam się coś kiedyś wygrać?






środa, 21 marca 2018

Moje domowe SPA





Dzień dobry Moi Kochani!
Czy ta zima wreszcie sobie od nas pójdzie? Im bardziej ją odganiamy ona przybiera na sile i straszy nas coraz większym mrozem i opadami śniegu. Choć zaczęliśmy już kalendarzową jak i astronomiczną wiosnę w ogóle nie widać jej na horyzoncie. Przebiśniegi które jakimś cudem nieco przebiły się przez skorupę lodu zwiędły. Serce wręcz mi się kraje. Naprawdę. Szkoda mi wszystkich tych kwiatów, ptaków które przyleciały z dalekich krajów i zwierząt które obudziły się z zimowego snu z nadzieją że przywita ich ciepła i wiosenna aura. Co zastały? Mróz ,śnieg, lód, porywisty północny wiatr. Brr zimno mi na samą myśl ;-) No cóż widać tak musi już być. Nie pozostaje nam więc nic innego jak zaszyć się w ciepłym domu, pod kocem z gorącą herbatą i czekać na lepsze czasy. A czuję że już wkrótce one nastąpią. Przecież zima nie będzie trzymała w nieskończoność prawda? Prędzej czy później wyjdzie słońce, stopi śnieg, osuszy ziemię by wydała ona te zaspałe, zziębnięte roślinki. Osobiście twardo twierdzę w przekonaniu że wiosna jest tuż za rogiem, ale nieco nieśmiała i powinniśmy uzbroić się w cierpliwość na jej wielkie wejście ;-)
A dziś Kochani przychodzę do Was z kolejnym kosmetycznym postem. Tym razem są to produkty do przygotowania prawdziwego domowego Spa. W większości są to kosmetyki marki AVON ale znajdą się też i te typowe dla drogerii Rossmann. Wszystkie kolorowe, ciekawe i co najważniejsze przeznaczone do pielęgnacji naszego ciała, zapewnienia nam gładkiej skóry, ukojenia zmysłów i głębokiego relaksu.

Na pierwszy ogień idą żele pod prysznic AVON Senses w trzech wariantach zapachowych.

Różowy happines- bardzo świeży i wiosenny zapach połączenia granatu i frezji
Biały African Treasure – słodka wanilia i białe kwiaty
Pomarańczowy Anti-Stress  – antystresowa paczula i ylang ylang




Po relaksującej kąpieli lub szybkim prysznicu pora na peeling i nawilżenie.
 Szorstką skórę możemy nieco złuszczyć specjalnymi scrubbami czy też peelingami. Jestem raczej zwolenniczką tych drugich a moim ulubieńcem jest kremowy peeling jogurtowy produkcji drogerii AVON.
Efekt:
  • błyskawicznie wygładza skórę
  • nadaje fantastyczną gładkość i blask
  • wzbogacony drobinkami owocowych pestek i witaminami
  • jogurtowa konsystencja dla przyjemnego orzeźwienia
  • o świeżym zapachu leśnych owoców z granatem      
 Po głębokim peelingu czas na dogłębne nawilżenie skóry. Moim must have’em w pielęgnacji ciała jak i dłoni jest krem Milk&Honey kupiony w Oriflame. Nawilża, działa kojąco i ujędrniająco. Ma ładny, słodki zapach mleka i miodu. Stosuję go od kilku tygodni i śmiało mogę Wam go z czystym sumieniem polecić. Innym również ulubionym kremem mającym aż potrójne zastosowanie jest AVON Care przeznaczony zarówno do twarzy jak i do rąk i ciała. Równie przyjemny dla skóry jak krem z Oriflame. Delikatny i łagodny. Ten produkt również jest godny wszelkiej uwagi ;-)
                                                       






Gdy znudzi mi się już jogurtowy peeling chętnie sięgam też po Tutti Frutti. Piękny, energetyczny zapach to jego główna ale i nie tylko jedna cecha. Świetnie złuszcza martwy naskórek, pozostawiając skórę gładką i jędrną. A jeśli i ten wyczerpie limit swojego użytkowania pod ręką mam 2w1 czyli żel pod prysznic i peeling Palmolive Aroma Sensations z solą z Morza Martwego, aloesem i miętą. Kolejną opcją jest też peeling Senses AVON Garden of Eden, o epickim kwiatowym zapachu.




Ciało nawilżone? No to teraz pora na pielęgnację stóp. Na ratunek zmęczonym stopom przychodzi lawendowa kuracja do stóp na noc. Wystarczy że nasmarujemy je na noc i założymy skarpetki by rano cieszyć się gładkimi i wypoczętymi stopami. A jeśli wolisz szybkie działanie tu i teraz wypróbuj krem do stóp Foot Works Exotic Paradise. 




Pora na oczyszczenie twarzy. Moim ulubieńcem od niedawna jest głęboko oczyszczająca maseczka do twarzy Planet Spa od AVONU. Fajną alternatywą jest też jej odpowiedniczka tylko że z drogerii Oriflame-  maseczka z serii Swedish Spa. Oczyszcza skórę z toksyn, pozostawia ją czystą i świeżą. I najważniejsze nie uczula a u mnie z tym uwierzcie mi jest wieczny problem. Zmagam się z atopową, wrażliwą i alergiczną skórę zarówno twarzy i ciała. Dlatego dopasować kosmetyk do jej potrzeb- to dopiero wyzwanie ;-)



Moimi must have w pielęgnacji włosów są na pewno szampony z drogerii Rossmann- marki Isana. Szczególnie ten do suchej skóry głowy i włosów z łupieżem. Nie zawiera silikonów, parabenów i innych konserwantów jakimi nafaszerowane są teraz kosmetyki. Włosy po umyciu są świeże, lekkie, bez łupieżu i pełne blasku. Bardzo lubię też szampon Advance Techniques marki AVON.
Na umyte włosy stosuję też wszelakie maski wzmacniające i odżywki.  Uwielbiam super silną maskę Bania Agafii oraz olejek marki Isana.

Bania Agafii:
Opis produktu:
Maska na bazie siedmiu uzdrawiających naturalnych składników intensywnie odżywia i nawilża skórę głowy, wzmacnia korzenie i stymuluje wzrost włosów. Działa efektywnie, nie obciąża włosów, przynosi odczucie świeżości i lekkości po umyciu.
- Olej cedrowy - jest źródłem witamin E i F, odżywia skórę głowy
- Korzeń szczodraka krokoszowatego - zapobiega wypadaniu włosów.
- Mech dębowy zawiera olejki eteryczne, wzmacniające korzenie włosów.
- Pszczeli wosk - nadaje włosom naturalny blask.
- Sok aloe vera - bogaty w aminokwasy, wspaniale nawilża skórę głowy.
- Łupina z cebuli - regeneruje uszkodzoną strukturę włosów, dzięki czemu stają się bardziej gęste i silne.
- Szyszki czarnej olchy tonizują i zmiękczają skórę głowy, stymulują wzrost włosów




Na tym się kończy moja domowa pielęgnacja. Oczywiście domowe Spa to według mnie podstawa i uważam, że chociaż raz w tygodniu każda z Nas powinna poświęcić te 2 godziny na relaks, ukojenie nerwów, odżywienie skóry  i odprężenie po ciężkim dniu. Życzę tego każdej dziewczynie i kobiecie która czyta tego posta. ;-)



A jak wygląda Twoja pielęgnacja? Lubisz domowe SPA?


niedziela, 18 marca 2018

Must Have- WIOSNA 2018





Dzień dobry Kochane! Jak mija Wam niedziela? Mi oprócz tego, że do 12:30 miałam zajęcia z administracji całkiem miło. Piękne słoneczko dzisiaj u mnie, szkoda tylko,że tak zimno. I ten śnieg. To jakaś czysta pomyłka. Tak mnie męczy już ten śnieg, mróz. Moje usta,dłonie i cała Ja tak mocno chcą już wiosny. Zmęczyła mnie już ta pogoda. A Wy jak się trzymacie? Kto tak jak ja chce już wiosny? ;-)
Ale dziś nie o tej strasznej pogodzie ( bo szczerze powiedziawszy nie ma tutaj o czym mówić :-) ) a o najgorętszych trendach na sezon wiosenny 2018,które choć trochę umilą nam oczekiwanie na tę wytęsknioną porę roku.
Must have na wiosnę? Mówi Wam to coś? ;-) Tak to już czas bym przedstawiła Wam najgorętsze moim zdaniem trendy na sezon wiosna/lato 2018.
To że coś jest prawdziwym must heavem sezonu nie oznacza od razu, że mamy to kupić i co za tym idzie dumnie się z tym nosić. Niektóre propozycje znanych projektantów i stylistek wręcz mnie przerażają. Są i takie które wpadły w mój gust a niektóre nawet skradły moje serce. 


Przedstawiam Wam teraz moje 10 must have na wiosnę 2018.


1. Granatowa dżinsowa koszula lub kurtka




2. Żółta bluza





3. Biały garnitur



4. Jagodowy sweter




5.Torebka nerka



6. Ołówkowa spódnica



7. Beżowy trencz



8. Koszula w paski




9. Kwieciste sukienki




10. Ubrania w zwierzęcy wzór




A Tobie- który trend najbardziej się spodobał?

sobota, 17 marca 2018

Muzyka...





Dobry wieczór, w sobotni wieczór.
Tak sobie siedzę, słucham muzyki fortepianowej. Obok stygnie gorąca herbata. Co robię? Myślę. O czym? O wszystkim i o niczym. Czasem myślę o przyszłości. Zastanawiam się czy aby wybrałam dobrą drogę. Czy w ogóle to co robię ma sens. Czy aby wszystko jest w porządku. Zauważyłam też że większość tekstów jakie piszę dla Was na bloga wymyślam właśnie wieczorem. Dlaczego? Sama nie wiem. Czuje jednak że wieczorem nawiedza mnie więcej myśli. Stają się one na tyle silne, że czasem się ich wręcz boję. Czy to dobrze czy też źle- tego nie wiem. Wiem jednak, że teksty jakie wymyślam wieczorem mają większy sens niż jakbym napisała je rano. Tak więc o czym dzisiaj? Trochę lifestylu.Pomyślałam, że tym razem napiszę o muzyce, a raczej o jej znaczeniu w życiu każdego człowieka.



„Muzyka łagodzi obyczaje…”- nie ulega to żadnym wątpliwościom. Mając ciężki, wręcz fatalny dzień, który często marzę by jak najszybciej się skończył, wieczorem, biorę telefon, podłączam słuchawki, nakładam na uszy. Włączam ulubiony utwór. Zazwyczaj jest to zespół Metallica lub mój ulubieniec Ed Sheeran. Czasem coś klasycznego, baletowego a nawet heavy metalowego. Każdego dnia coś innego. Słucham.Odpływam. W inny świat. Czy jest on lepszy? Czy rzeczywiście muzyka sprawia że mój humor poprawia się? Świat muzyki na pewno czasem jest o wiele lepszy niż ten w którym przyszło nam żyć. Codzienne problemy w szkole, kłótnie, rozstania, samotność, przygnębienie. Muzyka potrafi po części to wszystko załagodzić. Nakładając te słuchawki, włączając muzykę na full, zagłuszasz w sobie ten lęk, gorycz porażki, tęsknotę i brak snu. Często gdy sama nie mogę w nocy zasnąć, włączam muzykę i po części mnie ona uspokaja. Są też inne rodzaje słuchania. Włączasz smutne utwory by było Ci jeszcze smutniej. Wiele razy przez to przechodziłam. Gdy czułam nostalgię włączałam przygnębiające utwory, niekiedy w mych oczach pojawiały się łzy. Z jednej strony w ten sposób oczyszczasz duszę. Istnieje coś takiego jak płacz Ciebie tylko że tego od wewnątrz. Czasem nie lecą Ci łzy po policzkach, tylko w środku coś w Tobie pęka. Czujesz że umierasz od środka.  Stajesz się martwy mimo że żyjesz. Czy zatem muzyka może Cię z tego wyleczyć? Uważam, że tak. Tylko nie tak której słuchasz a ta którą komponujesz. Siadasz , piszesz teksty. Z czasem ktoś je odkrywa. Stajesz się sławny. To co w godzinie smutku nabazgrałeś w ciemnym pokoju na papierze staje się hitem. Ludzie zaczynają chcieć więcej. Więc piszesz. Piszesz nieustannie, komponujesz do tego muzykę. Widzisz? Zapominasz o smutku. Twoja głowa przepełniona jest tekstami piosenek. Myślisz o tym czym jeszcze możesz zadziwić ludzi. Nie myślisz już o kimś kto Cię zrani, kto podciął Ci skrzydła. Bo dzięki muzyce czujesz, że te skrzydła odrastają i to w zawrotnym tempie.  Warto jedynie pamiętać by nie przesadzić. By muzyka nie stała się najważniejsza. Nie stała nad Twoim zdrowiem  nawet życiem. Byś przez stres jaki masz przed koncertem nie sięgał po papierosa, odprężał się narkotykiem oraz byś nie stawiał kariery ponad wszystko. Wtedy to już nie będziesz na szczycie. Ty z niego spadniesz. A po co Ci to?  Ile jest gwiazd które nie radziły sobie ze sławną i brnęły w najczarniejsze zakątki. Nadużywały leków, środków psychoaktywnych. Jak skończyli? Chyba większość z nas wie na czym skończyli swoją ziemską wędrówkę. Dlatego też uważam, że muzyka zarówno może pomóc ale i  zaszkodzić. Jak zatem sobie z nią radzić? Ba- jak jej słuchać, się w nią wczuwać by nie dać się zwariować? Z rozsądkiem. Wiem że nie zawsze jest to łatwe, ale uważam że należy próbować. Osobiście jestem wielką fanką kilku zespołów, kocham muzykę, uwielbiam słuchać jak ktoś gra na jakimś instrumencie. Szczególnie na pianinie czy gitarze. Widzę jak ten ktoś wczuwa się w to co robi. Widzę jak gra w nim ta muzyka. Ile on wkłada w nią serca, pracy, poświęcenia. Jest to chyba najpiękniejszy widok jaki w życiu widziałam. Widzieć jak komuś to co robi sprawia przyjemność. Widzieć tę adrenalinę, lub ten napływ spokoju.  To bije od tego człowieka. Czuć jego energię, dodam, że jest to pozytywna energia. Taka którą można naładować własne baterie. Jeśli mowa o graniu na instrumencie to od wczoraj zatapiam się w lekturze bestsellerowej powieści Gayle Forman "Wróć,jeśli pamiętasz"- dalsze losy wiolonczelistki Mii Halling i wschodzącej gwiazdy rocka Adama Wilde'a. Kontynuacja "Zostań,jeśli kochasz" moim zdaniem równie ciekawa i wciągająca ja pierwsza część opowiada o znaczeniu muzyki w życiu dwojga,zakochanych w sobie ludzi. Ona- kocha muzykę klasyczną,gra na wiolonczeli. On- gwiazda muzyki rockowej uwielbiający ciężkie brzmienia. Co zatem ich łączy? Miłość do muzyki. Oboje kochają ją bezgranicznie. Niestety w drugiej części jedno traci drugie. Teraz walczą o to by do siebie wrócić? Czy wrócą? Czy uczucie będzie silniejsze? Dowiem się jak skończę czytać. Ale już na starcie mogę gorąco polecić Wam lekturę "Wróć,jeśli pamiętasz"...


Na zakończenie: Czym zatem jest muzyka dla każdego z Nas?



„Ostoją, Odprężeniem, pokrzepieniem duszy, bramą do świata fantazji. Muzyka jest w sercu i nikt nigdy jej z niego nie wypędzi…”





piątek, 16 marca 2018

Makijaż wykonany paletką Wet n Wild AU NATUREL








Dzień dobry Kochani Czytelnicy!

Na początek pragnę poinformować Was, że powoli,małymi kroczkami zbliżamy się do 20 tysięcy wyświetleń mojego bloga. Radość wielka, nie przypuszczałam, że moja pasja kogoś zainteresuje, że zabrnę aż tak daleko. Nie było by tego bez Was. To Wy dodajecie mi otuchy, wspieracie w moim modowym hobby. Piszecie komentarze, zaglądacie tutaj, na mnie media społecznościowe. Szerzycie mojego bloga, dodam też, że jest mnóstwo wyświetleń zza granicy. Cieszę się, że nie tylko Polacy doceniają moją pracę ale i obcokrajowcy. To dla mnie zaszczyt móc tutaj dla Was co drugi dzień pisać, robić zdjęcia, tworzyć nowe stylizacje. Dziś dla odmiany przychodzę do Was z typowo makijażowym postem. Było milion pytań odnośnie paletki Wet n Wild jaką dostałam od siostry. Na niektóre odpowiedziałam w wiadomości prywatnej, ale jak wiecie nie wszystko da się na raz przekazać. Dlatego też postanowiłam zebrać  to w całość i stworzyć post poświęcony tej paletce oraz kilku makijażom jakie wykonałam tymi oto cieniami. 

Zacznijmy od tego skąd właściwie jest paleta 12 cieni AU NATUREL marki Wet n Wild? 

Otóż Kochani z tego co wiem od mojej siostry znajdziecie ją w drogerii Natura.

ZAWARTOŚĆ:

Paletka zawiera 12 cieni: perłowe i matowe.


Zastosowanie:

 Gama kolorystyczna pozwala na różnorodny makijaż: od lekkiego podkreślenia perłowym cieniem do głębokiego wieczornego smoky eye tymi najciemniejszymi.


Pigmentacja:

Pigmentacja sama w sobie nie jest taka zła. Cienie ładnie rozprowadzają się na powiece. Można je blendować. Nie ma z tym najmniejszego problemu. Pierwszy najjaśniejszy cień jest prawie że niewidoczny. Dopiero po nałożeniu go na palec możemy go dostrzec. Najczęściej używam go jako bazę pod inne cienie. 



Czy jestem zadowolona?    

Tak. Jestem z nich bardzo zadowolona. Jest to jedna z lepszych paletek jakie dotychczas miałam.  Z jednej strony, że jest to prezent od siostry a z drugiej ,że naprawdę ta paletka daje wiele możliwości osobom które dopiero zaczynają przygodę z makijażem a boją się ryzykować z jaskrawymi odcieniami.


Na zakończenie  macie kilka zdjęć makijaży wykonanych przeze mnie. Może nie jest jeszcze idealnie, bo dopiero się uczę ale uważam że katastrofy też nie ma. Koniecznie dajcie mi znać w komentarzu jak Wam się podoba i który make up najbardziej. Pozdrawiam i życzę miłego dnia! :-) 


Odcienie złota







Delikatnie na co dzień










Odcienie różu ze złotem







Total pink







Miłego piątku i udanego weekendu Wam życzę. Buźka


❤ Spodobał Ci się wpis? - Skomentuj
❤ Podoba Ci się mój blog? - Zaobserwuj
❤ Odwiedzam blogi komentujących dlatego prosiłabym o zostawienie linku do siebie :-)

POLECANE WPISY